Strach wcale nie ma wielkich oczu - bajka terapeutyczna

Czy chłopcy mają prawo płakać? Co robić, kiedy dziecko się boi? Przeczytajcie wspólnie bajkę "Strach wcale nie ma wielkich oczu" a przekonacie się, jak pokonywać lęki.

strach wcale nie ma wielkich oczu

Fot. Fotolia

Mama na rynku pracy

Piotruś siedział przy stole i szlochał. Łzy jak grochy wpadały do talerza z zupą. Chociaż mama ugotowała jego ulubioną pomidorówkę, w ogóle nie miał na nią ochoty. Był bardzo nieszczęśliwy. Jutro rano miał jechać do szpitala na operację. „To straszne! Jak ja to przeżyję? Czy coś takiego w ogóle można przeżyć?! A może utną mi całą nogę? Nie, nie. Mama powiedziała, że tylko wytną narośl, która zrobiła mi się na... no, na kolanie. I wtedy znowu będę mógł biegać i grać w piłkę. Na razie nie mogę, bo za bardzo boli mnie noga”.

Nieraz chłopiec aż płacze z bólu. Rozumie, że zabieg jest konieczny, tylko odczuwa lęk przed nim i szpitalem. Nie może przestać o tym myśleć i nic nie poradzi. Cały czas pociesza się, że wszystko będzie dobrze, bo tak mówi mama, a ona go jeszcze nigdy nie okłamała. Co prawda, stara się nie okazywać strachu, bo tata mówi, że mężczyzna powinien być twardy, ale to nie jest takie łatwe.

Do kuchni wkroczyła mama. Zauważyła, że Piotruś płacze i przytuliła go. Chłopiec głośno zaprotestował:

– Mamo, nie przytulaj mnie! Nie jestem dzieckiem! Mam już siedem lat i chodzę do szkoły! Poza tym jestem mężczyzną i muszę być twardy. Poradzę sobie.

– No dobrze, może mężczyźni powinni być twardzi, jak wy to mówicie, ale mają też prawo się bać. Każdy może sobie czasem popłakać, nawet mężczyzna. Oczywiście kiedy nikt nie widzi – dodała z uśmiechem.

– No tak, ale przecież ty mnie widzisz...

– Ja mogę, bo jestem twoją mamą. Komu masz się poskarżyć, że coś cię boli, jak nie mamie?

– Może i tak, ale przecież mnie teraz nic nie boli. – zapewnił Piotruś. – Płaczę dlatego, że się boję.

– Synku, to nic takiego, każdy ma prawo bać się zabiegu, nawet dorośli, a co dopiero dzieci.

– Ale ja nie chcę się bać. Jak to zrobić, mamo?

– Nie wiem, synku. Chyba po prostu powiedz sobie, że się nie boisz i to powinno pomóc.

– Nie pomaga. Już próbowałem.

– Staraj się nie myśleć o tym. Porozmawiajmy o czymś innym. Co byś chciał robić po południu?

– Nic. Na nic nie mam ochoty.

– Oj, na pewno na coś masz. Może pójdziemy na plac zabaw?

– Nie, nie chcę.

– No, to może do kina?

– Nie. Chyba pójdę do swojego pokoju, położyć się, bo boli mnie głowa.

– No dobrze, skoro chcesz odpocząć, to idź do siebie, ale obiecaj mi coś.

– Co takiego?

– Że nie będziesz tam płakał.

– Obiecuję, że nie będę... to znaczy... postaram się.

Piotruś przyrzekł mamie wszystko, ponieważ nie chciał jej martwić. Poszedł do swojego pokoju, ale nie cieszyły go ani kolorowe ściany, ani piękne firanki, ani nawet wspaniałe samochodziki, komputer czy ukochane pluszaki. W końcu spojrzał na regał z książkami. „A może by coś przeczytać”? – pomyślał. –
„Ale jaką książkę? Czy w którejś z nich znajdzie chłopca podobnego do siebie? Takiego, który boi się operacji? Na pewno nie. Oni wszyscy są zdrowi, biegają, przeżywają różne przygody. A on? Jakie on może mieć przygody, skoro nawet nie może biegać, bo boli go noga...”.

Znowu zebrało mu się na płacz. Broda zaczęła się trząść i raptem po policzkach popłynęły łzy. Po chwili szlochał już na całego, wtulając głowę w poduszkę mimo obietnicy danej mamie. Po prostu nie mógł się opanować. Stwierdził, że musi
się wypłakać. Nagle poczuł na ramieniu czyjś dotyk. Obejrzał się
za siebie, ale w pokoju nikogo nie było, nie licząc leżącego obok niego ukochanego misia Pluszka. Tym bardziej się zdziwił, kiedy usłyszał głosik: cichutki i cieniutki, jakby dziecięcy. Spojrzał na przytulankę i aż otworzył usta ze zdumienia – on coś do niego mówił! „Nie, to przecież niemożliwe” – pomyślał Piotruś. – „Pewnie zasnąłem i to wszystko mi się śni, bo jak inaczej to wytłumaczyć”?! Ale znowu poczuł ten dotyk i usłyszał:

– Piotruś, Piotruś! Słyszysz mnie?!

Zdumiony chłopiec zdołał jedynie wykrztusić:

– Tak, słyszę.

– No, nareszcie! Już myślałem, że ochrypnę od tego wołania.

– Ale... Ty przecież jesteś pluszowym misiem! – wykrzyknął Piotruś.

– No tak. A co cię tak dziwi? Przecież to widać.

– To, że ty mówisz! Przecież zabawki nie mówią!

– Zabawki może nie! – prychnął miś – ale ja nie jestem zabawką! Wypraszam sobie! Zabawki to klocki albo samochody, a misie i lalki to zupełnie co innego. My czujemy i umiemy mówić, a zabawki nie!

– Przepraszam, nie wiedziałem. Nie gniewaj się już. A co mi chciałeś powiedzieć?

– Chciałem z tobą porozmawiać o twoim zmartwieniu.

– A skąd wiesz, że mam zmartwienie?

– Jak to, skąd? Od ciebie.

– Ode mnie?!

– Oczywiście. A do kogo się przytulasz w nocy? Komu powierzasz wszystkie swoje sekrety? W czyją łapkę się wypłakujesz?

– No... w twoją.

– No właśnie. Jak myślisz, co robimy, kiedy jesteś w szkole albo śpisz?

– No... nie wiem. Siedzicie na półkach.

– A siedzimy, siedzimy, ale nie tylko. My ze sobą rozmawiamy, prawie przez cały czas. No, chyba że pojawia się w pokoju twoja mama. Wtedy siedzimy cicho jak mysz pod miotłą. Najczęściej zwierzamy się sobie ze swoich kłopotów, ale dzielimy się też radością. Tak jak ludzie. Rozmawiamy również o tobie.

– O mnie?

– No tak, bo przecież ty jesteś naszym właścicielem i przyjacielem, jakby przywódcą.

– Aha. A co o mnie mówicie?

– Najczęściej rozmawiamy o tym, że nas nie słyszysz i nie rozumiesz. Trochę nam przykro z tego powodu, bo mamy ci tyle do powiedzenia. Ale z drugiej strony nie ma się co dziwić, przecież jesteś człowiekiem. Co prawda, jeszcze nie całkiem dorosłym, ale jednak. Zresztą prawie żadne dziecko nie słyszy pluszaków i nie rozumie tego, co one do niego mówią. A szkoda. Może trudno ci w to uwierzyć, ale my też mamy swoje problemy.

– A jakie wy możecie mieć problemy? Przecież nie chodzicie do szkoły i nie musicie się martwić, że dostaniecie złą ocenę czy uwagę.

– To, że nie chodzimy do szkoły, nie znaczy, że nie mamy zmartwień.

– No i kto rozwiązuje te wasze problemy?

– Wyobraź sobie, że ja.

– A dlaczego akurat ty?

– Bo jestem najstarszy i mam największe doświadczenie. Wiele przeżyłem i potrafię pomóc innym. Przyznam, że nie ma tych zmartwień zbyt dużo, bo jesteś dobrym właścicielem i dbasz o nas. Starasz się odkładać nas po zabawie na nasze miejsca. A wiesz, co się dzieje, kiedy któreś z nas trafi na czyjeś miejsce? Są kłótnie, a nawet bójki i wtedy muszę zabawki rozdzielać, a potem godzić. Widzisz więc, jak ważne jest to, żeby dokładnie posprzątać po zabawie. Poza tym ty nie rzucasz nami jak inne dzieci.

– To dzieci tak postępują?

– Niestety tak. Na szczęście tylko niektóre. Pewnie nie wiedzą, że nas to boli i dlatego tak robią. Pamiętasz dzień, w którym mnie znalazłeś?

– No pewnie. To było w zeszłym roku, jesienią, na placu zabaw.

– Tak. Leżałem w trawie cały zmarznięty i obolały, a moja lewa łapka wisiała na jednej nitce. Bardzo mnie to bolało.

– Pamiętam. Wyglądałeś tak żałośnie, że zrobiło mi się ciebie żal i postanowiłem cię wziąć. Chciało mi się płakać, gdy na ciebie patrzyłem i pomyślałem, że ktoś powinien się tobą zająć i otoczyć miłością.

– Całe szczęście, że wtedy tamtędy przechodziłeś i mnie zauważyłeś, bo nie wiem, co by się ze mną stało.

– Bałeś się?

– Jeszcze jak! A najbardziej tego, że znajdą mnie i pogryzą bezpańskie psy.

– Rozumiem. Wiem, co to strach. Właśnie to przeżywam. Bardzo boję się szpitala i zabiegu.

– Wiem. Sam mi powiedziałeś.

– Kiedy? Jak?

– No, może nie dosłownie, ale przecież wypłakiwałeś się w moją łapkę. Poza tym nie zapominaj, że znam twoje myśli i sny, bo z tobą śpię.

– Jak to możliwe?

– Pluszaki to potrafią – powiedział dumnie miś. – Kto jak kto, ale chyba ja najlepiej wiem, co to ból i strach.

– Pewnie bardzo cię bolała ta naderwana łapka, co?

– Nawet sobie nie wyobrażasz!

– A co ci się właściwie stało?

– Należałem wcześniej do bardzo niedobrego chłopca. Ciskał mną o podłogę, kiedy miał zły humor, czyli dość często. Ciągle trzymał mnie za tę samą łapkę i mocno potrząsał, aż mi się w głowie kręciło. W końcu się naderwała.

– Biedaku, tyle musiałeś wycierpieć.

– No. A gdy mu się przestałem podobać, wyrzucił mnie. Na szczęście twoja mama zna się na naderwanych łapkach. Przyszyła mi ją tak szybko, że nawet nie poczułem. I w dodatku takimi ładnymi nićmi. A potem mnie wyprała. Na koniec ty wziąłeś mnie do ciepłego łóżka i mocno przytuliłeś. Byłem wtedy w siódmym niebie – powiedział Pluszek rozmarzonym tonem.

– Czyli wszystko dobrze się skończyło, a ty jesteś szczęśliwy.

– Bardzo szczęśliwy. O lepszym życiu nawet nie marzyłem. Z tobą będzie tak samo, zobaczysz.

– No, nie wiem...

– Nie bój się szpitala. Tam naprawią ci kolano, tak samo jak twoja mama wyleczyła moją łapkę. Teraz mogę nią robić wszystko i w ogóle mnie nie boli. Ty też będziesz mógł wreszcie biegać i skakać.

– Tak myślisz?

– Oczywiście. A, jeszcze najważniejsze: będziesz miał bliznę po operacji!

– Pewnie tak, ale dlaczego to jest takie najważniejsze?

– No, jak to dlaczego? Przecież blizna to bardzo istotna sprawa dla każdego mężczyzny! Kiedy zobaczą ją twoi koledzy, zzielenieją z zazdrości!

– Masz rację! Nie pomyślałem o tym.

– Będą cię podziwiali, że przeżyłeś coś takiego, i nikt nie będzie wiedział, że tak się bałeś przed zabiegiem.

– Wiesz co? Jesteś bardzo mądrym misiem i cieszę się, że wtedy cię znalazłem.

– A ja że mogę ci się jakoś odwdzięczyć za wszystko, co dla mnie zrobiłeś.

– Wiesz, Pluszku, stała się bardzo dziwna rzecz. Dzięki tobie przestałem się bać! Mogę już nawet iść do tego szpitala, ale poproszę lekarza, żeby mi zrobił porządną bliznę.

– No, ja myślę! To będzie nas już dwóch z bliznami. A wiesz, jak inne maskotki zazdroszczą mi mojej?! Gdy im ją pokazałem, to od razu zyskałem szacunek. A początkowo nie było mi wcale łatwo. Inne pluszaki mnie nie lubiły, bo zazdrościły, że tylko mną się interesujesz i tylko ze mną śpisz. Ale kiedy pokazałem im bliznę i opowiedziałem swoją historię, spojrzeli na mnie inaczej. Twoi koledzy też będą pod wrażeniem twoich przeżyć.

– Mam nadzieję, ale... wiesz co? Tak sobie pomyślałem, że jeśli lekarze się zgodzą, to wezmę cię ze sobą do szpitala. Będziesz mnie pocieszał i dodawał mi odwagi.

– Chętnie z tobą pójdę. Jeszcze nigdy nie byłem w szpitalu. A jeśli spotkamy tam jakieś dziecko, które będzie się bało zabiegów albo zastrzyków, to obaj mu wytłumaczymy, że niepotrzebnie. Zgoda?

– Zgoda!

– To przybij piątkę swoją łapką.

– Chętnie – powiedział uradowany Piotruś. – A teraz pójdę do mamy i powiem, że już nie czuję strachu i żeby się o mnie nie martwiła.

– Dobrze. Zaczekam tu na ciebie, ale pospiesz się, bo niedługo trzeba kłaść się spać. Rano musimy wcześnie wstać.

Szczęśliwy Piotruś wbiegł do kuchni i już od progu zawołał:

– Mamo! Mamo! Ja już wcale się nie boję szpitala i zabiegu, bo rozmawiałem z moim misiem i on mi wszystko wytłumaczył! Powiedział mi o bliznach i zazdrości kolegów, no i... o poważaniu.

– Z kim rozmawiałeś, synku?!

– Z misiem, mamo. Przecież mówię.

– A... z misiem... – pokiwała głową i uśmiechnęła się pod nosem.

– Dorośli jednak niewiele rozumieją – mruknął Piotruś i westchnął.

Bajka pochodzi z książki "Bajki terapeutyczne" autorstwa H. Szaga (Impuls 2014). Publikacja za zgodą wydawcy.

Zobacz także: Nieśmiały Kuba - bajka terapeutyczna

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)