POLECAMY

Jak wychować potwora?

Przesuwaj granice, kłóć się z drugim rodzicem, płacz utul batonikiem, a na koniec przeorganizuj całe dotychczasowe życie, gdy pojawi się młodszy braciszek. To jeden z wielu przepisów na potwora. A potwór w tym przypadku to dziecko, z którym zaczynamy walczyć.

Czy Kevin był zły z natury?

Nurtuje mnie pytanie, czy Kevin z filmu „Porozmawiajmy o Kevinie” (reż. Lynne Ramsay) urodził się zły, czy jego matka, sympatyczna pani z dużym poczuciem winy i straty, nie potrafiła wyłuskać z niego tego, co dobre? Film wszedł na ekrany naszych kim niewiele przed akcją portalu dzielnicarodzica.pl „Jak wychować potwora?” i choć to zbieżność przypadkowa, to jednak dobrze wprowadza w rozmowy o wychowaniu.

W konkursie najwięcej zgłoszeń dotyczyło emocji. Sfery, na której zna się coraz więcej rodziców i w której specjalizuje się coraz więcej psychologów, bo nagle stało się jasne, że dziecko stabilne emocjonalnie wyrośnie na stabilnego emocjonalnie dorosłego.

Agata Pękacz, psycholog z CTIK i ekspert portalu dzielnicarodzica.pl, twierdzi, że praktycznie każdy dorosły, który trafia do niej na terapię, ma problemy natury emocjonalnej. Nie chcę, aby ten tekst stał się tyradą o emocjach. Od tego są specjalistyczne książki, szkolenia dla rodziców i kursy. Jednak to, że na parę tysięcy wpisów internautów jakieś 80-90% dotyczy emocji, jest znamienne.

Emocje od początku

A zatem: najpierw należy dać dziecku bezwarunkową miłość. Jeśli kochamy nasze dziecko, wykształciliśmy tzw. bezpieczne przywiązanie w okresie niemowlęcym, przytulamy, akceptujemy i jesteśmy w tych postawach prawdziwi, to trudno będzie nam popełniać drastyczne błędy.

A skoro padło słowo „akceptujemy” – z tego wynika cały szereg rodzicielskich zachowań. Nie porównujemy dziecka z innymi dziećmi (Jak to masz czwórkę, a reszta klasy co ma?; Zobacz, jak chłopczyk ładnie je!; Hania zawsze się ładnie bawi, a ty?), nie porównujemy dziecka z nami samymi (Mamusia przynosiła dobre oceny ze szkoły i wyrosła na ludzi, kiedy zaczniesz się wreszcie uczyć?; Ja w twoim wieku już pisałam i czytałam…), nie krytykujemy dziecka, a tylko jego zachowania (zamiast mówić: zły chłopczyk, ale jesteś marudą, przestań być takim łobuzem; mówmy: źle zrobiłeś; nie podoba mi się, kiedy marudzisz; łobuzowanie nie jest dobre; wolę, jak zachowujesz się inaczej).

Przykłady takich przejawów akceptacji można mnożyć. Tu warto zwrócić uwagę także na rozwijanie w dziecku talentów i pasji rodziców, a nie dziecka, a także krzyczenie na dziecko.

Gdzie postawić granice?

Granice to drugi punkt w dekalogu rodzica. Ciekawe jest to, że granice to pojęcie nieco abstrakcyjne, a dotyczy po prostu dawania dziecku ograniczeń – zakazów i nakazów, np. nie wolno wyciągać rzeczy z kosza na śmieci, należy umyć zęby po śniadaniu, zawsze po powrocie z placu zabaw myjemy ręce.

Ważne, żeby ograniczeń nie było zbyt dużo – bo mama nie lubi sprzątać, a tacie nie chce się pomóc – więc zakazujemy np. udziału w gotowaniu (które rozwija małą motorykę, zręczność dziecka, daje pojęcie o tym, co się dzieje w kuchni i zwraca uwagę na to, co jemy – a przez to także zachęca niejadków do zjedzenia swojego posiłku), a przecież już półtoraroczne dziecko może wrzucać kawałki marchewki do garnka lub ulepić swojego pieroga.

Zbyt duża liczba ograniczeń, zakazów, sprawi, że dziecko nie będzie miało swobody, możliwości poznawania świata i rozwoju. Zamiast zakazywać wskakiwania do kałuży (ileż to radości!) – załóżmy dziecku kalosze i wybierzmy się na spacer z kałużami, zamiast zakazywania wyciągania papieru z kosza do segregacji – posortujmy wspólnie makulaturę i zastanówmy się, czy jest tam coś, czym możemy się pobawić lub wykorzystać! Wykorzystując  rolki po papierze toaletowym lub rysując na zadrukowanych z jednej strony kartkach, nauczymy dziecko recyklingu.

Bądźmy konsekwentni!

Trzecia sprawa to konsekwencja. Jeśli codziennie przed snem myjemy zęby, to nie odpuszczajmy, dziś wyjątkowo, bo dziecko ma katar, a mama nie ma już siły. Jeśli chcemy, by dzieci nie przeklinały, to sami nie przeklinajmy, a jeśli chcemy, by szanowały innych ludzi – nie obgadujmy sąsiadki, że gruba, a babci, że się wtrąca!

Zobacz też: Nie okazuj dziecku uczuć, czyli tzw. zimny wychów

Dzieci i ryby…?

Kolejna rzecz, na którą zwracają uwagę osoby biorące udział w konkursie, to traktowanie dziecka z góry. Dotyczy to np. przepraszania. Nie wiadomo dlaczego możemy przeprosić męża, żonę, przyjaciela, ale dziecka już nie. Dr Magdalena Wegner-Jezierska, psycholog, mediator rodzinny i ekspert portalu dzielnicarodzica.pl, mówi, że przepraszając, rodzic paradoksalnie buduje swój autorytet! Dziecko wie, że może takiej osobie zaufać, że gdyby zaszła potrzeba – wycofa się, przeprosi, a nie będzie brnąć w ślepą uliczkę. Dziecko uczy się także, że gdy się pomyli lub postąpi źle – należy przeprosić, wyjaśnić i oczyścić atmosferę.

Traktowanie z góry wyklucza także zrozumienie potrzeb dziecka: skoro dorośli mają zawsze rację, to nie muszą pytać dziecka o zdanie. Dziecko dostaje przygotowane ubrania, które musi założyć (zamiast wybrać spośród dwóch opcji), idzie na zajęcia z szachów, gdy chciałoby tańczyć balet albo ma nianię, której nie lubi.

Traktowanie z góry to także kary: bicie, szarpanie czy krzyczenie na dziecko. Do tego zagadnienia warto wracać jak najczęściej, bo z jednej strony nadal jest bardzo wysoki procent rodziców, którzy popierają stosowanie kar cielesnych, a z drugiej są ci, którzy twierdzą, że są przeciw, ale raz krzykną, raz zbyt mocno chwycą, raz wyciągną dziecko siłą z placu zabaw czy sklepu. Takie z pozoru niewinne traktowanie wzmacnia w dziecku „potworne” aspekty jego zachowań, rodzi bunt i złość.

Proszę się przez chwilę zastanowić: czy sami w dzieciństwie, gdy stawiano nas w kącie lub bito myśleliśmy ze skruchą „tak, zasłużyliśmy na to, rodzice mają rację, że tak z nami postępują” czy wręcz przeciwnie – „ja im jeszcze pokażę, już ja coś na nich wymyślę”.

Udowodniono już wiele razy, że karanie jest destrukcyjne – pokazuje bezradność rodzica, nieumiejętność rozmowy z dzieckiem i zrozumienia jego problemów, a przede wszystkim daje odwrotny skutek: dziecko nie uczy się wartościowych postaw, ale unika „wykroczeń” jedynie wówczas, gdy spodziewa się kary, a także wzbudza w dziecku agresję i chęć zemsty.

Pojawiają się też głosy mówiące o szanowaniu się rodziców, stawianiu potrzeb rodziców na równi z potrzebami dzieci czy zgodzie w rodzinie. Jest to jedna z podstawowych rzeczy, jaką możemy i powinniśmy zapewnić naszym dzieciom. Zakładam, że większość dzieci rodzi się z powodu miłości ich rodziców, a więc o harmonię w domu łatwo – a to pokazuje dziecku, jakie relacje ma tworzyć w przyszłości, więc modeluje jego zachowania bardziej niż tysiąc nakazów.

Ekobłędy?

Użytkownicy zwracają uwagę na jedzenie – i o dziwo, nie na to, co dzieci jedzą (nie ma w zasadzie wpisów o szkodliwości cukru czy pocieszaniu smutku batonikiem), ale  na to, jak dzieci karmimy

Pozwólmy mu zjeść tyle, ile chce, nie ganiajmy go z łyżeczką po całym mieszkaniu i niech nasze posiłki odbywają się w spokoju, przy wspólnym stole, gdzie każdy ma swoje miejsce, nikt nie czyta gazet, ani nie klika w komórce, a dzieciom nie wolno wchodzić na stół.

Warto czasem pomyśleć o składzie i pochodzeniu tego, co jemy i postawić na składniki ekologiczne, bez polepszaczy, cukru i słodzików oraz soli.

Konkursowicze piszą też o nadmiarze kształcenia (że wysyłamy dzieci na basen, angielski, francuski, karate i nie wiadomo jeszcze na co), ale nie pojawiają się wpisy o budowaniu świadomości i wrażliwości młodego człowieka. A szkoda. Mam nadzieję, że jest to po prostu dla rodziców oczywiste. Jednak spośród zachowań ekologicznych nie pojawiają się w zasadzie żadne. Jeśli już, to wychowanie naturalne, w bliskości (czyli np. noszenie w chuście). 

Jednym słowem, dzięki wpisom w konkursie „Jak wychować potwora?” już to wiemy: wystarczy kilka źle dobranych metod i potwór – lub chociaż mały potworek – gotowy. Wówczas stajemy – jak to określiła dr Jezierska – po przeciwnych stronach barykady i zaczynamy walczyć z dzieckiem, zamiast się cieszyć wspólnymi dniami, zaczynami się mierzyć, przeciągać na jedną ze stron i wciągać w nasze wojny babcie i nauczycielki. Warto czasem pomyśleć o Kevinie i o barykadzie, jaka dzieliła jego i matkę i przyjrzeć się bliżej naszym zachowaniom.

Bo może być tak miło!

Zobacz też: Wszystko o wychowaniu

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/4 lata temu
Czasem mam wrażenie, że zbyt wiele granic stawiam.
/4 lata temu
To się nazywa bezstresowe wychowywanie, kiedyś jak byłem niegrzeczny to od ojca dostałem paskiem po tyłku i się nauczyłem