Co robić, kiedy dziecko wpada w histerię?

Może się zdarzyć w sklepie, w domu, u znajomych. Atak histerii objawia się krzykiem, płaczem, kopaniem... Co wtedy robić?

fot. Fotolia

Napady złości są normalnym zjawiskiem u małych dzieci. Mówiąc „nie”, próbując postawić na swoim, uczą się niezależności i poznają reguły rządzące światem. Co robić, gdy dziecko rozpoczyna swój występ?

Kiedy dziecko wpada w histerię w sklepie...

Malec płacze, tupie, kładzie się na podłodze, a w dodatku krzyczy jak opętany. Krótko mówiąc, wyłazi ze skóry, by zmusić cię do kupienia tego, co sobie upatrzył...

Jak nie postępować?
  • Ulegasz dla świętego spokoju. Dziecko natychmiast się uspokaja. Jest szczęśliwe, bo dostało to, czego chciało. Ty oddychasz z ulgą, jednak nie jesteś zadowolona – dobrze wiesz, że w ten sposób sama na siebie zastawiłaś sidła. Bo malec wyciągnie wnioski. Skoro tak łatwo udało mu się osiągnąć cel, będzie próbował tej sztuczki wiele razy.
  • Krzyczysz, dajesz klapsa. Malec wrzeszczy coraz głośniej, ty jesteś coraz bardziej wściekła, a tłum wokół gęstnieje z minuty na minutę. Purpurowa ze wstydu wynosisz wierzgające dziecko ze sklepu. Traktowany w ten sposób maluch nie uczy się sam kontrolować, a więc sytuacje tego rodzaju powtarzają się coraz częściej. Co gorsza, bierze z ciebie przykład i stosuje przemoc wobec słabszych od siebie.
Co robić?
  • Spokojnie czekasz, aż atak furii minie. Uważasz jedynie, by malec nie zrobił sobie albo komuś krzywdy. Jeśli nie ma innego wyjścia, bierzesz smyka na ręce i wynosisz w bezpieczne miejsce. Gdy emocje opadną, tłumaczysz, co można, a czego nie wolno robić w sklepie. Możesz także bawić się z nim w zakupy, a przed wyjściem umówić się, na co może liczyć (np. udane zakupy = oglądanie rybek w sklepie). Jak to działa? No cóż, łatwo nie jest, zwłaszcza jeśli wokół masz „doradców” („Ja bym takiemu skórę przetrzepał”). Jednak to najlepsze rozwiązanie. Z czasem dziecko dochodzi do wniosku, że krzykiem nie da się niczego zdziałać, a w dodatku można stracić (awantura = nici z rybek).

Kiedy dziecko wpada w histerię i NIE CHCE nic robić...

Maluch nie chce pić mleka z różowego kubka, dostaje histerii na widok spodni w kratkę, upiera się, by w ciepły dzień wyjść w zimowej kurtce z kapturem.

Jak nie postępować?
  • Zgadzasz się na to, czego żąda. Wyciągasz z kosza na brudy sztruksy, przeszukujesz dom w poszukiwaniu dżinsów (bo zmienił zdanie), zgadzasz się na kurtkę… Efekt? Dziecko gubi się w chaosie, który samo stworzyło. Jest rozdrażnione, traci poczucie bezpieczeństwa. Tobie coraz trudniej zapanować nad sytuacją (i nerwami).
  • Zmuszasz malca, by zrobił to, co każesz. W efekcie dziecko ma poczucie, że nie liczysz się z jego zdaniem. Rozpoczyna walkę o władzę: robi ci na złość, naśladuje twoje zachowanie. Może być również tak, że czując twoją ogromną przewagę, staje się bierne.
Co robić?
  • Dajesz dziecku wybór. Pytasz: „Który kubeczek wolisz – żółty czy ten z żyrafą?”. Malec skupia się na podejmowaniu decyzji, a że jest jeszcze mały, często zapomina o opcji „nie chcę żadnego”. Czuje się traktowany poważnie – pozwolono mu podjąć samodzielną decyzję. Nie zadziałało? Od czego masz poczucie humoru? Gdy zaczniesz zakładać jego but na własną stopę (albo ucho), dziecko wybuchnie śmiechem albo zechce ci pomóc.

Kiedy dziecko nic nie słyszy...

Maluszek dobiera się do twojego laptopa, grzebie w torebce babci, upiera się, by wsypać do wanny proszek. Twoje „nie wolno!” nie robi na nim wrażenia.

Jak nie postępować?

  • Ustępujesz (dla świętego spokoju). Skutki – jak w poprzedniej sytuacji. Smyk traci poczucie bezpieczeństwa, jest coraz bardziej zagubiony i nieposłuszny.
  • Szarpiesz się z dzieckiem, wyrywasz mu z ręki torebkę czy proszek. Efekt identyczny jak w poprzedniej sytuacji. To znaczy, że malec uczy się, że rozwiązania siłowe są w porządku (i najskuteczniejsze), pod warunkiem, że jest się silniejszym od przeciwnika.

Co robić?

  • Mówisz stanowczo: „Nie wolno tego robić”. Powtarzasz zakaz aż do skutku, a jeśli to nie pomaga, przytrzymujesz malca albo spokojnie wyjmujesz mu przedmiot z rąk. Nasza rada: ciekawość maluszków jest nieokiełznana dlatego to, co nie powinno wpaść w ręce dziecka, trzymaj poza zasięgiem jego wzroku.

Dowiedz się więcej:

Z jakimi problemami dziecko spotyka się w szkole?

Kiedy dziecko bije, kopie, gryzie...


A także popycha, ciągnie za włosy, przeszkadza, na podwórku sypie piaskiem oraz wyrywa innym dzieciom wszystkie zabawki.

Jak nie powinnaś postępować?
  • Nie reagujesz. Innym rodzicom tłumaczysz, że to przecież tylko dziecko. Skutki: malec dowiaduje się, że może sobie pozwalać na wszystko. W przyszłości boleśnie przekona się, że wcale tak nie jest. Tyle że im będzie starszy, tym trudniej będzie mu się z tym pogodzić. No i zdąży dorobić się kiepskiej opinii.
  • „Oddajesz”. Dajesz klapsa, pociągasz za włosy, pokazujesz dziecku, jak to jest, gdy pada się ofiarą czyjejś agresji. Skutki? Odpowiadając agresją na agresję, nie nauczysz dziecka niczego dobrego. Dasz mu do zrozumienia, że rozwiązania siłowe są właściwe, tyle że lepiej nie podskakiwać silniejszym.
Co robić?
  • Mówisz stanowczym tonem: „Nie wolno tego robić”. Jeśli trzeba, przytrzymujesz malca, ale nie szarpiesz go. Gdy ochłonie, tłumaczysz mu, dlaczego nie wolno tak się zachowywać („Nie wolno, bo to boli”). Próbujesz też dowiedzieć się, co było przyczyną agresji. Podpowiadasz, jak można sobie radzić w podobnych sytuacjach bez bicia. Dzięki takiemu postępowaniu dziecko uczy się reguł i dowiaduje, że bijąc, sprawia innym ból.

Kiedy dziecko wpada w histerię, bo nic mu nie wychodzi...

Smyk karze klocki kopniakami za to, że nie chcą stać jeden na drugim, krzyczy na spadające kapcie...

Jak nie powinnaś postępować?
  • Wyręczasz malucha. Sama odbudowujesz wieżę, zakładasz dziecku kapcie czy czapeczkę. Dziecko jest zadowolone, ale niczego się nie uczy.
  • Krzyczysz. Smyk jest rozżalony. Nie dość, że spotkało go coś okropnego (rozpadła mu się wieża), to jeszcze mama na niego krzyczy. Nie uczy się radzić sobie z własną złością.
Co robić?
  • Pokazujesz, jak rozwiązać problem. Wspólnie z dzieckiem odbudowujesz wieżę, ale nie narzucasz się z pomocą, tylko pozwalasz, by maluszek najpierw ochłonął. Pokazujesz, że można wyrażać złość w formie znośnej dla otoczenia. Najlepiej daj mu przykład. Z czasem smyk nauczy się, że od krzyku lepsze jest konkretne działanie. Jednak jeśli sama się wściekasz, nie pomogą tłumaczenia.

Kiedy dziecko wpada w histerię, gdy wychodzisz z domu...

Kładzie się pod drzwiami, histeryzuje, płacze, tak jakbyś miała nigdy nie wrócić. Próbuje ci wyrwać z rąk torebkę.

Jak nie powinnaś postępować?
  • Znikasz po angielsku. Wykorzystujesz chwilę, gdy malec jest czymś zajęty i… już cię nie ma. Smyk dopiero po twoim wyjściu zorientuje się, że cię nie ma, albo zajęty zabawą w ogóle o tobie zapomni. Wygodne? Tylko pozornie. Takie znikanie może bardzo źle wpłynąć na jego poczucie bezpieczeństwa („Skoro mama zniknęła raz czy dwa, może to zrobić jeszcze wiele razy. Nie mogę być niczego pewny”).
  • Przedłużasz rozstanie. Pozwalasz, by malec wypłakał się na twoim ramieniu, zawracasz na schodach, całujesz go na pożegnanie tak czule, jakbyś zostawiała go na polu minowym. Skutek: pożegnanie ciągnie się w nieskończoność, a malec ma poczucie, że dzieje się coś okropnego, czemu ty nie jesteś w stanie zapobiec.
Co robić?
  • Dajesz buziaka i wychodzisz. Zanim zamkniesz za sobą drzwi, mówisz mu, kiedy znów się zobaczycie. Jednak sformułowanie „o czwartej” nic dla malucha nie znaczy. Powiedz lepiej „po podwieczorku”. W rozstaniach pomocne są rytuały, np. machanie na pożegnanie, dawanie buziaków.

Dowiedz się więcej:


artykuł napisany na podstawie tekstu opublikowanego w magazynie Mamo to ja
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)