Duch poza ciałem

Blisko 15 procent Polaków wierzy w duchy, a 7 procent twierdzi, że ducha widziało – pokazują badania.

Blisko 15 procent Polaków wierzy w duchy, a 7 procent twierdzi, że ducha widziało – pokazują badania. Należysz do którejś z tych grup? Zanim prychniesz pogardliwie w odpowiedzi na takie pytanie, przeczytaj poniższy artykuł. Może dołączysz do grona sceptyków.




Nie, nie zmieniłam zawodu. Wciąż pracuję w dziale nauki. I właśnie za pomocą odkryć naukowych chcę państwu opowiedzieć o rzeczywistości alternatywnej: pełnej zjaw, duchów, sobowtórów, wycieczek poza własne ciało. Bo, proszę wierzyć, nauka – wbrew pozorom – ma na ten temat sporo do powiedzenia.

Zjawy przedrzeźniacze
Niedawno lekarze z Bristolu opisali przypadek kobiety, którą prześladował duch sobowtór. Pierwszy raz ujrzała go, gdy wróciła do domu z pogrzebu męża. Po otworzeniu drzwi sypialni stanęła naprzeciw cienia o kształcie kobiety. Prawą ręką sięgnęła do włącznika światła – "duch" to samo uczynił lewą. Zdała sobie sprawę, że to jej sobowtór, gdy zaczęła zdejmować kapelusz, a zjawa zrobiła to samo. Sobowtór towarzyszył jej wiele dni.
– Czułam tę postać. To byłam ja sama, tylko podzielona – czułam, jakbym miała cztery nogi i cztery ręce, dwie głowy – relacjonowała potem lekarzom, do których zwróciła się o pomoc.

Jej przypadek nie jest odosobniony. W podręcznikach neurologii można znaleźć na przykład opis mężczyzny, który widywał ducha przypominającego jego własną twarz. Twarz owa "nie miała dalszego ciągu" – kończyła się przy szyi. Tak jednak irytowała pacjenta, że traktował ją jak worek treningowy, korzystając być może z tego, że nie mogła mu oddać.
Skąd brały się te zjawy? By to zrozumieć, trzeba uświadomić sobie, jak działa nasz mózg.

Nie ufaj mózgowi
Choć dzięki niemu wiemy, jak wygląda rzeczywistość, mózg sam z siebie nie widzi, nie słyszy i nie czuje. Można porównać go z komputerem, który konstruuje świat z danych, jakie dostaje z kamer (zmysłu wzroku), mikrofonów (zmysłu słuchu), sensorów (zmysłu dotyku). Gdy któreś z tych urządzeń zostanie uszkodzone, komputer będzie dostawał błędne informacje. Co więcej, w nim samym może dojść do spięcia lub uszkodzenia – wtedy otrzymywane impulsy będzie źle "rozumiał" i tworzył z nich obrazy odległe od prawdy. Czasem zaś na skutek zamieszania (na przykład wirusa) sam będzie sobie wytwarzał obrazy i brał je za rzeczywistość.

Nasz mózg-komputer jest bardzo czułym urządzeniem. Łatwo zakłócić jego pracę. Na jego funkcjonowanie może wpłynąć na przykład zbyt silny stres (tak jak na maszynę nagłe zwiększenie natężenia prądu), choroby (na przykład padaczka czy migrena), niedotlenienie, niektóre leki, używki, a także czynniki zewnętrzne, między innymi zaburzenia pola elektromagnetycznego.
Zależnie od tego, w której części mózgu powstanie zakłócenie czy uszkodzenie, w różny sposób może to wpłynąć na wizję świata, którą mózg nam przedstawia.

Problemy z widzeniem sobowtórów znane są neurologom jako urojenia autoskopowe. Za ich obecność nie odpowiadają jednak żadne nieczyste moce, ale "banalne" zaburzenia na pograniczu kory mózgowej ciemieniowej i czuciowej.
Tak jak za pojawianie się upiornych zjaw odpowiada nadmierne pobudzenie okolicy kory wzrokowej w prawej półkuli mózgu odpowiadającej za rozróżnianie kształtów wzrokowych. W ten sposób można zdemaskować całkiem sporo zjawisk paranormalnych.
W lewym płacie czołowym kory mózgowej znajduje się obszar odpowiadający za sprawdzanie, co jest rzeczywiste, a co wymyślone. Uszkodzenie go może pogorszyć zdolność mózgu do odróżniania bodźców z zewnątrz od generowanych wewnętrznie.
Natomiast uszkodzenie okolicy potyliczno-ciemieniowej mózgu może wywoływać pozorne pojawianie się lub znikanie przedmiotów, czyli zjawisko zwane simultagnozją – polega ono na niezdolności do utrzymywania wzroku jednocześnie na dwóch przedmiotach.
Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?

Nawiedzone domy
Jak to jednak możliwe, że wiele zdrowych osób twierdzi, że widziało ducha w określonym miejscu? Zbiorowa halucynacja? Wytłumaczenia tego fenomenu podjęli się brytyjscy naukowcy pod kierownictwem doktora Richarda Wisemana z University of Hertfordshire. Przetestowali setki ochotników, a za laboratorium posłużyły im Hampton Court Palace w Surrey w Anglii i South Bridge Vaults w Edynburgu w Szkocji. W tym pierwszym widywano ponoć ducha Catherine Howard – piątej żony Henryka VIII. Ten drugi też miał sławę "nawiedzonego" domu. Wszyscy badani, którzy twierdzili, że widzieli tam duchy, wskazywali te same miejsca w budynkach. Naukowcy postanowili to sprawdzić.
– Okazało się, że łączyła je wspólna cecha – mówi doktor Wiseman – zaburzenia w polu elektromagnetycznym. Mogą one pochodzić z nietypowego ukształtowania terenu, na przykład uskoku tektonicznego. Prawdopodobnie to zmienione pole zaburza w tych miejscach funkcjonowanie ludzkiego mózgu.Potwierdzają to badania tak zwanych mediów, czyli osób wyjątkowo predystynowanych do kontaktów z duchami. Okazuje się, że ich mózgi są szczególnie wrażliwe na zmiany w polu elektromagnetycznym.

Badacze opisali to odkrycie w piśmie "British Journal of Psychology". Wiesman na tym jednak nie poprzestał. W innym swoim eksperymencie udowodnił, że nagłe gaśnięcie świec, dziwne odczucia i ciarki mogą być wynikiem obecności dźwięków o bardzo niskiej częstotliwości.
W kontrolowanym eksperymencie brytyjscy badacze wykazali, że bardzo niskie, basowe dźwięki (infradźwięki) wywołują u ludzi szereg dziwnych efektów, w tym niepokój, skrajny smutek i dreszcze.
– Normalnie nie można ich usłyszeć – mówi o infradźwiękach akustyk, doktor Richard Lord z National Physical Laboratory w Anglii – Dźwięki te mogą jednak powodować u ludzi dziwne odczucia przypisywane obecności duchów. Nasze badania to potwierdzają.

Lord i Wiseman sprawdzili hipotezę na 750 osobach podczas koncertu muzyki współczesnej. Do części utworów dodali infradźwięki. Nieświadomych tego zabiegu słuchaczy poprosili o opisanie reakcji na muzykę. 22 procent osób przyznało, że przy części utworów doświadczały dość niezwykłych odczuć, na przykład niepokój lub smutek, czuły ciarki wzdłuż kręgosłupa, nerwowość i strach.
– Duchy i odczucia "paranormalne" to nic innego jak zaburzenia funkcjonowania naszego mózgu – podsumowuje Wiesman – To fantomy naszego umysłu, na który może wpływać wiele czynników.

Widziałam z góry
No, to z duchami już się uporaliśmy. Czy jednak znajdzie się jakieś proste wytłumaczenie dla zjawisk tak niezwykłych jak podróże poza własne ciało?
Te niesamowite wycieczki najczęściej bywają wynikiem śmierci klinicznej. Blisko 30 procent ludzi, którzy jej doświadczyli, opowiada o unoszeniu się nad własnym ciałem, obserwowaniu go z góry, potem o podróży ciemnym tunelem w kierunku światła. O uczuciu bezczasowości, nieskrępowania przestrzenią i jednoczesnym uspokojeniu, cieple, miłości, błogostanie.
Relacje tego typu pojawiają się we wszystkich kulturach i religiach. Opowiadają to dorośli i dzieci, kobiety i mężczyźni, wykształceni i prości. A skoro jak świat długi i szeroki pacjenci odratowani ze śmierci klinicznej raczą swych lekarzy takimi rewelacjami, często podając szczegóły akcji reanimacyjnej, której byli obiektem, nic dziwnego, że znajdą się wreszcie tacy, którzy zadadzą pytanie: O co chodzi?

Jednym z takich dociekliwych był doktor Melvin Morse. Pracował w Children’s Hospital w Seattle. Zajmował się badaniami nad nowotworami mózgu u dzieci. Do jego obowiązków należały także dyżury w lotniczym pogotowiu ratunkowym.
Pewnego popołudnia wezwano helikopter do tonącej ośmioletniej dziewczynki. Kiedy lekarz przybył na miejsce, serce dziecka nie biło od kilkunastu minut. Źrenice nie reagowały na światło. Zespół reanimacyjny przywrócił dziecku akcję serca. Dziewczynkę odtransportowano do szpitala. Minęło kilka tygodni.
Pewnego dnia, gdy doktor Morse przechodził korytarzem, pewna dziewczynka wskazała na niego palcem i powiedziała do swojej mamy: – Spójrz, mamusiu, to ten pan wkładał mi rurkę do gardła tamtego dnia. Pamiętam go.
Mors był zaskoczony. Okazało się, że dziecko potrafiło opowiedzieć o reanimacji, choć od nikogo nie mogło znać tych szczegółów. Dziewczynka twierdziła, że widziała wszystko "z góry", unosząc się nad swoim ciałem.
Melvin Morse opisał ten przypadek w fachowym piśmie "American Journal of Diseases of Children". Był rok 1982. Był to pierwszy w naukowej prasie artykuł, opisujący dziecięce doświadczenie przebywania poza ciałem.


Kwestia państwowa
O takich stanach w skrócie mówi się OBE (od angielskiego określenia out-of-body experience – "doświadczenie pozacielesne"). Morse zaczął szukać w literaturze. Tego typu przypadki tłumaczono zwykle jako złudzenie, halucynację wywołaną strachem, lekami, niedotlenieniem mózgu.
Opisy podobnych stanów Melvin Morse odnalazł w relacjach lekarzy pracujących w szpitalach polowych podczas wojny wietnamskiej. Odkryli oni, że ketamina (substancja stosowana do znieczulenia) dawała podobne objawy – podróży poza własne ciało.
Morse rozpoczął badania, które zajęły mu blisko 10 lat. W tym samym czasie, zupełnie niezależnie, podobne badania prowadził w Holandii kardiolog Pim van Lommel ze szpitala Rijnstate w Arnhem. Spośród 344 pacjentów, u których doszło do zatrzymania krążenia, 62 opowiadało o unoszeniu się nad własnym ciałem, tunelu, uczuciu szczęścia i beztroski.

Doniesienia o OBE sypały się jak z rękawa. Okazało się przy tym, że nie jest to stan charakterystyczny dla śmierci klinicznej. Doświadczają go piloci, motocykliści, osoby, które przeżywają ekstremalny stres: uwięzieni pod ziemią górnicy, zakładnicy porwani przez terrorystów, ofiary wypadków. OBE stało się też w pewnej chwili nawet problemem wagi państwowej.
Wraz z rozwojem techniki powstawały coraz to nowe generacje samolotów naddźwiękowych, w których dochodziło do dużych przeciążeń. Powodowało to u pilotów zaburzenia znane jako g-loc. Widzenie ciemnego tunelu, kilkunastosekundowa utrata przytomności, a nawet wrażenie obserwowania samych siebie... spoza kabiny samolotu.

Sprawą zajął się James Whinnery, specjalista od medycyny lotniczej. Przez 16 lat na żyroskopie w Naval Air Warfare Center w Warminster w Pensylwanii kręcił do utraty przytomności ponad 500 pilotów. Ustalił, że efekt g-loc może powstać w 5,5 sekundy, a utrata świadomości trwa 12–24 sekundy i że blisko 40 procent pilotów opowiada potem o OBE.
Sprawa stała się poważna i bynajmniej niemistyczna. Zdarzają się sytuacje, w których z naszym mózgiem dzieje się coś bardzo zagadkowego. Tylko co?

Pod prądem
Spadam! O Boże, spadam! – krzyczała 43-letnia kobieta – Zapadam się w łóżko!
Neurolog doktor Olaf Blanke był naprawdę zdziwiony. Kobieta trafiła na jego oddział do genewskiego szpitala uniwersyteckiego z powodu powtarzających się ataków epilepsji. Lekarze, by określić miejsce powstawania impulsów wywołujących napady padaczki, wprowadzili do mózgu chorej elektrody. Drażnili właśnie prądem obszar jej mózgu zwany zakrętem kątowym, kiedy kobieta zaczęła doświadczać dziwnych stanów. Zdumienie lekarzy rosło wraz ze wzrostem natężenia prądu. Przy 3,5 miliampera chora stwierdziła, że znajduje się poza swoim ciałem i może je oglądać z zewnątrz. Na dodatek nogi i ręce pacjentki nie tylko wydawały się jej obce, ale dodatkowo "nieproszone" zmieniały swą długość i położenie.

Choć było to dziwne, nie było nowe. O wywoływaniu niezwykłych stanów w naszym mózgu za sprawą stymulacji elektrycznej niektórych jego obszarów pisał już w latach 50. XX wieku kanadyjski neurolog Wilder Penfield. Odkrył, że stymulacja części kory mózgowej zwanej prawym płatem skroniowym prowadzi do stanów OBE, halucynacji słuchowych, mistycznych przeżyć.
Niedawno doświadczenia te potwierdził Michael Persinger z Leurentian University w Sudbury w Ontario. Zbudował hełm, który emitował ukierunkowane słabe pole elektromagnetyczne. Zakładał go studentom ochotnikom i spisywał ich wrażenia. Rzeczywiście, stymulacja płatów skroniowych wywoływała mistyczne doznania.
Jak to możliwe?
Gdy znajdziemy się w stanie śmierci klinicznej, do naszego mózgu nie dociera tlen. Jeśli niedotlenione są na przykład części mózgu odpowiedzialne za orientację przestrzenną czy postrzeganie własnego ciała, efektem mogą być doznania takie jak OBE. Jak jednak wyjaśnić wspomnienia nieprzytomnych osób, które ponoć "widziały" i "słyszały", co się z nimi działo, gdy ich "duch" unosił się nad ciałem?

Próbę wyjaśnienia tego fenomenu przedstawia Michael Persinger. – Obszary mózgu odpowiedzialne za kształtowanie się wspomnień i pamięć to głęboko położone struktury. Jest możliwe, że w czasie, gdy kora mózgowa – bardzo czuła na niedotlenienie – już "nie działa", one jeszcze funkcjonują i rejestrują to, co dzieje się wokół nas – mówi neurolog.
Nie przeprowadzono badań, które jednoznacznie wskazałyby obszary wywołujące odmienne stany świadomości i potwierdziły wszystkie hipotezy, sporo jednak już na ten temat wiemy. Choćby to, że niewiele ma to wspólnego z mistycyzmem, a znacznie więcej z fizjologią.

Buddyści w skanerze
Czy zatem, korzystając z naukowych odkryć dotyczących tego tematu, można samemu wprowadzić się w stan OBE?
Myślę, że można. Przekonują mnie co do tego obserwacje mózgów buddyjskich mnichów i rozmodlonych zakonnic. Za pomocą medytacji i modlitwy są oni w stanie osiągnąć błogostan, poczucie bezczasowości, jedności z kosmosem i Bogiem. Niektórzy mówią nawet o opuszczeniu swego ciała.

Doktor Andrew Newberg z University of Pennsylvania obserwował za pomocą tomografu komputerowego mózgi medytujących buddystów i żarliwie modlących się sióstr franciszkanek. Co tam zobaczył?
Bardzo aktywne były obszary mózgu odpowiedzialne za skupienie. Stłumione zaś obszary przetwarzające informacje dotyczące czasu i przestrzeni. To właśnie te miejsca pomagają nam zorientować się, gdzie kończy się nasze ciało, a zaczyna reszta świata. W czasie medytacji zostały "wyłączone". Jak?

Takim doznaniom sprzyjają monotonne mantry, modlitwy, rytmiczny dźwięk bębnów, śpiew, taniec. Te bodźce pobudzają mózg, który zaczyna pracować na podwyższonych obrotach, tak jak w chwili silnego strachu. Gdy sytuacja wciąż się "nakręca", jedna ze struktur mózgu odpowiedzialna za zachowanie równowagi nagle "hamuje". Ogranicza przepływ sygnałów pomiędzy neuronami. W rezultacie niektóre obszary mózgu zostają odcięte od dopływu bodźców. A mózg, by prawidłowo działać, potrzebuje informacji. Gdy ich nie dostaje, gubi się. Nie umie określić granicy między naszym "ja" a światem zewnętrznym, nie umie odnaleźć się w przestrzeni.

Tyle nauka na temat parapsychologii. No i cóż, czy teraz, wiedząc to wszystko, pójdziesz o północy w jakieś nawiedzone miejsce? Tak, tak, wiem – racjonalnie nie ma się czego bać, ale... na mnie nie licz. Nie zamierzam prowokować własnego mózgu. Bo co, jeśli spodoba mu się życie w odmiennym stanie świadomości?

Olga Woźniak/ Przekrój Nauki
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)