Kubeusz, smok zielony co okrutnie był przeziębiony

Szpital to miejsce dla dziecka nieznane i groźne. Ta bajka pomoże go oswoić. Bajka ma również przekonać dziecko, że lekarze i pielęgniarki zrobią wszystko, aby zabiegi, jakim zostanie poddane w szpitalu nie były aż tak przykre i bolesne, jak mu się wydaje. I nie warto bać się na zapas. Zaś po wyjściu ze szpitala trzeba dbać o własne zdrowie, bo w życiu czeka na nas tyle wspaniałych przygód - tak autorka, Iwona Czarkowska, opowiada o swojej bajce.

Kubeusz, smok zielony co okrutnie był przeziębiony fot. Fotolia

„A wtedy królewna ukłuła się w palec i zasnęła, a razem z nią król, królowa i wszyscy mieszkańcy królestwa. Dopiero, gdy minęło sto lat drogą obok zamku przejeżdżał książę. Pocałował księżniczkę, która natychmiast się obudziła. A wraz z nią król, królowa i wszyscy mieszkańcy królestwa...” I to już koniec bajki – powiedziała mama zamykając książkę.

- Ja jestem chory... Czy też zasnę jak księżniczka? – zapytał Kuba.

Bajka Tulisie. Przygoda w Słonecznej Krainie

- Nie... – roześmiała się mama. – Ciebie nie zaczarowała żadna zła wróżka. Jesteś tylko przeziębiony. Niepotrzebnie sprawdzałeś, ile śniegu zmieści się w butach.

- Bo Maciek powiedział, że ma większe nogi od moich i w jego butach zmieści się więcej! - oburzył się Kuba.

- I co? – zainteresowała się mama.

- Nic. Tata zabrał go do domu. A ja wygrałem! – powiedział z dumą Kuba.

- I w nagrodę masz teraz zapalenie płuc i musisz leżeć w szpitalu – westchnęła mama. - Ale nie martw się... Zaraz przyjdzie doktor Marcin, da ci zastrzyk i szybko wyzdrowiejesz.

- Ukłuje mnie, jak zła wróżka królewnę i obudzę się dopiero za sto lat? – przestraszył się Kuba.

- Nie pozwolę na to, bo przecież ja też musiałabym spać sto lat... A teraz poleż spokojnie, ja muszę pójść porozmawiać z doktorem Marcinem.

Gdy mama wyszła, Kuba zaczął rozglądać się wokoło. Z kolorowych ścian uśmiechały się do niego czarownica na miotle i cztery krasnoludki w czerwonych czapeczkach. A tuż przy oknie ulokował się wielki zielony smok. Kuba przyglądał mu się uważnie, gdy nagle smok kichnął potężnie.

- Na zdrowie! – powiedział Kuba tak samo, jak mówiła mama, gdy on kichał.

- Dziękuję – usłyszał w odpowiedzi i aż podskoczył ze strachu.

- Kto tu jest? – zapytał przestraszony chłopiec.

Smok zeskoczył ze ściany...

- Przepraszam, że cię przestraszyłem – powiedział między jednym kichnięciem a drugim. – Miałem dzisiaj lecieć na zawody i nagle dostałem okropnego kataru. Teraz na pewno nie zdobędę nagrody...

- Czy to były zawody w zjadaniu ludzi? – przestraszył się Kuba.

- Nie, no coś ty! My nie zjadamy ludzi. Teraz wszystkie księżniczki się odchudzają, są okropnie kościste i każdy smok woli jeść na obiad makaron z serem. Ja leciałem na Zawody w Puszczaniu Nosem Baniek Mydlanych. Ćwiczyłem cały rok, a teraz nici z nagrody... - rozpłakał się smok.

- Słuchaj smoku... – powiedział Kuba.

- Mam na imię Kubeusz – chlipnął smok. – Ale wszyscy mówią do mnie Kuba.

- A ja mam na imię Jakub i też wszyscy mówią do mnie Kuba – zdziwił się chłopiec. – Słuchaj Kuba... Zaraz przyjdzie doktor Marcin, żeby mnie zbadać. Poproszę go, to i ciebie zbada.

- Nie, ja się boję lekarzy... Mam okropne łaskotki. A w ogóle to może mnie zje? Słyszałem, że mali ludzie bardzo lubią gryźć smoczki. To może duzi ludzie nas zjadają?

Zobacz też: Wizyta u lekarza pediatry - oczami pacjenta i lekarza

- Malutkie dzieci mają smoczki z gumy... Ale doktor Marcin jest już zupełnie dorosły i na pewno cię nie ugryzie. O, właśnie idzie! – szepnął Kuba słysząc głosy za drzwiami.

Do pokoju weszła mama a za nią doktor Marcin. Przestraszony Kubeusz schował się pod łóżkiem.

- Cześć twardzielu! – doktor Marcin przywitał się z Kubą. – Leciałem sobie dzisiaj rakietą kosmiczną, właśnie miałem wylądować na Księżycu, a tu nagle słyszę, jak ktoś głośno kicha. No to wróciłem. Pokaż gardło i powiedz „aaaa”. Tak, jak smok, który chce mnie zjeść.

- My nie zjadamy ludzi – rozległo się nagle spod łóżka.

- Co mówiłeś? – zdziwiła się mama.

- Nic – Kuba szybko zakrył smoka kołdrą.- Ja tylko chciałem powiedzieć, że smoki nie zjadają ludzi.

- No, co ty powiesz? A teraz posłuchamy – i doktor przyłożył słuchawkę do pleców Kuby. – O, coś mi się wydaje, że połknąłeś jakiegoś smoka, który straszliwie ryczy w twoich płucach. Nic się nie martw. Zaraz go wygonimy syropem malinowym.

- Nie – pisnął Kubeusz.

- Nie chcesz syropu malinowego? – zdziwiła się mama.

- Bardzo chcę! A czy mój smok też dostanie syropek? – zapytał Kuba.

- A gdzie on jest? – doktor Marcin rozejrzał się wokoło. - Muszę go najpierw zbadać, żeby wiedzieć, jakie lekarstwo go wyleczy.

- Ale on się boi lekarzy... – szepnął Kuba. – Czy może go tak zbadać, żeby się przestał bać? On ma katar i jest smutny, bo nie może puszczać nosem baniek mydlanych.

Polecamy: Zabawy dla dziecka u lekarza

- Muszę ci zdradzić, że gdy nie leczę małych chłopców, to zajmuję się smokami. Mamy tutaj specjalną salę dla smoków. Jest też oddział leczenia krasnoludków. Trzeba się tam poruszać bardzo ostrożnie, żeby któregoś nie nadepnąć. A kiedyś zaprowadzę cię na strych, gdzie leczymy czarownicę. Stamtąd najwygodniej im wylatywać na miotłach, gdy są już zdrowe. Kiedyś leczyliśmy je na parterze i przy starcie ciągle zahaczały o latarnie. Ale my tu gadu gadu, a smok czeka i gluty mu w nosie rosną. Chodź smoku, zbadam cię.

Pan doktor sięgnął pod łóżko i wyciągnął stamtąd Kubeusza. Biedny smok był tak przerażony, że znieruchomiał i wyglądał zupełnie jak pluszowa zabawka.

- Nic mu nie będzie – orzekł doktor Marcin po krótkim badaniu. – Zalecam budyń czekoladowy raz dziennie. I koniecznie opowiadaj mu ciekawe bajki. Za kilka dni będzie zdrów jak ryba. To znaczy chciałem powiedzieć jak smok.

Pan doktor miał rację. Po kilku dniach Kuba i Kuba byli już zupełnie zdrowi i mogli wyjść do domu. Gdy czekali w holu na mamę, która musiała jeszcze porozmawiać z doktorem Marcinem, nagle drzwi się otworzyły i do środka wszedł Maciek z tatą.

- Cześć, co ty tutaj robisz? – przywitał się Kuba.

- Założyłem się z Piotrkiem, że dłużej niż on wytrzymam bez butów na śniegu. I wygrałem, bo po niego zaraz przyszła babcia, a ja stałem jeszcze 15 minut. Ale się rozchorowałem i pani doktor powiedziała, że muszę iść do szpitala. A ja się boję zastrzyków...

- No, co ty! – oburzył się Kuba. – Tu jest fajny pan doktor. Jak będzie cię badał, to nawet nie poczujesz. I leczy smoki, i czarownice, i krasnoludki. I jeszcze lata rakietą kosmiczną na Księżyc. Może mnie kiedyś też zabierze? I ciebie, tylko musisz być zdrowy.

- No dobra. To ja się już wcale nie boję zastrzyków, bo też chcę lecieć na Księżyc... – powiedział Maciek i razem z tatą ruszył korytarzem w stronę gabinetu lekarskiego. Gdy przechodził obok namalowanej na ścianie kudłatej czarownicy, ta nagle głośno wysmarkała nos w rękaw i powiedziała:

- Przepraszam, zgubiłam gdzieś chustkę do nosa. Masz może zapasową?

- Oczywiście – odpowiedział zdumiony Maciek i podał czarownicy paczkę jednorazowych chusteczek...

Autor: Iwona Czarkowska

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)