Dwujęzyczność od urodzenia

Płynne posługiwanie się dwoma językami to klucz do większej sprawności umysłowej. Naukę trzeba zacząć niemal od kołyski.

Język jak tłumacz
Gdybyśmy od urodzenia poznawali dwa języki, mielibyśmy w mózgu dwa równorzędne ośrodki językowe. Gdy w dzieciństwie do naszego mózgu dociera tylko jeden język, w umyśle zapisywany jest jeden system gramatyczny, fonetyczny, składniowy. Gdybyśmy jednak od urodzenia poznawali dwa języki, mielibyśmy w mózgu dwa równorzędne ośrodki językowe. Gdy zaczniemy się uczyć drugiego języka w późniejszym wieku, będzie on podporządkowany pierwszemu. Mózg będzie się do niego dostawał, korzystając z pośrednictwa ojczystego języka – niczym z tłumacza.

Naukowcy od dawna zachodzili w głowę, skąd u osób dwujęzycznych od urodzenia bierze się niezwykła zdolność sprawnego "przełączania się" pomiędzy jednym a drugim słownikiem. Brytyjskim uczonym niedawno udało się rozwikłać tę zagadkę. Okazało się, że za sprawnym posługiwaniem się wieloma językami stoi mały obszar mózgu zwany lewym jądrem ogoniastym. Jego znaczenie odkryto przy okazji badań nad przypadkiem trójjęzycznej kobiety, u której ta właśnie część mózgu uległa zniszczeniu. W efekcie osoba ta podczas jednej wypowiedzi bezwiednie przełączała się pomiędzy trzema językami.

Lewe jądro ogoniaste to swoisty fenomen w ludzkim mózgu. Dzięki niemu osoby dwujęzyczne prawie nigdy się nie mylą przy wyborze słów, mimo że za znajomość obu języków odpowiada u nich dokładnie ten sam obszar płata czołowego. Skutecznie filtrują słownictwo używane w danej chwili, jednocześnie zamykając sobie dostęp do drugiego słownika. Dzięki temu oba języki są zawsze "pod ręką" – wystarczy tylko przesunąć zwrotnicę, żeby dostać się do któregoś z nich. Marzenie! A mózg uwija się jak w ukropie, przez cały czas dokonując wyboru, z którego z nich skorzystać.

Efekty? Ten nieustający wysiłek naprawdę się opłaca. Dzieci dwujęzyczne znacznie lepiej od innych radzą sobie z nauką czytania czy matematyką, są też bardziej twórcze. A jak dowiodły badania naukowców z York University w Toronto, na starość wciąż zachowują świetną zdolność koncentracji, podczas gdy nasze rozleniwione, jednojęzyczne mózgi ochoczo pogrążają się w demencji starczej. Nic tylko uczyć się języków.

Tylko że nie jest to, niestety, takie proste. Większość z nas nie ma szans na to, by stać się dwujęzycznym, bo to może się zdarzyć jedynie w dzieciństwie. Niektórzy z naukowców twierdzą, że granicą jest 7.–9. rok życia, inni – że 10.–12. Jedno jest pewne – ostateczną cezurą jest okres pokwitania.
– Dorastając, przestajemy automatycznie chłonąć język i musimy się go uczyć – mówi doktor Anna Polkowska-Trocińska z Instytutu Psychologii Międzykulturowej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Zmniejsza się wtedy wrażliwość na bodźce językowe, a rozwój poznawczy gwałtownie traci impet.
Ponadto w okresie pokwitania definitywnie dojrzewa i usztywnia się ta część aparatu mowy, która odpowiada za wymowę i akcent. To właśnie one zdradzają osobę, która nauczyła się drugiego języka jako nastolatek lub dorosły. Ale to niejedyne różnice. U dwujęzycznych "z drugiego rzutu" znajomość następnego języka będzie zlokalizowana nie w tym samym obszarze mózgu, w którym mieści się pierwszy język, ale w zupełnie innym miejscu. Czyli inaczej niż u osób, które znajomość drugiego języka dostały niemal w chwili urodzin. Swobodne przełączanie się między językami przy utrzymywaniu ich w stałej gotowości będzie więc w tej sytuacji wykluczone – orzekli naukowcy z nowojorskiego centrum leczenia nowotworów Memorial Sloan-Kettering, którzy tę właściwość odkryli. A zdarzyło się to w zasadzie przypadkiem – badacze zaobserwowali po prostu, że niektóre osoby, którym wycinano guzy mózgu, po operacji traciły zdolność władania jednym z języków.

Kiedy więc zacząć uczyć dziecko drugiego języka? – Jak najwcześniej. To nie zaszkodzi – odpowiada doktor Polkowska-Trocińska. – Drugi język można wprowadzić w momencie, kiedy dziecko zacznie mówić, a więc kiedy będzie miało półtora roku, dwa lata. Wtedy jego mózg jest najbardziej chłonny.
To, z czym dziecko spotka się na wczesnym etapie rozwoju, będzie łatwiej przyswajane przez nie w przyszłości.

Lepsi w łamigłówkach
Tymczasem do niedawna sądzono, że uczenie dziecka od najmłodszych lat drugiego języka to mącenie mu w głowie. Po jakimś czasie – twierdzili psycholodzy – dzieciak nie będzie wiedział, w jakim języku mówić, i stworzy sobie własną mieszankę językową.
– Rzeczywiście, do pewnego momentu dzieci dwujęzyczne mogą mieć większe kłopoty niż te posługujące się jednym językiem – przyznaje doktor Polkowska-Trocińska. – W ich słowniku umysłowym mogą funkcjonować podwójne określenia jednego przedmiotu lub zjawiska, co wydłuża wyszukiwanie informacji. Lecz nawet jeśli tak się stanie, będą to kłopoty przejściowe – przekonuje. – W pierwszych latach szkoły dziecko się z nimi upora, a później zostaną tylko plusy.
Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?

Aby więc uniknąć mieszania języków, psycholodzy zalecali dawniej uczenie dziecka drugiego języka dopiero wtedy, kiedy znajomość pierwszego będzie już odpowiednio ugruntowana, a więc po 12. roku życia.

– Uważam, że wczesna dwujęzyczność jest znacznie korzystniejsza niż późniejsza – twierdzi doktor Laura Ann Petitto, światowej sławy specjalistka w dziedzinie psychologii rozwojowej. Według niej rozpoczęcie nauki w wieku kilkunastu lat może nigdy nie doprowadzić do takiej perfekcji w znajomości drugiego języka jak te wczesne przymiarki.

Uczona obala też inny mit związany z dwujęzycznością – przekonanie, że dzieci, które od najmłodszych lat mają kontakt z dwoma językami naraz, pozostają w tyle za rówieśnikami. Petitto uważa, że uczą się mówić dwutorowo w identycznym tempie jak ich jednojęzyczni koledzy, a więc w tym samym czasie zdobywają podwójną ilość wiedzy. Według uczonej dwujęzyczni są później dzięki temu sprawniejsi w procesach twórczych. Dobrze im idzie również rozwiązywanie zadań związanych z obliczeniami matematycznymi. Zawdzięczają to wyćwiczonej podczas nauki dwóch języków sprawności analitycznej mózgu.
Jakby tego było mało, efektem ostrego trenowania mózgu we wczesnym dzieciństwie mają być również: bystrość, lepsza pamięć, zdolność koncentracji i sprawność w rozwiązywaniu umysłowych łamigłówek w dorosłym życiu. Badacze snują na razie hipotezy, z czego te wszystkie pozytywy mogą wynikać. – Wprowadzenie drugiego języka we wczesnym dzieciństwie może stymulować proces tworzenia się połączeń między neuronami w mózgu, co – jak wiadomo – świetnie wpływa na zdolności poznawcze – twierdzi profesor Clive Ballard z brytyjskiego Alzheimer’s Society.

Imigranci pod przymusem
Są jednak i poważne minusy dwujęzyczności. Problemy mają zwłaszcza dzieci imigrantów posyłane do szkół, w których stykają się z nieznanym im, dominującym w tym kraju językiem. Przymus nie jest dobrym nauczycielem, a mali obcy nie mają innego wyjścia, niż dostosować się do języka większości. W efekcie może to zubożyć znajomość pierwszego, ojczystego języka, którego nie udało im się jeszcze dobrze poznać. W dodatku mogą nie osiągnąć płynności w drugim języku. Z tego powodu takie dzieci bardziej niż inne narażone są na dysleksję. To efekt frustracji, jaką niesie przymus uczenia się języka w nieprzyjaznym otoczeniu.

Tak więc nie wystarczy posłać dziecko do przedszkola czy podstawówki z wykładowym angielskim i czekać, aż wyrośnie nam geniusz. W przyswajaniu takiej wiedzy – przekonują psycholodzy – ważne jest też to, aby każdy z języków cieszył się w otoczeniu dziecka podobnym prestiżem. Wówczas nie będzie niemal żadnych ograniczeń dla chłonnych dziecięcych mózgów, które na wczesnym etapie mogą połknąć nawet kilka języków równocześnie.
Pamiętajmy jednak, że najważniejszy jest umiar. W końcu dziecko to mały człowiek, a nie maszyna tłumacząca.

Aleksandra Kowalczyk/ Przekrój Nauki
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)