Moja córcia była rehabilitowana

Lekarze nie wiedzieli, czy Basia nauczy się chodzić, mówić, jak będzie się rozwijać. Rodzice nigdy nie stracili nadziei.

Lekarze nie wiedzieli, czy Basia nauczy się chodzić, mówić, jak będzie się rozwijać. Rodzice nigdy nie stracili nadziei i bardzo ciężko pracowali z córeczką. Rehabilitacja przyniosła efekty. Dziś dziewczynka, choć ma dopiero cztery lata, dokładnie wie, co chce robić w życiu – będzie nauczycielką języka angielskiego. Póki co uczy się słówek. Jest bystra, mądra i ufna.

Urodziła się za wcześnie
– w 29. tygodniu ciąży. Ważyła odrobinę więcej niż kilogram. Podobnie jak inne przedwcześnie urodzone maluchy miała wylewy krwi do komór mózgu, retinopatię wcześniaczą i inne bardzo poważne komplikacje.

Nie mogliśmy czekać
Gdy wyszła ze szpitala, w wieku pięciu miesięcy ważyła mniej niż przeciętny noworodek – około 2,5 kilograma. Nie potrafiła unieść głowy, nie wodziła wzrokiem, miała zbyt mocno, a w dodatku asymetrycznie napięte mięśnie. Była bardzo niespokojna, ciągle się budziła, niemal cały czas płakała.
– Daliśmy jej dwa, trzy tygodnie odpoczynku, a potem zabraliśmy się za rehabilitację. Nie można było dłużej czekać – wspomina Agnieszka Jagodzińska, mama Basi i dwudziestomiesięcznej Martynki.
Na początku Basia była stymulowana metodą Vojty, która polega na układaniu dziecka w odpowiedniej pozycji i uciskaniu różnych punktów ciała w taki sposób, by uzyskać „odpowiedź”, na przykład otwarcie dłoni.
Agnieszka ćwiczyła z nią cztery razy dziennie, w piątek, świątek i niedzielę. Pamięta, że już po dwóch tygodniach było widać pierwsze efekty.
Basia wyciszyła się, stała się pogodniejsza, dłużej spała. Jednak w jej przypadku skuteczniejsza okazała się metoda NDT Bobath, dzięki której dziecko uczy się prawidłowych wzorców ruchu.
– Gdy zaczęliśmy ćwiczyć, coś się w niej odblokowało – opowiada mama dziewczynki. – Można powiedzieć, że jej rozwój ruchowy ruszył z kopyta. Bo jeszcze w czerwcu nie potrafiła prawie nic, a już we wrześniu zaczęła biegać na czworakach. Kiedy zaczęła chodzić? Dużo później od swoich rówieśników – gdy skończyła osiemnaście miesięcy.

Było nam bardzo ciężko
Agnieszka jeździła z córeczką do rehabilitantki cztery razy w tygodniu, bo żeby ćwiczyć z niemowlęciem tą metodą, trzeba ukończyć specjalistyczne kursy. Bywało, że Basia protestowała, ale pani Wiola miała swoje sposoby, by skłonić ją do wysiłku. Równolegle odbywały się zajęcia z rehabilitacji wzroku. Agnieszka dostała także mnóstwo wskazówek, jak się z dziewczynką bawić, jak ją nosić, przebierać, w jakiej pozycji układać do karmienia. Gdy Basia trochę podrosła, zaczęły się zajęcia na basenie, u logopedy, jeszcze później gimnastyka, muzykoterapia, rytmika, ćwiczenia z integracji sensorycznej. Trzeba było również znaleźć czas na wizyty u specjalistów: okulisty, neurologa, chirurga.
Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?

– Każdy nasz dzień był wypełniony po brzegi. Jak to zniosłyśmy? Nie wiem – mówi Agnieszka. Bardzo pomógł jej mąż. Dla córeczki zrezygnowała z pracy. – Opiekunka, nawet najlepsza, nie zrobiłaby tego wszystkiego za nas – kwituje krótko.
Nie brakowało trudnych chwil, zwłaszcza na początku. Agnieszka słyszała czasem: „Co ty robisz temu dziecku? Po co je tak męczysz?”. Ale najgorszy był lęk o przyszłość.
– Pamiętam, z jaką nadzieją jechaliśmy z mężem do neurologa, gdy mała zaczęła unosić głowę. Myśleliśmy, że wreszcie usłyszymy coś optymistycznego. Ale nie. Pani doktor powiedziała, że jest źle, że Basia będzie miała porażenie mózgowe. Na szczęście trafiliśmy potem na innego lekarza. Dał nam nadzieję, ukierunkował – opowiada.

Ona biega i skacze!
Od września Basia chodzi do przedszkola. Codziennie przynosi stamtąd nowe piosenki albo wierszyki. „Idzie, idzie stonoga, aż się trzęsie podłoga” – śpiewa bez śladu tremy.
W przedszkolu zaaklimatyzowała się błyskawicznie. Może dlatego, że od zawsze miała do czynienia z mnóstwem ludzi i w ogóle nie boi się obcych. Nadal chodzi na basen, ćwiczy także precyzję ręki. Ostatnio polubiła zabawę ciastoliną. Lepi ślimaki, kulki, wałeczki, a jeszcze niedawno niewiele było rzeczy, których lubiła dotykać. Uwielbia pluszaka Łatka i mieszkańców Stumilowego Lasu. Potrafi już przeczytać napisane odręcznie słowa.
Jesteśmy z Basi dumni. Wykonała ogromną pracę. To jej zasługa, nie nasza. My jej tylko pomagaliśmy – mówią rodzice. Teraz Basia wraz z nimi pomaga młodszej siostrze, Martynce, która także musi być rehabilitowana.
– Żartowaliśmy, że pani Wioli rośnie konkurentka – mówi mama. Dziewczynka bez problemu zapamiętuje ćwiczenia, jakie rehabilitantka wykonuje z Martynką. Później ćwiczy z lalkami, misiami. Jest w tym świetna. Ale i tak woli angielski.

Beata Turska
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)