Trzy razy naj

Z cyklu: "Pod prąd".

Trzy razy naj
Tak trzymać, chciałoby się poradzić telewizyjnej dwójce. Tylko u was nonsens zawładnął rozrywką, serialami, a nawet wybraną publicystyką.

I naprawdę wcale się nie czepiam. Sami zresztą poinformowaliście telewidzów, że "Gwiazdy tańczą na lodzie" to największe wydarzenie w kraju.
Jeśli tak, to wybieram dla nich godne towarzystwo. Niech nie czują się samotne.

Najnudniejsza scena miłosna
Przygotowywano do niej telewidzów od śmierci Krzysztofa Zduńskiego, jednego z bohaterów "M jak miłość". Artur tańczył wokół Marysi niczym ogoniasty bażant. Raz był słodki, innym razem chamski. Puszył się, podkulał ogon, tokował, udawał skromnisia. A ona niczym czarna wdowa nie zauważała jego umizgów. Aż tu nagle przełom w bulwie. Czy trudno się dziwić, że na mocną scenę miłosną czekali wszyscy. Nawet rodzice w jednym z podwarszawskich przedszkoli, którzy akurat w poniedziałek mieli jasełkową próbę, bo w tym roku to oni postanowili zrobić niespodziankę swoim dzieciom. Poprosili o skrócenie próby, orzekli bowiem, że co innego jest wiedzieć, a co innego widzieć. A tu taka wpadka. Marysia w halce, Artur w gatkach. A gdzie momenty?
Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?

Najbardziej niewiarygodna operacja
Równie mało wiarygodna była scena szpitalna w "Barwach szczęścia". Paweł Zwoleński, który nie potrafi udawać bólu kręgosłupa, źle też wypadł po operacji. Kręci się, wierci, przewraca... leży na plecach z nogami wyprostowanymi. Oczywiście w kuchni, bo wszystkie szpitalne sceny w naszych serialach kręcone są w kuchni. Szkoda, że nikt wcześniej nie sprawdził, w jakiej pozycji powinien leżeć pacjent po operacji dysku. Przyczepione w różnych miejscach kroplówki i wenflony wszystkiego nie rozwiążą.

Największy kit sezonu
Dla mnie oczywiście "Gwiazdy tańczą na lodzie", choć spece od telewizyjnej reklamy mówili co innego. Pewnie się znów narażę wielbicielom pseudogwiazd, ale to było widowisko żenujące i żałosne. Na szczęście w ostatnim odcinku Doda nikogo nie obrażała. Na zakończenie przywdziała maskę płaczliwej Edyty Górniak i wszelkie opinie wypowiadała głosem umierającego łabędzia. Tatiana Okupnik była po prostu amatorska, a Maciej Kurzajewski jak zwykle bez poczucia humoru. Kciuki trzymałam z Olgę Borys nie dlatego, że była lepsza od rywala, ale za formę, determinację i styl. Fajna z niej mama. Pan Mroczek natomiast zachowywał się jak na nadwiślańską gwiazdę przystało. W końcu trafił pod strzechy jako wybitny artysta serialowy. Trzeba przyznać, że jest nieźle wysportowany, tańczy bardzo dobrze, ale czy trzeba nazywać go aktorem. Chłopiec z drewna to nie to samo co chłopiec z sąsiedztwa.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)