Kosmiczne pogawędki

Kontakt z pozaziemskimi istotami? Kiedyś próbowali go nawiązać wybitni uczeni. Dziś szansę na odkrycie gwiezdnego sygnału ma każdy z nas.

Czy kiedyś – tak jak filmowy kosmita E.T. – będziemy w stanie po prostu zadzwonić do obcej cywilizacji?


Są czy ich nie ma? Choć dowodów na obecność w kosmosie innych niż ludzie istot inteligentnych na razie nie ma, ich istnienia nie da się wykluczyć. Skoro życie rozumne powstało na Ziemi, szanse na jego zaistnienie mogły się powtórzyć i gdzie indziej. Takie rozumowanie wsparły ostatnio odkrycia kolejnych pozaziemskich planet. Wprawdzie na razie jesteśmy w stanie odnajdować tylko globy zbliżone rozmiarami do niegościnnego Jowisza, ale w badanych układach mogą też krążyć niedostępne jeszcze naszym instrumentom drugie Ziemie.
Życia, być może i inteligentnego, można się też spodziewać na księżycach planet gigantów. A jeśli istotnie gdzieś ono w kosmosie bytuje, warto się z nim skontaktować. Jak się jednak porozumieć z cywilizacją zupełnie odmienną od naszej?

Matematyka za przewodnika
Pierwsze próby kontaktu z kosmitami podejmowano, gdy uważano jeszcze, że żyją oni w Układzie Słonecznym. Istnienia cywilizacji księżycowej nie wykluczał słynny astronom Johannes Kepler. Inni badacze poszukiwali śladów kosmitów zamieszkujących planety Wenus i Mars. Początkowe próby obserwacji okrytej grubą warstwą chmur powierzchni Wenus nie powiodły się, ale idea obserwujących nas Marsjan przetrwała do XX wieku. Językiem, w którym zamierzano przekazać sygnały pobliskim kosmitom, od początku była matematyka. I tak mieli oni dostrzec na Ziemi ilustrację... twierdzenia Pitagorasa.
Zgodnie z pomysłem zaproponowanym w latach 20. XIX wieku przez matematyka Carla Gaussa obrazujący je zestaw trójkątów miał powstać dzięki wyrębowi olbrzymich przesiek w lasach Syberii. Na zaoranym gruncie o szerokości kilkunastu kilometrów posiano by zboże, którego jasna barwa odbijałaby się od leśnego tła. Taki obraz byłby widoczny co najmniej z Księżyca. Kolejne, jeszcze wyraźniejsze przesłanie można by zrealizować dzięki propozycji astronoma Jospeha von Littowa. W 1842 roku sugerował on wykopanie na Saharze kanałów i wypełnienie ich naftą. Podpalenie rowów nocą pozwoliłoby stworzyć gigantyczną geometryczną pocztówkę, która byłaby dostrzegalna z planetarnej odległości. Inna propozycja wiązałaby się z wysyłaniem na inne planety... zajączków wytwarzanych przez olbrzymie lustra. Odbijane przez nie światło miałoby wypalać na pustynnych powierzchniach odległych globów wzory, układając się w ziemski przekaz.

Kolejne próby porozumienia się z kosmitami koncentrowały się już wyłącznie na Marsie. Nic dziwnego – w 1877 roku włoski astronom Giovanni Schiaparelli doniósł o wykryciu na powierzchni Czerwonej Planety długich prostych linii, najwyraźniej kanałów, którymi egzystujący na wysychającej planecie kosmici doprowadzali do upraw wodę z czap polarnych Marsa. I choć przez następnych kilkadziesiąt lat wśród planetologów trwały dyskusje na temat istnienia i roli ledwie dostrzegalnych linii, przekonanie o obecności Marsjan zagościło w ludzkiej świadomości na dobre. Jego kulminacją były liczne powieści (w tym słynna Wellsowska "Wojna światów") i badania przeprowadzone 23 sierpnia 1924 roku podczas maksymalnego zbliżenia się do siebie Ziemi i Marsa. Tego dnia wiele stacji radiowych przez pięć minut każdej godziny wstrzymywało nadawanie programu, by nasłuchujący kosmicznego przekazu kryptolodzy mieli szansę na odebranie marsjańskiego przesłania. Sygnału nie odebrano, a ostateczny cios spekulacjom o istnieniu cywilizacji marsjańskiej zadały dopiero zdalne kosmiczne misje. To wtedy poszukiwania bratnich istot skoncentrowano na okolicach innych gwiazd niż Słońce.

Obcy w pobliżu
Gościnna gwiazda powinna być: nie za chłodna, nie za gorąca i odpowiednio dojrzała, by bytujące na jej ewentualnych planetach życie miało czas dorosnąć. W pobliżu Słońca takich obiektów nie ma zbyt wiele. Choć w jego bezpośrednim otoczeniu, w odległości nie większej niż 12,5 roku świetlnego, znajdują się co najmniej 34 gwiazdy, w większości są to obiekty znacznie mniej masywne, świecące bardzo słabo i trudne do odnalezienia oraz identyfikacji.
Najbardziej obiecującymi obiektami okazały się odległa o 10,5 roku świetlnego Epsilon Eridani, o której wiemy dziś, że jest okrążana przez co najmniej dwie planety, i odległa o 11,9 roku świetlnego Tau Ceti, najbliższa pojedyncza, podobna do Słońca, choć nieco lżejsza gwiazda. To od nich w latach 60. ubiegłego wieku rozpoczęto kosmiczne poszukiwania.

Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?

Choć nasłuch ewentualnego sygnału wysłanego z nich na falach radiowych nie przyniósł rezultatu, poszukiwania wciąż trwają. Jak jednak szukać "inteligentnego" sygnału i jak go później odcyfrować? Choć o upodobaniach ewentualnych kosmitów wiemy niewiele, uwaga badaczy koncentruje się na nasłuchu fal radiowych o długości 21 centymetrów. Takie promieniowanie jest w naturalny sposób wysyłane przez najpowszechniej występujący we Wszechświecie pierwiastek – niezjonizowany wodór. Poszukiwacze inteligentnych sygnałów wysłanych w tym wyróżnionym zakresie wymagają od nich powtarzalności, bardzo dokładnie określonego wąskiego pasma, w którym są wysyłane, i... pewności, że nie są one zwykłymi zakłóceniami aparatury lub przechwyconymi sygnałami pochodzenia ziemskiego. Podobne kryteria stosuje się w poszukiwaniu sygnałów w świetle widzialnym. Badacze analizują światło dobiegające z okolic wybranych tysięcy gwiazd, szukając w nim inteligentnego sygnału laserowego.

Pozdrowienia z Ziemi
Nasza cywilizacja usiłuje się porozumieć z innymi od zaledwie 100–200 lat. Są więc duże szanse na to, że jeśli gdzieś w kosmosie istnieje życie inteligentne, ma ono za sobą znacznie dłuższą od naszej historię nawiązywania kontaktów z obcymi. Jak się wydaje, rozsądniejsze jest więc poszukiwanie obcych sygnałów niż wysyłanie własnych. Mimo to i w tej kwestii Ziemianie nie zasypiają gruszek w popiele.
W 1974 roku największy ziemski radioteleskop w Arecibo wysłał z Ziemi kosmiczny przekaz. Zapisany w trzyminutowym sygnale obraz opisuje, jak wyglądają i ile mierzą ludzie, a także ilu ich zamieszkuje Ziemię i jaką rolę odgrywa w ziemskiej biologii nośnik informacji genetycznej DNA. Trudno jednak liczyć na to, że w chwili dotarcia sygnału do celu wszystkie te dane pozostaną aktualne. Celem sygnału jest bowiem gromada gwiazd w konstelacji Herkulesa, do której dotrze on dopiero za 22 800 lat.

A może postawić na coś trwalszego od radiowego impulsu? Już w 1972 roku Ziemianie wysłali w kosmos istotne dane. Niosą je na swym pokładzie dwie sondy Pioneer 10 i 11. Na aluminiowych, pokrytych warstewką złota płytkach o rozmiarach 22,9 na 15,2 centymetra ewentualni kosmici odnajdą sylwetki pozdrawiających ich Ziemian, mapę umożliwiającą odnalezienie Słońca i ilustrację wskazującą na trzecią planetę naszego Układu Słonecznego, czyli Ziemię. Już za dwa miliony lat Pioneer 10 minie Aldebarana, a za cztery miliony lat Pioneer 11 przemknie obok jednej z gwiazd Orła. Może wtedy ktoś odczyta te kosmiczne pocztówki. Jeśli nie, pozostają jeszcze informacje niesione przez sondy Voyager. Na ich pokładach znajdują się nie tylko informacje zbliżone do płytki Pioneerów, ale i nagrania ziemskiej muzyki, pozdrowienia w wielu ziemskich językach i liczne ziemskie obrazy.

Skoro jednak przyszedł nam do głowy pomysł wysłania sond, być może podobną strategię przyjęli też kosmici? Już w latach 60. pojawiła się hipoteza, zgodnie z którą rozwinięte cywilizacje mogły obserwować inne światy. Jeśli miałyby one szanse rozwinąć się i wytworzyć istoty inteligentne, zostawiano by w ich pobliżu automatyczne sondy. Po osiągnięciu przez obserwowane istoty odpowiedniego poziomu rozwoju sonda ujawniałaby im swoje przesłanie.
Fantastyka? Jednak pod koniec lat 70. XX wieku przeprowadzono poszukiwanie pozaziemskich próbników w naszym Układzie Słonecznym. Szukano ich przede wszystkim w wyróżnionych obszarach przestrzeni, w tak zwanych punktach libracyjnych układu Ziemia–Księżyc i Ziemia–Słońce, w których ziemscy uczeni chętnie umieszczają swe zdalne obserwatoria. Jak dotąd żadnej obcej sondy nie odnaleziono, ale... Układ Słoneczny jest tak duży, że miejsca do poszukiwań przez jakiś czas nie zabraknie.

Domowi kosmici
Czujecie się zniecierpliwieni działaniami uczonych? Mam propozycję – poszukajcie kosmitów we własnym domu. Program "SETI@home" pozwala każdemu posiadaczowi komputera z dostępem do Internetu analizować dane radiowe zebrane przez największe ziemskie radioteleskopy.
Po pobraniu odpowiedniego programu ze stron projektu komputer ściąga kolejne porcje danych. Analizuje je w czasie, gdy nie jest zajęty zwykłą codzienną aktywnością lub robi to, wykorzystując niepotrzebne moce słabo obciążonego procesora. Dziś inteligentnych sygnałów poszukuje w ten sposób ponad milion internautów z całego świata, w tym kilka tysięcy Polaków. Na razie sygnału od obcych nie odnaleziono. Wciąż jednak ich szukamy, powstają też nowe obserwatoria służące właśnie programowi "SETI". Zakończył się już ważny etap sponsorowanej przez jednego z założycieli Microsoftu Allen Telescope Array – zespołu radioteleskopów, które mają być wykorzystane do nasłuchiwania kosmitów i jednoczesnego prowadzenia obserwacji astronomicznych. Z docelowych 350 czasz stoją już 42. W połowie bieżącego roku rozpoczną poszukiwania sygnałów pochodzących aż od miliona wybranych gwiazd. Czy to dzięki ATA odnajdziemy wreszcie pobratymców w rozumie? Jedno jest pewne – z poszukiwania kosmicznych pokrewnych dusz szybko nie zrezygnujemy.

Weronika Śliwa/ Przekrój
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)