Jak namówić dziecko do „chcenia”?

„Jak postąpić, kiedy na moją prośbę o pomoc w pracach domowych dziecko odpowiada «nie chce mi się»?” — zapytała mama Jędrka. Dzieci, kiedy im się „czegoś nie chce”, zazwyczaj ociągają się, marudzą, tłumaczą, że są czymś innym zajęte i że spełnią prośbę później. Niekiedy mówiąc, że im się „nie chce” — prośbę jednak spełniają.

Jak namówić dziecko do „chcenia”?

Reakcja rodziców na „niechcenie” powinna oczywiście zależeć od wieku dziecka, od tego, czego mu się nie chce, a także od innych okoliczności. Na przykład, czy prośba nasza dotyczy stałych obowiązków dziecka albo czy przerywamy nią jakąś interesującą je zabawę.

Obudźcie wyobraźnię tato i mamo, a nauczycie dziecka "chcenia"

Dziecko w wieku przedszkolnym, któremu się „nie chce”, nie trudno zachęcić do uczestniczenia w prostych pracach domowych, jeżeli wykonujemy je razem z nim oraz włączamy w nie jakiś element zabawy.

Z jakimi problemami dziecko spotyka się w szkole?

Wyobraźnia rodziców bywa tu nieograniczona, i co ciekawe, jest zazwyczaj większa u tatusiów.

Oni łatwiej budzą w sobie dawnego, uśpionego wiekiem chłopca. Widziałam tatę, dla którego elektroluks miał trąbę słonia i Kubuś szybko wkładał zabawki do pudła, żeby słoń mu ich nie zjadł.

Mamusie bywają bardziej prozaiczne, poza tym — zdaniem Kubusia — przy sprzątaniu „zawsze się spieszą”.

Znam mamę, która swojego synka nazywała „niechciek” (gdy nie chciał) oraz „chciek” (kiedy chciał). „Chciekowi” okazywała radość i chwaliła go. I kiedyś ze śmiechem powiedziała do mnie, że „niechciek” się wyprowadził. „Czy może wiesz dokąd?” — zapytałam chłopca. A on na to: „Do cioci Ani”.

Istotnie, ta ciocia wyręcza swoich synów w takim stopniu, że nie chce im się nawet włożyć skarpetek do pralki. Wszystko robi za nich ich mama, w dodatku podaje argument „byle się dobrze uczyli”.

Kto ma jakie zadania - szybka nauka "chcenia"

Starsze dzieci zazwyczaj bez oporu uczestniczą w domowych pracach, jeżeli mają wpływ na ich wybór oraz jeżeli prace te mają swoje stałe umiejscowienie w czasie. Ważne jest więc wspólne z dzieckiem ustalenie, co do niego należy oraz kiedy ma to wykonać. Dzieci bardzo nie lubią, jeżeli są zaskakiwane jakimś poleceniem, a właśnie robią coś innego albo miały inny zamiar. Oczywiście, w codziennym życiu nie wszystko możemy przewidzieć i spontaniczne prośby skierowane do dziecka są czymś naturalnym. Z tym, że wtedy przeprośmy dziecko, że przerywamy mu inną czynność, a potem podziękujmy za pomoc.

Uczestniczenie dzieci w pracach domowych zależy w znacznej mierze od ustaleń w rodzinie. Z całą pewnością należy wspólnie omówić, co jest do zrobienia każdego dnia, a co od czasu do czasu, oraz podzielić się obowiązkami.

Polecamy: Jak opanować młodzieńcze demony

Podzielić się — a nie przydzielać, narzucać. I nie tworzyć atmosfery „męki domowej”: że „tyle jest do prania”, „takie męczące to gotowanie”, „wszędzie kurz i bałagan” itp. Niestety, znam taką wciąż narzekającą mamę, i nie dziwi mnie, że dzieci jej nie pomagają, jakkolwiek okazują współczucie (słowami). Po prostu dzieci zazwyczaj unikają atmosfery cierpiętnictwa.

Jak nakłonić nastolatka do pomocy i "chcenia"

Wszyscy wiemy, że najtrudniej bywa z nastolatkami, tempo ich życia jest bowiem w stosunku do okresu dzieciństwa przyspieszone, głowy mają pełne pomysłów do zrealizowania, a serca przepełnione gotowością do uczuciowych szaleństw. A obowiązków, nie tylko szkolnych, przybywa.

Jednak i z nastolatkami nietrudno sobie poradzić, jeżeli zwracamy się do nich serdecznie i z humorem. A także, jeżeli „duże prace” podzielimy na szereg mniejszych, jeżeli nie będziemy poganiali ani krytykowali wykonania. Domowe obowiązki nie powinny spadać na dorastające dziecko jak „grom z jasnego nieba”, powinno być do nich przyzwyczajone od wczesnego dzieciństwa. Już roczne dziecko możemy na przykład poprosić o położenie misia w inne miejsce, czy też o ułożenie poduszeczki, a nieco później o podanie dziadkowi okularów i gazety. I dawać coraz więcej coraz trudniejszych do wykonania poleceń, przy czym często (ale nie każdorazowo) chwalimy dziecko. Dlaczego nie za każdym razem? Bo wtedy nastąpiłoby przyzwyczajenie (w psychologii nazywane habituacją) i zapał dziecka szybko by zgasł.

Czytaj także: Jak rozmawiać z dzieckiem, które zwraca się do nas z problemem?

W jednym z przedszkoli zapytano dzieci, czy pomagają w domu i co robią. Uwagę zwróciła taka odpowiedź: „myję auto”. „Chyba przesadzasz” — powiedziała wychowawczyni — „ jesteś do tego jeszcze za mały”. Potem okazało się, że chcąc zachęcić syna do czyszczenia zębów, tata nazywał je myciem samochodu. Tak to pomagał rodzicom pewien przedszkolak!

Artykuł jest fragment książki: Dzieci Małe i duże. Jak je kochać i rozumieć, Irena Obuchowska, Wydawnictwo Media Rodzina

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)