"Utalentowana" fragm. 1

Prezentujemy przedpremierowe fragmenty książki hinduskiej pisarki, Nikity Lalwani.




1.
(...)
Pewnego dnia, pięć lat wcześniej Rumi wróciła ze szkoły i oznajmiła, że pani Gold chce przyjść i poznać rodziców. Rumi miała wówczas zaledwie pięć lat i chodziła do pierwszej klasy. Maheś i Śrina uzgodnili w pracy, że wyjdą tego dnia wcześniej, i przed piętnastą trzydzieści byli w domu. Śrina zaczęła smażyć bhadźi, a Maheś, w koszuli i krawacie, czekał w salonie, pogrążony w głębokim milczeniu. Kiedy pani Gold stanęła w drzwiach, Rumi trzymała ją za rękę.
— Jak miło nam się wracało do domu, drodzy państwo — powiedziała nauczycielka i puściła dziewczynkę, by ta weszła do pokoju jako pierwsza.
Ale Rumi wzdrygnęła się, zerknęła na ojca i nagle ucichła. Maheś wbił wzrok w tlenione włosy pani Gold — natapirowane i pokryte lakierem wzgórza i doliny przypominały kajmakowe ciasto. Był zdezorientowany. W myślach walczył z chęcią, by się odprężyć, co byłoby naturalną reakcją na szeroki uśmiech, jakim promieniała pani Gold.
— Czy mogę prosić pana i pańską żonę o chwilę rozmowy? — zapytała.
Śrina wniosła przekąski i dołączyła do męża, siadając z rękami na kolanach; ubrana była wciąż w swój oficjalny kostium, pończochy i szpilki. Była bardzo czujna i często ukradkiem spoglądała na Maheśa, jakby chciała mu powiedzieć: "Daj mi sygnał, a zrobię wszystko, co trzeba".
— O czym chciała pani porozmawiać? — Maheś zwrócił się do pani Gold, mając wrażenie, że pierwszy raz w życiu słyszy swój charakterystyczny akcent. — Czy coś się stało?
— Ależ nie, wręcz przeciwnie, panie Wasi. Chciałam państwu powiedzieć o czymś, co sprawi, jak sądzę, że poczujecie się jako rodzice bardzo dumni.
— To znaczy?
— Rumi jest bardzo utalentowanym dzieckiem! — oświadczyła pani Gold, a uniesione kąciki jej ust zadrżały pod wpływem emocji.
Maheś popatrzył na Śrinę, która przygryzała spierzchniętą dolną wargę — niewątpliwie była zdenerwowana. Następnie przeniósł wzrok na Rumi, która przyglądała się podłodze, w oczekiwaniu, aż ojciec rozszyfruje słowa nauczycielki. Na koniec z powrotem skierował spojrzenie na panią Gold i olśniewającą linię jej białych zębów.
— Chodzi pani o to, że dobrze sobie radzi w szkole?
— Chodzi mi o coś więcej, panie Wasi — odparła pani Gold. — Chodzi mi o to, że Rumi jest wyjątkowa. Inna. Utalentowana.
Na te słowa Rumi zaczęła się wiercić, drapać po nosie, machać nogami i popatrywać na boki, najpierw na matkę, potem na ojca, przy czym jej gesty były niepewne, wręcz przesadne w panującej ciszy. Maheś zauważył, że na kolanie — poniżej brzegu sztruksowej sukienki, a ponad linią białej skarpetki, która mocno ściskała łydkę — miała zadrapanie. Śrina spojrzała strofująco na córkę. Maheś znowu uśmiechnął się do pani Gold i przemówił łagodniejszym tonem.
Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?



Zdawał sobie sprawę, że córka słucha każdego jego słowa. Budując kolejne zdania, pilnował się, żeby nie ujawnić swego napięcia.
— Ja i moja żona traktujemy... edukację Rumiki bardzo poważnie. Cieszymy się, że dobrze radzi sobie z nauką i że jej ciężka praca zaczyna procentować. Ja sam jestem pracownikiem naukowym...
Pani Gold potrząsnęła głową.
— Wybaczcie państwo, ale ja mówię o czymś innym — przerwała. — Mówię o talencie. O czymś, co nie zdarza się często. Rumi ma prawdziwy matematyczny talent!
Kolejny raz zapanowało milczenie. Rumi poruszała nogami do przodu i do tyłu, rytmicznie uderzając o welurowe obicie sofy. Maheś mimowolnie zauważył, że jego córka powtarza ten ruch cztery razy, po czym robi przerwę, jakby to była seria ćwiczeń. Przez chwilę przyglądał się, jak podpiera pięścią jeden ze swoich małych pucołowatych policzków i przesuwa łokciem po udzie. Wzrok miała wbity w podłogę.
— Ja także jestem matematykiem i cieszy mnie, że, jak pani mówi, Rumi dobrze sobie radzi z tym przedmiotem. Kładłem na niego szczególny nacisk, ponieważ to moja dziedzina — oznajmił Maheś i spróbował przybrać życzliwy wyraz twarzy.
— W Summerfield wszyscy uważamy, że Rumi zasługuje na to, by jej talent był pielęgnowany — powiedziała pani Gold. Pochyliła się i zebrała fałdy spódnicy, tak że plisa na przedzie złożyła się zgrabnie do środka. Zrobiła znaczącą pauzę, jakby przygotowywała się do powiedzenia czegoś bardzo ważnego, może nawet zaskakującego. Rumi także nachyliła się odruchowo, żeby lepiej słyszeć; przestała machać nogami i wcisnęła je w sofę, tak że aż zostało wgłębienie. Nawet Śrina przesunęła się nieco do przodu i uniosła brwi w wyrazie oczekiwania.
— Czy słyszeli państwo o stowarzyszeniu, które nazywa się Mensa? — zapytała pani Gold.
Maheśa ogarnęła irytacja. Przecież oglądał te same ogłoszenia, co i ona. Te same komunikaty o organizacji, której nazwę wymówiła powoli i wyraźnie, jakby w ustach obracała brylant. "Mensa". Dobrze znał te ich dziecinne testy na iloraz inteligencji; sam się nieraz wygłupiał, rozwiązując je w niedzielnych gazetach. Wiedział, co to jest Mensa, na miłość boską. Za kogo ona go brała?
(...)

Fragment książki Nikity Lalwani "Utalentowana" w przekładzie Olgi Masoń (Wydawnictwo Literackie 2008; premiera: 21 lutego).

Czytaj także: 2. fragment "Utalentowanej", 3. fragment "Utalentowanej"
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/8 lat temu
Jak często będą te fragmenty? Codziennie?