Państwu już dziękuję

Z cyklu: Pod prąd...

Państwu już dziękuję
Czym dłużej się przyglądam niektórym programom telewizyjnej Dwójki, tym bardziej czuję się zażenowana i zniesmaczona.

Gdy 19 października obejrzałam "Gwiazdy tańczą na lodzie", program, który miał być wyzwaniem dla TVN-owskiego "Tańca z gwiazdami", było mi zwyczajnie wstyd. A przecież to nie miał być hit, ale po prostu ogromniasty hicior. To więcej niż taniec reklamują przecież twórcy. Dla ożywienia programu do jury zaproszono nawet Dodę posługująca się na co dzień specyficzną polszczyzną. Nie mam pretensji do pani Doroty Rabczewskiej o język, bo pewnie nie zna innego, choć powinna, bo jej iloraz jest dość wysoki, ale współczuję Marii Zuchowicz, pierwszej damie polskich sędziów łyżwiarstwa figurowego, że musi tego słuchać. Ja po rozmowie Dody z Przemysławem Saletą, typowej dla kręgów sutenerskich (Doda ciągnie loda) dziękuję już autorom programu, a prezesa telewizji proszę o zwolnienie mnie z abonamentu. Są granice, których nigdy by nie przekroczyli jurorzy z telewizji komercyjnej, a którą bez żenady przekraczają nie tylko jurorzy, ale i uczestnicy w telewizji publicznej. Co na to Krajowa Rada, zadaję chyba retoryczne pytanie. Na szczęście w dwójkowych serialach o miłości bohaterowie nie posługują się językiem Dody.

W "M jak miłość" i "Barwach szczęścia" miód płynie wielką rzeką. Marysia Zduńska jest kochana, Mariusz – dyrektor szkoły – uczynny, Jolka tak do końca nie jest pewna, czy powinna walczyć o swoje prawa, a Lucyna prosi Rogowskiego, aby z powrotem przyjął Celinę, która mocno narozrabiała. Tylko Lucjan odrobinę oszukuje i podjada w sadzie wiejską kiełbasę, choć ma zbyt wysoki cholesterol. Poza tym nic się nie dzieje. W jednym odcinku studenci przygotowywali się do wyjazdu do Grabiny, a w drugim jechali. Ciekawa jestem, czy uda im się w końcu tam dotrzeć? Pochwała należy się twórcom za ubranie rowerzystów w kaski, nagana za to, że Marysia w środku lipca (chyba tak, bo to pora zbierania jagód), na spacer ze swoimi zalotnikami wkłada płaszcz, a Radosz na wieś przyjeżdża przed południem w ciemnym garniturze.

Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?
"Barwy..." też toczą się wolnym rytmem. Walawska dalej mówi o dziecku, Kasia nie zdradza, z kim spędzi kilka dni w Paryżu, choć my już to wiemy, ale też nie zdradzimy, Julka pociesza przyjaciółkę, którą rzucił kolejny chłopak, Basia idzie na bal, a Walawski o mały włos nie przejechał na osiedlowej drodze bawiącego się dzieciaka. Interesuje mnie, dlaczego nie zwolnił, choć widział? Na to pytanie twórcy jednak nie odpowiadają. Dziwne, bo pani Ilona Łupkowska w programie Szymona Majewskiego zwierzała się, że w serialach dba o wiarygodność i postaci, i sytuacji.
Może już wkrótce doczekam się odcinka, w którym wszystko będzie grało, a gwiazdy nareszcie staną się prawdziwymi aktorami. Kasia Cichopek także.

Irena Kownacka
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/9 lat temu
"Nie mam pretensji do pani Doroty Rabczewskiej o język, bo pewnie nie zna innego" - co Pani wypisuje za głupoty! Do każdej publicznej osoby należy mieć pretensje za język jakim sie posługuje! Czyżby Pani bała się, ze Pani Doda "przejedzie się po Pani"? Widocznie nie boi sie Pani tego ze strony Kasi Cichopek, bo czepia się jej Pani jak "rzep psiego ogona" w każdym pożal się Boże felietonie. I tu niewątpliwie ma Pani rację - Kasia się Pani nie zrewanżuje podobnym chamstwem, jest ponad to..