Po co dziecku muzyka?

Dzięki niej malec nie będzie miał problemów z matematyką i szybko nauczy się angielskiego!

Po co dziecku muzyka? fot. Panthermedia
Dzięki muzyce jesteśmy wrażliwi na piękno, otwarci na świat. Dziecko, które z melodiami zapoznało się, będąc jeszcze w brzuszku mamy, rozpoznaje je po urodzeniu – szybciej się przy nich uspokaja. Są mu dobrze znane, dają poczucie bezpieczeństwa. Chętniej przy nich zasypia i bawi się.

Zanim zaśnie

Najbardziej wrażliwy na muzykę jest maluszek w chwilach, w których sen przechodzi w jawę i na odwrót. Dzieci potrzebują w tych momentach pomocy: znane, bliskie głosy i melodie uspokajają je, dają poczucie bezpieczeństwa. Gdy zaśpiewasz kołysankę, malec szybciej zaśnie.
Muzyka pomoże też dziecku w trudnych momentach, kiedy boli je brzuszek, jest chore lub gdy biegnąc, boleśnie uderzyło się i stłukło kolanko.

Nie tylko kołysanki

Najpiękniejszą muzyką jest jednak dla niego śpiew mamy. To znacznie ciekawsze niż najwspanialsza muzyka Mozarta, nawet w najlepszym wykonaniu! Jest tylko jeden warunek: śpiewanie musi Tobie sprawiać radość! Nie możesz tego robić tylko dlatego, że przeczytałaś, jak ważne jest to dla dziecka. Maluszek od razu wyczuje fałsz.

Okazję do śpiewania znajdziesz zawsze: gdy przebierasz maluszka, karmisz go, przygotowujesz zupkę. Dziecko nie musi przy tym uważnie Cię słuchać. Wręcz przeciwnie, niech się po prostu bawi. Przy pozornym braku zaangażowania tak naprawdę dziecko słucha bardziej aktywnie i otwarcie. Śpiewaj to, co znasz i lubisz. Mogą to być kołysanki, piosenki ludowe, biesiadne, harcerskie, łatwo wpadające w ucho, jak „Szła dzieweczka do laseczka”, „Jarzębina czerwona”, „Gęsi za wodą”, „Idzie zuch”. Przedszkolakowi zaproponuj piosenki z płyt o Misiu i Margolci czy telewizyjnego „Budzika”. Ale równie dobrze możesz też śpiewać maluszkowi piosenki, które sama „na gorąco” wymyślisz.

A co do posłuchania

Jaki rodzaj muzyki będzie miał najlepszy wpływ na Twojego malca? Klasyka, pop czy jazz? Dr Maciej Kierył, lekarz anestezjolog i muzykoterapeuta, od 20 lat prowadzący Pracownię Muzykoterapii w Centrum Zdrowia Dziecka, zaleca, by w domu od pierwszych lat życia dziecka umożliwiać mu obcowanie z różnymi gatunkami muzyki. Mogą to być utwory klasyczne, jak np. „Marzenie” czy „Wesoły wieśniak” Schumanna, „Sonata księżycowa” Beethovena, utwory Vivaldiego, Mozarta, Chopina.

Polecane są też utwory z serii „Muzyka Bobasa”. Jeśli jednak nie lubisz klasyki, odtwarzaj płyty z łatwym jazzem, rockiem, reggae czy muzyką pop. Zadbaj jednak o różnorodność. I, oczywiście, słuchanie tego rodzaju muzyki musi Wam wszystkim sprawiać przyjemność. Trzeba ją lubić! Z cztero-, pięciolatkiem warto od czasu do czasu wybrać się na prawdziwy koncert, by dziecko miało okazję obcować z muzyką na żywo. Najlepiej, by był on adresowany do dzieci, tak jak koncerty Cioci Jadzi w warszawskiej Filharmonii Narodowej.
Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?

Lekcje grania

Mozart nie zostałby najwspanialszym muzykiem wszech czasów, gdyby nie dano mu szansy grania na fortepianie. A może Twoje dziecko też jest utalentowane? Jeśli lubi śpiewać, słuchać muzyki, spróbuj je uczyć gry na instrumentach! Warto to zacząć robić jak najwcześniej. Naprawdę jest to możliwe! Maluch to urodzony artysta. Jeśli tylko stworzysz mu odpowiednie możliwości, będzie rysować, malować, grać. To dla niego najlepszy sposób wyrażania siebie i swoich emocji.

Pierwsze instrumenty są bardzo proste: bębenki, marakasy, grzechotki, dzwonki. Dziecko może też grać na zwykłych garnkach, odwróconych doniczkach, butelkach, częściowo wypełnionych wodą.Najlepiej, jeśli instrumentów do muzykowania jest w otoczeniu dziecka jak najwięcej, a maluch ma do nich nieograniczony dostęp, kiedy ma na to ochotę. Naukę gry rozpoczyna się po prostu od akompaniowania do śpiewanych piosenek, wystukiwania ich rytmu. To sprawia maluszkowi przyjemność, daje satysfakcję. Czuje się on wtedy prawdziwym artystą. Jeżeli dziecko wykazuje zainteresowanie grą i lubi muzykę, spróbujcie nauczyć je grania na prawdziwym instrumencie. Niektóre maluchy zaczynają naukę już w wieku 3–4 lat (fortepian, skrzypce, flet). Jednak malca trzeba uczyć inaczej niż dorosłego. On przede wszystkim musi się bawić muzykowaniem.

Prosto z Japonii


Dla najmłodszych do nauki gry na instrumencie najbardziej polecana jest japońska metoda dr. Shinichi Suzuki. W Polsce można już w ten sposób uczyć dziecko grać na skrzypcach, fortepianie, gitarze czy wiolonczeli. Nauczyciele Suzuki twierdzą, że umiejętności muzyczne powinny rozwijać się harmonijnie wraz z nauką chodzenia, tańczenia, śpiewania i mówienia. Służy temu metoda nauczania, która odwołuje się do tej samej zdolności, dzięki której dziecko uczy się języka ojczystego.

Najpierw maluchy osłuchują się z repertuarem (są to specjalnie dobrane utwory), potem je grają. Dopiero później poznają nutki
. W identyczny sposób dziecko nauczyło się przecież ojczystego języka: najpierw osłuchało się z nim, potem zaczęło mówić. Dopiero na samym końcu nauczy się czytać i pisać. W lekcjach muzyki maluszkowi powinien koniecznie towarzyszyć rodzic. Muzyka stanie się bowiem ważna dla dziecka dopiero wówczas, jeśli przekona się ono, że również mama i tata uważają ją za coś istotnego, czemu warto poświęcić czas. Metodą Suzuki maluchy bardzo szybko uczą się grać i robią wręcz niesamowite postępy.

A co w Polsce

Obecnie japońską metodą uczy w Polsce dzieci już prawie 50 nauczycieli fortepianu, skrzypiec, gitary i wiolonczeli. Co więcej, metoda Suzuki jest również z powodzeniem stosowana u maluchów mających problemy autystyczne, przewlekle chorych. Oprócz tego, że grają, uczą się też samodzielności, usprawniają fizycznie. Mają też wielką radość z muzykowania.

Jeśli nie możesz uczyć dziecka w ten sposob grać, odtwarzaj muzykę z płyt. Jaką? Polscy nauczyciele Suzuki polecają dla dzieci m.in. „Piosenki Misia i Margolci”, „Piosenki Budzika, „Kołysanki-usypianki” Grzegorza Turnaua i Magdy Umer, baśń muzyczną „Piotruś i wilk” Prokofiewa, „Karnawał zwierząt” Saint-Sansa, „Dziadek do orzechów” Czajkowskiego czy suitę „Peer Gynt” Griega.

Dobra inwestycja


Jak się okazuje, wrażliwość muzyczna przekłada się potem na inne umiejętności dziecka. Bardzo ciekawe eksperymenty na ten temat prowadzono w Japonii. W równoległych grupach przedszkolnych i szkolnych jedne dzieci uczyły się muzyki, inne – nie. Okazało się, że te, które miały zajęcia muzyczne, lepiej przyswajały nowe wiadomości. Nie miały problemów z koncentracją, szybciej się uczyły. Widać to było szczególnie w nauce matematyki i języków obcych.

Mózg się rozwija

Słuchanie muzyki korzystnie wpływa na mózg dziecka, aktywizując połączenia między komórkami nerwowymi. Pierwsze sześć lat życia to najważniejszy okres dla rozwoju układu nerwowego i mózgu. Dlatego tak ważne jest, by edukację muzyczną zacząć jak najwcześniej.

Leczenie muzyką

Od wieków wiadomo, że muzyka koi ból, rozładowuje napięcie, wspomaga psychikę. Na Zachodzie muzykoterapia jest stosowana na salach operacyjnych, przy porodach. W Polsce bardzo dobre efekty w leczeniu maluchów uzyskuje się w Pracowni Muzykoterapii Centrum Zdrowia Dziecka, prowadzonej od lat przez dr. Macieja Kieryła i mgr Bożenę Pielachowską. Leczenie muzyką stosuje się u maluszków na oddziałach szpitalnych, m.in. neurologii, onkologii, kardiologii, nefrologii, okulistyce, często u dzieci z poważnymi chorobami.
Przy dźwiękach muzyki dzieci wykonują ćwiczenia: oddechowe, rytmiczne i fizyczne. Te, które mogą, poruszają się w takt muzyki, tańczą. Potem próbują muzykować.

Przywrócić radość

– Dzięki muzyce dziecko otwiera się, zmniejsza się jego poziom lęku, odwraca ono swoją uwagę od choroby – opowiada mgr Bożena Pielachowska. – Jest pewniejsze siebie.
Pierwszy etap muzykoterapii polega na fizycznym „uruchomieniu” dziecka. Terapeuci uczą je, jak dzięki muzyce nauczyć się rozładowywać emocje. Służą temu m.in. zabawy muzyczne, jak wyklaskiwanie rytmu, naśladowanie jadącego pociągu czy odgłosów na stadionie (okrzyki typu „gol”, „hurrra”). To ważne dla dzieci zalęknionych, zahamowanych, nadpobudliwych. Ćwiczenia nie tylko pomagają im wyrazić emocje, ale też poprawiają sprawność obu półkul mózgowych, krążenie.
Drugi etap to uwrażliwienie na muzykę oraz relaks.
Przy dźwiękach ulubionych melodii maluch np. wyobraża sobie siebie idącego leśną ścieżką, zbierającego szyszki.
Choroba niszczy dziecko emocjonalnie. A dzięki muzykoterapii szpital nie będzie mu się kojarzyć tylko z operacjami, ale i z zabawami muzycznymi. Muzyka przywróci mu radość życia – przekonuje dr Maciej Kierył.

Katarzyna Pinkosz
Konsultacja: mgr Bożena Pielachowska, pedagog specjalny, dr Maciej Kierył, lekarz, muzykoterapeuta, Centrum Zdrowia Dziecka
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)