Doktor Zwierz

Bioterapie stają się coraz bardziej popularne. Poddają się im dziesiątki tysięcy ludzi na świecie!

Doktor Zwierz

Rana nie chciała się goić od dwóch miesięcy. Nie pomagało chirurgiczne usuwanie martwej tkanki. Infekcja przerodziła się w gangrenę. 75-letni mężczyzna, który z takimi objawami trafił do kliniki w Jerozolimie, od blisko 50 lat cierpiał na zastój limfy. Groziła mu amputacja nogi. Miał jednak szczęście, że znalazł się pod opieką zespołu doktora Kosty Y. Mumcuoglu z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie.
Ten naukowiec od lat działa aktywnie na rzecz uznania przez oficjalną medycynę leczenia ludzi za pomocą innych istot żywych. Od roku 1999 przewodniczy Międzynarodowemu Towarzystwu Bioterapii i ma na swoim koncie wiele poważnych publikacji naukowych poświęconych korzyściom płynącym ze stosowania larw much czy pijawek. Dodatkowo promuje terapie pasożytniczymi robakami, rybami, pszczołami, pierwotniakami, a nawet bakteriami.
– Jestem przekonany, że za kilka lat bioterapia stanie się integralną częścią konwencjonalnej medycyny – powiedział "Przekrojowi" doktor Mumcuoglu. Jego zespół badawczy za pomocą larw much Lucilla sericata wyleczył u blisko 400 osób w sumie 600 ran. Jednym z pacjentów był wspomniany mężczyzna, u którego rozwinęła się groźna infekcja rany pod lewym kolanem. Codziennie aplikowano mu pakiet tysiąca larw owadów. Pozostawiano je na 24 godziny, po czym wymieniano na świeżą porcję. I tak przez pięć dni, potem dwudniowa przerwa i znów pięć dni z muchami. Białe larwy wyjadały martwą tkankę, nie ruszając żywej i zdrowej. Ból stopniowo się zmniejszał. Stan rany poprawił się na tyle, że zdecydowano się na przeszczep skóry. Do amputacji nie doszło.
– W ciągu ostatnich 4–5 lat ponad 20 tysięcy pacjentów z 2 tysięcy zakładów zdrowotnych na całym świecie wyleczono za pomocą terapii muszymi larwami – przekonuje Mumcuoglu. Tylko kilka przypadków dotyczy Polski.

Komu larwę?
Pierwszym był 10-letni Paweł, który w 2005 roku stracił nogę podczas wypadku samochodowego. W pierwszej dobie po operacji wdało się ostre zakażenie. Martwej tkanki nie można było wyciąć, bo to uszkodziłoby ważne naczynia krwionośne. W tej sytuacji profesor Marek Orkiszewski z Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Toruniu zdecydował się na zastosowanie larw much. Sprowadzał je aż z Wielkiej Brytanii, bo owady muszą pochodzić ze sterylnych hodowli, w których nie istnieje niebezpieczeństwo infekcji. Larwy much doskonale sobie poradziły z martwicą. Oczyściły ranę i pozwoliły na jej zagojenie.
Podobną kurację zastosowano dwa lata później w Katowicach. I tym razem z zakażoną tkanką rozprawiły się brytyjskie owady. A przecież i w naszym kraju można znaleźć ich hodowcę. – Na larwy much jest bardzo mały popyt – żali się "Przekrojowi" Zygmunt Dynowski, prezes firmy BIO-GEN z Opola. – Ale jestem w stanie rozkręcić biznes w 30 dni. Musiałbym jednak sprzedawać tysiąc pakietów z muchami miesięcznie.
O ile popularność muszej terapii jest w naszym kraju minimalna, o tyle leczenie pijawkami już się upowszechniło. Większość z nich także pochodzi z fermy Dynowskiego. – W kraju sprzedaję codziennie od 400 do 1200 pijawek lekarskich – chwali się prezes BIO-GEN. – Rośnie też popyt za granicą. Mam zamówienia z Niemiec, Danii, Japonii i USA. W zeszłym roku sprzedałem tam 700 tysięcy sztuk!

Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?

Pijawki lekarskie wydzielają hirudynę, która przeciwdziała krzepnięciu krwi. Jest to szczególnie pomocne dla pacjentów po przeszczepach palców, dłoni czy uszu. Powstające wtedy skrzepy mogą doprowadzić do martwicy organu. Gdyby nie pijawki, trzeba by je amputować. Te zwierzaki sprawdzają się także w leczeniu bólów reumatycznych, owrzodzeń i zapaleń żył.

Pyszna łuszczyca
Kolejnej z bioterapii, która ostatnio święci triumfy, nigdy nie da się zastosować w Polsce. By się jej poddać, trzeba jechać aż do tureckiego kurortu niedaleko miejscowości Kangal. W tamtejszych gorących źródłach żyją rybki, które w normalnych warunkach odżywiają się glonami lub planktonem. Tyle że pokarmu jest zbyt mało, by wykarmić stada parocentymetrowych pływaków. Rybki jadają więc, co się tylko da. Jednym z ich przysmaków stały się kawałki naskórka czy skóry odpoczywających w gorących źródłach ludzi. Szczególnie chętnie atakują wszelkie chorobowe zmiany, w tym wywołane przez łuszczycę. Woda przesycona minerałami zmiękcza chore miejsca. Dwa gatunki ryb odrywają lub zlizują chore tkanki. Po takiej kuracji symptomy łuszczycy zmniejszają się na blisko osiem miesięcy. Nic dziwnego, że z usług "doktora ryby", jak popularnie zwie się zwierzaki z gorących źródeł Turcji, corocznie korzystają tysiące osób.

Zszyty mrówkami
Sukcesy takich terapii zachęciły naukowców do poszukiwań kolejnych "zwierzęcych lekarzy". I to coraz bardziej zdumiewających. Trzyletnie dziecko próbowano leczyć z rzadkiej choroby za pomocą pasożytniczych nicieni tęgoryjców dwunastnicy wprowadzanych do układu pokarmowego. Pojawiły się doniesienia o przywrze, która zapobiegała rozwojowi cukrzycy u myszy.
Przypomniano też sobie o dawnych terapiach odrzuconych swego czasu przez konwencjonalną medycynę jako przestarzałe i niebezpieczne. W latach 1917–1950 leczono syfilis poprzez zarażanie ludzi zarodźcami malarii. W czasach gdy nie używano nici chirurgicznych, w niektórych rejonach świata "zszywano" rany żuwaczkami mrówek lub chrząszczy z grupy biegaczowatych.
Czy jednak powrót do bioterapii nie jest niebezpieczny? Czy owady lub pijawki rzeczywiście są równie dobre jak maści i pigułki? Doktor Kosta Mumcuoglu nie ma wątpliwości. – Nie wierzę, by larwy much i pijawki były bardziej niebezpieczne niż leki chemiczne – mówi "Przekrojowi". – Ale oczywiście każda terapia ma swoje wady. Na przykład leczenie larwami much może być bolesne, a niektóre pijawki mogą wywoływać wtórne zakażenia. Ludzie muszą wiedzieć, co robią, by nie popełniać błędów.

Wojciech Mikołuszko/ Przekrój
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/9 lat temu
a jaki zwierzak na bóle stawów?