Jak nie być słupem soli?

Książka ta ma podtytuł: Jak powstrzymać szkolnych dręczycieli i dokładnie o tym jest. Główny bohater, idąc do szkoły zauważa, że znany w całej szkole rozrabiaka o pseudonimie Guz naśmiewa się z małego chłopca i żąda od niego, aby następnego dnia przyniósł dla niego – Guza, pięć złoty za bilet wstępu do szkoły.

Jak nie być słupem soli?

Tytułem wstępu

Przestraszone dziecko, płacząc, próbuje uciec. Główny bohater i kilku jego kolegów stoją, patrząc na tę scenę, jak przysłowiowe słupy soli i nikt nic nie robi. Zapewne wielu z nich myśli sobie, że jeżeli się odezwą, to Guz ze swoimi poplecznikami zwróci na nich uwagę, będzie się wyśmiewał i zażąda od nich pieniędzy, więc może lepiej się do tego nie wtrącać... Na szczęście jest ktoś, kto wie, co można z tym zrobić – starszy brat Waszego bohatera.

Szkolni dręczyciele

Autorka porusza jeden bardzo ważny problem: szkolne stresy to nie tylko sprawdziany, to również uczniowie, którzy uprzykrzają życie innym – dręczyciele. Pokazuje też, że społeczność szkolna tworzy swojego rodzaju krzywą Gausa. Na jednym jej końcu znajdują się nieliczni dręczyciele, środek stanowi największa liczba uczniów, której ten temat na pozór w ogóle nie dotyczy. Na drugim skrajnym końcu znajdują się ofiary, czyli ci, którzy z jakiegoś powodu są na tyle słabi, że nie potrafią sami się obronić.

Jak pomagać dziecku w nauce?

W jedności siła

Autorka bardzo wyraźnie ukazuje pewną kwestię: siłą, która może przeciwstawić się dręczycielom, są „zwykli uczniowie”, ci którzy zazwyczaj stoją z boku i nie biorą do siebie tego, co dzieje się wokół. Czy są to źli ludzie? Nie, po prostu nie są świadomi, że mogą coś z tym zrobić, że zrzeszając się tworzą siłę, z którą każdy dręczyciel musi się liczyć.

Czyżby dzieci były same?

Jednak jest coś jeszcze - przeszkodą w zatrzymaniu poczynań dręczycieli może okazać się niechęć do rozmowy z dorosłymi.

Z jednej strony istnieje obawa, że zostanie się okrzykniętym skarżypytą, co autorka podkreśla wyraźnie, ale jest jeszcze coś znacznie poważniejszego: brak wiary, że dorośli: nauczyciele, pedagog, czy dyrektor okażą się na tyle skuteczni, że uda im się rozwiązać ten problem.

Dodajmy jeszcze jedną kwestię: walka z dręczycielem nie jest bitwą, którą albo się wygrywa, albo nie. Przypomina raczej wyścig zbrojeń. Jedna strona wpada na pomysł, jak się bronić, druga natychmiast wymyśla, jak tę obronę przełamać. 

Polecamy: Jak opanować młodzieńcze demony

Obroni Cię starszy brat? Dopadniemy Cię, kiedy nie ma go w szkole. Są kamery na korytarzu? Znajdziemy Cię w toalecie. A może po szkole przechadza się ochroniarz? Dlaczego by się z nim nie „zaprzyjaźnić”?

Gdy weźmiecie te wszystkie wątki pod uwagę, nagle okaże się, że problem jest bardziej skomplikowany niż węzeł Gordyjski. Czy to znaczy, że macie go zostawić i nic z tym nie robić? Nie. Wręcz przeciwnie. Zróbcie najwięcej, jak się da, a potem jeszcze więcej, bo na dłuższą metę tolerancja wobec przemocy nikomu nie wyjdzie na dobre.

Czytaj także: Jakim lekarstwem jest bajka

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)