"Sz jak Szarik" - premiera w Teatrum

Janek, Grigorij, Gustlik, Olgierd, Tomek i wierny pies Szarik.

"Sz jak Szarik" - premiera w Teatrum
Któż nie pamięta dzielnej załogi czołgu "Rudy 102"? Albo Marusi, Lidki, czy Honoraty? Serial "Czterej pancerni i pies" stał się fragmentem przeszłości wielu z nas, jednym ze wspomnień dzieciństwa i młodości. Filmem, który zawładnął wyobraźnią zbiorową.

Dziewczyny kochały się potajemnie w Janku Kosie i chciały wyglądać jak Marusia. Chłopcy podkochiwali się w Marusi i chcieli naśladować Janka Kosa. Jak w "Autobiografii" grupy Perfect - "Za jej Poli Raksy twarz, każdy by się zabić dał". Co tu dużo mówić - ballada o czterech pancernych przykleiła się do wyobraźni całych pokoleń, podobnie jak serialowe postacie do grających je aktorów.

Premierowe przedstawienie komedii muzycznej "Sz jak Szarik" - wystawione na Scenie Towarzystwa Teatrum - opowiada właśnie o obsesyjnym wpływie historii "Czterech pancernych i psa" na świadomość czwórki trzydziestolatków. Bohaterowie tej opowieści z Szarikiem w tle nie potrafią oddzielić świata wyobraźni od rzeczywistości. Z każdego zakamarka ich życia wyglądają duchy serialowej przeszłości - decydują o wyborze partnera, mieszają się do najbardziej intymnych spraw, nawet tych związanych z seksem. Wyznania bohaterów przeplatają się z piosenkami w stylu żołnierskim - a'la Kołobrzeg.

Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?
Przedstawienie wyreżyserował Jacek Sołtysiak, a wystąpili w nim: Martyna Kliszewska, Anna Kózka, Jakub Przebindowski i Rafał Szałajko. Jakub Przebindowski jest także autorem scenariusza. "Wspomnienia i skojarzenia to jeden z powodów, dla którego powstał ten spektakl. Serial "Czterej pancerni i pies" jest wpisany w popkulturę polską, podobnie jak Teleranek, Miś Uszatek, Ojcze Nasz, 8-letnia szkoła podstawowa. To kanon życia pokolenia 30-latków. Te i inne pokolenia kojarzą serial ze swoją młodością, miłością. Przez to, że serial puszczany był regularnie, trudno przypomnieć sobie dłuższą przerwę, kiedy serialu nie było. Drugim z powodów, które skłoniły nas, żeby zabrać się za ten temat, była nie tak dawno tocząca się na łamach wielu gazet debata - wyświetlać, czy nie wyświetlać "Czterech pancernych" w telewizji? Próbowaliśmy w tym spektaklu odpowiedzieć sobie na to pytanie, abstrahując od kontekstu politycznego i historycznego" - powiedział Jakub Przebindowski.

Martyna Kliszewska, jednocześnie inicjatorka i producentka "Sz jak Szarik", w przedstawieniu zagrała "wariacje na temat Marusi", tej - jak ją określiła - "ikony piękna, w której kochały się tłumy wielbicieli". Aktorka przyznała, że musical wcześniej istniał tylko na kasecie i włączany bywał na tak zwaną poprawę humoru. Ci, którzy przyszli obejrzeć "Sz jak Szarik" musieli być podobnego zdania. Komedia rozbawiła ich i wprawiła w dobry nastrój. Magdalena Stużyńska wyznała, że serial o dzielnych czołgistach kojarzy jej się z dzieciństwem, czarno-białym ekranem i "Piosenką radiotelegrafistki" - "To ja, słyszysz wołam ciebie ja brzoza...". Na widowni zasiedli również: Janusz Tylman, Justyna Steczkowska, Marzanna Graff-Oszczepalińska oraz gospodyni Towarzystwa Teatrum - Anna Gornostaj.

Drugie przedstawienie premierowe w piątek 26 października.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)