"Hop" - We-Dwoje.pl recenzuje

Wielkanocna odpowiedź na opowieści wigilijne ze świętym i jego zaprzęgiem w roli głównej. Bo przecież nie on jeden raz do roku okrąża cały świat uszczęśliwiając dzieciaki podarkami. Również zając wielkanocny ma pełne ręce roboty. W końcu koszyczki wypełnione po brzegi łakociami nie materializują się same, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dlaczego więc nie przyjrzeć się bliżej jego profesji?

Wielkanocna odpowiedź na opowieści wigilijne ze świętym i jego zaprzęgiem w roli głównej. Bo przecież nie on jeden raz do roku okrąża cały świat uszczęśliwiając dzieciaki podarkami. Również zając wielkanocny ma pełne ręce roboty. W końcu koszyczki wypełnione po brzegi łakociami nie materializują się same, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dlaczego więc nie przyjrzeć się bliżej jego profesji?

Na Wyspie Wielkanocnej, bo gdzieżby indziej, w ulokowanej pod słynnymi posągami moai fabryce słodyczy, której nie powstydziłby się sam Willy Wonka, trwają ostatnie przygotowania do świąt. Zając Wielkanocny szykuje się do przekazania swojego dziedzictwa synowi, lecz Zet ma inne plany i nie obejmują one bynajmniej pozostania na Rapa Nui. Młody zając, który wali w gary nie gorzej niż Travis Barker, zamierza podbić muzyczny świat. W celu spełnienia swojego american dream wymyka się do Hollywood. Po piętach depcze mu brygada różowych beretów. Na jego posadę w fabryce czeka podstępny kurczak. A jego przyjacielem nieoczekiwanie zostaje nieporadny życiowo mężczyzna, którego największym marzeniem staje się o zgrozo rozwożenie wielkanocnych koszy.

Tim Hill już nie pierwszy raz połączył animację komputerową z grą rzeczywistych aktorów. Na jego koncie znajdują się w końcu przygody Garfielda oraz wyjącego wniebogłosy Alvina i spółki. O żadnej z tych produkcji nie można powiedzieć dobrego słowego. „Hop” jest na szczęście inny. W końcu za scenariusz wziął się duet – Cinco Paul oraz Ken Daurio – który stworzył pamiętne dialogii do „Jak ukraść księżyc” (czy ktoś z was potrafi się oprzeć „irytującemu dźwiękowi”?), a w obsadzie znaleźli się James Mardsen, który świetnie sprawdza się w produkcjach familijnych („Zaczarowana”, „Lakier do włosów”), obdarzona komediowym zacięciem Kaley Cuoco, którą na co dzień można oglądać w serialu „Teoria wielkiego podrywu”, a także Russell Brand oraz Hugh Laurie, których nie trzeba chyba nikomu przedstawiać i którzy użyczyli głosu wielkanocnym zającom, Zetowi oraz jego ojcu.

Za chwalebny czyn można uznać fakt, że zaserwowano nam coś nowego i całkowicie oderwanego od religijnych symboli, coś co nie wprawia w zadumę, nie każe nam się umartwiać i po raz setny oglądać momentu ukrzyżowania Chrystusa. Wielkanoc Hilla nosi wszelkie znamiona komercji. Żółte pisklaki, kolorowe pisanki, tony słodyczy. Ocieka lukrem, daje nam kolejnego długouchego bohatera (czas zakończyć dominację Bugsa!), stanowi miły kąsek dla dziecięcych oczu. Choć nie brakuje tu ukłonu w stronę dorosłych, a tym zapewne jest wplecenie wątku z Davidem Hasselhoffem oraz rezydencją Playboya, „Hop” jest w gruncie rzeczy naiwną, bardzo nierówną i oscylującą wokół banałów produkcją, która w pewnym momencie może znużyć nieco starszych widzów. A szkoda. Po scenarzystach „Jak ukraść księżyc” można się było spodziewać czegoś więcej. W końcu ta prosta jak budowa cepa bajka ujmowała od samego początku po samiutki koniec i to nie tylko za sprawą uroczych minionków.

Jestem przekonana, że na taki a nie inny odbiór tego filmu wpływa poniekąd dubbing, który doprowadziliśmy do perfekcji w przypadku animacji (użyczający Zetowi głosu Artur Pontek wypada całkiem dobrze), lecz z którym mamy ewidentne problemy, próbując zsynchronizować głosy naszych aktorów z tymi zza oceanu. Trudno więc ocenić rzeczywistą grę Jamesa Mardsena czy Kaley Cuoco słysząc infantylne dźwięki wypływające z ich ust wraz z każdym wypowiedzianym słowem.

Twórcy wsadzili wielkanocnego zająca do sań zaprzęganych nie reniferami a pisklakami, przez co powielili dobrze nam znany z bożonarodzeniowych produkcji schemat, lecz nie będę się już czepiać. „Hop” to film adresowany do dzieci a nie ich opiekunów. Te z pewnością wpadną w zachwyt widząc chmarę żółtych kurczaczków, tony kolorowych jajek, a także przesłodkiego zająca. Zamiast serwować im obfitującą w brutalne sceny „Pasję” Gibsona, której nie dość że nie zrozumieją, to jeszcze przez którą będą miały senne koszmary, lepiej zabrać je na bajkę, dzięki której poczują radosną atmosferę świąt Wielkiej Nocy. 

Fot. Filmweb

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)