Nerwowe dziecko – co jest przyczyną nadpobudliwości?

Dziecko nerwowe i niespokojne może nam się wydawać niegrzeczne. Nadpobudliwy brzdąc stroi miny, obgryza paznokcie, bezustannie mówi lub wydaje dziwne odgłosy, wierci się i macha rękami, ciągle o coś się raniąc. Skąd bierze się nerwowość dziecka? Być może przyczyna tkwi głębiej - nadpobudliwość i nerwowość to reakcja, wynikająca z braku więzi z własnym ciałem.

Nerwowe dziecko – co jest przyczyną nadpobudliwości?

Gdy spokój zostaje zmącony

Przypomnijmy sobie: spokój i wewnętrzne skupienie to pojęcia pozwalające najlepiej opisać zasadnicze nastawienie, które powinno być „nośnikiem” dla wszystkiego tego, co – od zewnątrz – możemy uczynić dla wspomożenia procesu dojrzewania zmysłu życia, czyli naszych starań dotyczących pożywienia, pielęgnacji ciała, troski o zapewnienie rytmu, snu oraz ciepła. Bez tego nastawienia same zabiegi zewnętrzne są – jak to kiedyś radykalnie określiłem – czymś pustym i jałowym. I nikogo nie muszę przekonywać o tym, że my wszyscy, ludzie współcześni, oddaliliśmy się od takich cech, jak spokój i wewnętrzne skupienie. Wiemy to z własnego doświadczenia. Ja też to wiem, jako ojciec dwóch córek. I właściwie trudno się dziwić, że zaburzenia w zachowaniu u dzieci, których powodem są nieprawidłowości w rozwoju zmysłu życia, należą dziś do największych problemów, z którymi spotykają się rodzice, nauczyciele, pediatrzy i terapeuci. Jakie to są problemy?

Odporność na zmiany

Jak wspominaliśmy, zmysł życia zapewnia poczucie zakotwiczenia w sobie, bezpieczeństwa i trwałości bytu. Dzięki niemu dziecko doświadcza siebie jako istoty, która przebywa w ciele i jest wyposażona w siły duszy. Zmysł życia przekazuje podstawowe doznanie bycia całością. Wspomniane już „przeniknięcie zadowoleniem” jest stanem, na który zmysł życia ukierunkowuje się, oraz jego celem.

Jak rozwijać pasje dziecka?

Gdy z biegiem lat rośnie pewność orientacji na ten cel, podnosi się jednocześnie próg tolerancji wobec zmian, które sprawiają, że to oczekiwanie się nie spełnia. Mówiąc prościej i bardziej obrazowo: zdrowy i dobrze rozwinięty zmysł życia potrafi rozróżniać podrażnienia nieznaczne od wielkich. Gdy donosi on, że na przykład boli brzuch, wówczas wcale jeszcze nie znaczy, że pierwotne postrzeżenie „czucia się wewnętrznie całością” ulega zmąceniu. Dlatego też, gdy negatywne sygnały cielesne nie są zbyt silne, potrafimy mimo ich istnienia zachować generalne poczucie stania we własnym wnętrzu na pewnym gruncie. Pierwotne postrzeżenia zmysłu życia odznaczają się stosunkowo dużą „wytrzymałością” w porównaniu z jego wtórnymi postrzeżeniami (postrzeżenia drobnych dolegliwości).

Czytaj też: Jak rozwijać pamięć dziecka?

Dziecko drażliwe i niespokojne

Inaczej jest u dzieci z zaburzeniami zmysłu życia. Każda niewielka dolegliwość wstrząsa w pewnym sensie podstawami bytu. Wsłuchiwanie się we własne ciało wywołuje uczucia niepokoju i rozdrażnienia, złe samopoczucie. Przeżycie „przenikającego na wskroś zadowolenia”, o którym mówi Steiner, jest u takich dzieci przeżyciem bardzo rzadkim i pojawia się ono z reguły tylko wtedy, kiedy dzieci są tak wyczerpane, że już nie potrafią zwalczyć zmęczenia. Przeciwnie, owa walka ze zmęczeniem, czy też w ogóle niedopuszczanie i unikanie jakiegokolwiek stanu spokoju, jest w ciągu dnia głównym „zajęciem” tych dzieci, jako że w stanie spokoju świadomość kieruje się ku własnemu ciału. Postrzeżenia zmysłu życia wysuwają się wówczas na pierwszy plan, a gdy doznania, które się wtedy pojawiają, są nieprzyjemne, dzieci zaczynają się wiercić, biegać, bezustannie mówić, wydawać różne odgłosy, nieustannie miętosić coś w palcach, obgryzać paznokcie, stroić miny i tak dalej, i tak dalej.

Takie dzieci przebywają chętnie w otoczeniu, w którym panuje hałas i pośpiech, ponieważ odwraca to ich uwagę od siebie. A gdy powraca spokój, same otaczają się nieustającym pośpiechem i hałasem. U takich dzieci często pojawiają się tiki nerwowe, na przykład notoryczne pokasływanie czy chrząkanie, mruganie oczami, gwałtowne kiwanie głową, kurczowe powstrzymywanie oddechu i temu podobne. Wszystko wypływa z tego, że dzieci muszą wciąż coś robić, aby nie czuć siebie.

Oczywiście z łatwością nałogowców ulegają one ssącej i wyrywającej człowieka z własnego wnętrza sile telewizji i zdobywają za pomocą wszystkich dozwolonych oraz niedozwolonych środków słodycze, aby przynajmniej na krótko osiągnąć stan harmonii ciała oraz duszy, której im bez tych zabiegów brakuje. Rodzice są często zaniepokojeni, bo takie dzieci już bardzo wcześnie i przy każdej nadarzającej się okazji „onanizują się” (przy czym należy zauważyć, że wbrew różnym opiniom takie onanizowanie nie jest na ogół związane z fantazjami seksualnymi).

Takie dzieci są niezręczne, nie potrafią zachować porządku, bez przerwy uderzają się o coś i ranią. Ruchy ich kończyn mają często charakter agresywny, a jednocześnie dzieci postrzegają zadziwiająco niewiele z tego, co wyczynia ich własne niespokojne ciało. Oto przychodzi do domu taki mały dzikus, na kolanach ma krwawiące rany, ale wcale tego nie zauważa. Inny z kolei biegał w sandałach po śniegu, ma stopy zupełnie zsiniałe z zimna, ale wydaje się, że wcale mu to nie przeszkadza. Zaniedbywanie własnego ciała oraz wszystkiego, co dotyczy troski o wygląd zewnętrzny, jest czymś charakterystycznym. Można by wręcz mówić o pewnej wyuczonej umiejętności ignorowania, czy też „wyłączania” poczucia własnego ciała.

Polecamy: Dziecko z ADHD - wakacyjny poradnik dla rodziców

Fragment pochodzi z książki "O dzieciach lękliwych, smutnych i niespokojnych. Duchowe podstawy praktyki wychowawczej" Henninga Köhlera (Impuls, 2009). Publikacja za zgodą wydawcy.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)