Rozmowy z dzieckiem o śmierci

Nie tak dawno znajoma wybrała się z pięcioletnią siostrzenicą na spacer. Mijając cmentarz żydowski, dziewczynka nagle zatrzymała się przy bramce. Ciociu, co tam jest pod tymi kamieniami? – zaciekawiło się dziecko. Znajoma zamiast wyjaśnić, czym jest kirkut, zakłopotana odparła: zapytaj mamę. Sama potem tłumaczyła, że bliskość tematu związanego ze śmiercią spowodowała, że się wystraszyła dalszej rozmowy.

/ miesiąc temu

Nie tak dawno znajoma wybrała się z pięcioletnią siostrzenicą na spacer. Mijając cmentarz żydowski, dziewczynka nagle zatrzymała się przy bramce. Ciociu, co tam jest pod tymi kamieniami? – zaciekawiło się dziecko. Znajoma zamiast wyjaśnić, czym jest kirkut, zakłopotana odparła: zapytaj mamę. Sama potem tłumaczyła, że bliskość tematu związanego ze śmiercią spowodowała, że się wystraszyła dalszej rozmowy.

A co będzie, jeśli powie za dużo i dziecko zacznie budzić się przerażone w nocy? Potem rodzice mogą mieć pretensje, że wprowadziła w beztroski świat ich córeczki niepokój i strach.

Z jednej strony dobrze, że staramy się chronić dzieci przed „problemami dorosłych”, z drugiej… śmierć, gdy się ją oswoi, przestaje być straszna. Staje się naturalną częścią naszego życia – kolejnym przystankiem. „Umierać musi, co ma żyć” (St. Wyspiański) – tak było, jest, i tak prawdopodobnie zawsze będzie. Porozmawiajmy więc, właśnie dziś, w Dzień Zaduszny, o odchodzeniu, samotności, bólu. Trudne to rozmowy. Nigdy nie jesteśmy pewni, czy nastała właściwa pora, by poruszyć temat śmierci w rozmowie z dzieckiem. Jak dobrać słowa? Co powiedzieć, a co lepiej pominąć milczeniem? Może poczekać jeszcze trochę… tylko na co? Czy znajdziemy lepszy miesiąc do wspominania tych, których dziś z nami już nie ma, jak listopad? To czas większej zadumy, ale i głębszych refleksji. Wybierając się na groby najbliższych rodzice mogą usłyszeć od dziecka pytanie: „mamo/tato, czy ty też umrzesz?”. Co wtedy? Może się okazać, że w pośpiechu, bez chwili zastanowienia, odpowiemy: nie zadawaj głupich pytań! A przecież rozmowa z dzieckiem o śmierci w cmentarnej scenerii nie jest wcale wielkim wyzwaniem dla rodziców. Są trudniejsze sytuacje – takie, gdy każde słowo ważymy w myślach dwukrotnie, zanim je wypowiemy. Są zdarzenia, które dotykają nas osobiście. Łatwiej w takich chwilach zamilknąć, udać, że „nic takiego się nie stało”. Może najmłodsi pewnych zdarzeń nie rozumieją? Może nie za bardzo się orientują, co się dzieje w ich otoczeniu? A przecież dzieci uważnie obserwują świat. I widzą, że wciąż ktoś odchodzi - babcia koleżanki z ławki, sąsiadka z drugiego piętra, pani woźna ze szkoły. Tylko w grach komputerowych wciąż odradzamy się na nowo - w życiu nie możemy nacisnąć przycisku: „reset”, i zacząć od nowa.

Dawniej sama unikałam rozmów z dziećmi o śmierci. Nawet słysząc pytanie (najczęściej zaczynające się od słowa: dlaczego…?), szukałam okazji, by jak najszybciej sprowadzić rozmowę na bezpieczniejsze tory. Bo co powiedzieć, gdy mi samej słów brakuje? Dlaczego dziesięciolatek próbował popełnić samobójstwo? Dlaczego umiera na raka ośmioletnia dziewczynka? Dlaczego została zamordowana dziesięciolatka, która nikomu nigdy krzywdy nie zrobiła? Dlaczego, dlaczego, dlaczego…?

Dziś już nie boję się powiedzieć: nie wiem, dlaczego. Ale też słucham uważniej, co mają najmłodsi do powiedzenia. Dzieci często chcą jedynie, by je ktoś wysłuchał - opowiedzą nam o swoich uczuciach i obawach, jeśli tylko pozwolimy im dojść do głosu. Wtedy, gdy nie będziemy ich oceniać, krytykować i wyśmiewać. Kiedy pozwolimy im przypiąć białą kokardkę po śmierci koleżanki, iść z laurką odwiedzić babcię na cmentarzu czy też uszanować śmierć ukochanego chomika przez urządzenie mu symbolicznego pogrzebu. Gdy zapewnimy najmłodszych, że mają prawo płakać, krzyczeć, złościć się, smucić i okazywać emocje po stracie najbliższych. Czasem zaś wystarczy, że jesteśmy obok i w milczeniu chwilę posiedzimy razem. Bez tak drażniących, zbędnych słów: zobaczysz, że będzie dobrze…

Nie rozmawiając o kruchości naszego życia, udajemy, że śmierć nas nie dotyczy. Przynajmniej, jeszcze nie teraz, jeszcze nie dziś… A najmłodsi wyczuwają fałsz. Jeśli zaczynamy mijać się z prawdą, dzieci przestają szczerze dzielić się z nami swoimi emocjami. Kiedy zaś najmłodsi pytają o coś, ich pytanie nie powinno pozostać bez odpowiedzi. Czy ja sam kiedyś umrę? Czy jeszcze zobaczę dziadka? A kto jest w tym malutkim grobie?

Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci? Szczerze i uczciwie, choć odpowiednio do wieku naszej pociechy. Tak, by oswoić lęk, uspokoić, otoczyć bezpiecznym pancerzem miłości. „Babcia zasnęła, synku” – w naszym odczuciu delikatna forma poinformowania o śmierci członka rodziny - może wzbudzić w dziecku strach, że mama zaśnie, i też się nie obudzi. Lepiej już, zgodnie ze swoimi przekonaniami religijnymi, powiedzieć delikatnie prawdę. I, jeśli dziecko będzie chciało, pozwolić mu towarzyszyć nam w żałobie.

Przemijanie. Kruchość naszego istnienia. Upływanie czasu. Bolesne i trudne tematy. Pamiętam, jak rozmawiałam kiedyś z pewnym, bardzo dojrzałym jak na swój wiek, dwunastolatkiem. Właśnie o śmierci. O tym, że nigdy nie wiemy, kiedy przyjdzie na nas pora. I o tym, że często nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie: dlaczego? To była rocznica śmierci koleżanki chłopca - dziewczynka została zamordowana. On zdążył po szkole jedynie rzucić w przelocie: do zobaczenia jutro. Tego jutro już nie było… Czy kiedykolwiek będę w stanie przejść koło bloku, gdzie mieszkała? – zapytał nagle chłopiec, mocno rozczarowany tym, że w szkole ten dzień był traktowany jak zwykły dzień. Dla niego, w jego osobistym odczuciu, był to bardzo ważny dzień. Nie wiem – odparłam, bo nic innego nie przyszło mi do głowy. – Może z czasem ta śmierć przestanie tak boleć, a może już nigdy nie pogodzisz się z odejściem koleżanki.

Chyba właśnie to chciał chłopiec usłyszeć. Że nie tylko on nie potrafi sobie poradzić z emocjami. Bo śmierć boli. Nie tych, których już nie ma, ale tych, co pozostali. Z pytaniami o sens i z wyrzutami sumienia, bo z czymś nie zdążyliśmy, czegoś nie powiedzieliśmy, o czymś zapomnieliśmy. Bo już nigdy nie będzie tak samo.

Nie bójmy się o śmierci czasem z dzieckiem porozmawiać. Patrząc na liście spadające z drzew można opowiedzieć naszej pociesze o przemijaniu. Przechodząc obok cmentarza, wstąpić na chwilę, by zapalić świeczkę na czyimś grobie. Oglądając rodzinny album, powspominać tych, co odeszli, jednak wciąż żyją w naszej pamięci. Na rynku pojawiają się też ciekawe pozycje książkowe dla najmłodszych, które mogą nam pomóc w trudnej rozmowie, przykładowo „Żegnaj panie Muffinie” (więcej: tutaj).


Ciekawe artykuły o tym, jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci:

13 wielkich osób, które wspominamy. Oni zmarli w 2016 roku
  • „Żałoba dzieci” (http://www.poronienie.pl/zaloba_dzieci4.html)
  • „Jak rozmawiać o śmierci” Justyna Dąbrowska (http://www.edziecko.pl/przedszkolak/1,79345,1334941.html)
  • „Czy dzieci potrzebują rozmów na temat śmierci?” Agnieszka Tyszka (http://www.edziecko.pl/przedszkolak/1,79345,2985149.html)
  • „Rozmowy o śmierci” Joanna Górnisiewicz (http://www.babyboom.pl/dzieci_3_5/wychowanie/rozmowy_o_smierci.html)
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)