Czy możemy wyleczyć dziecko z dysleksji?

Wielu rodziców, nauczycieli i terapeutów boi się wczesnej diagnozy dyslekcji, choć jej symptomy widoczne są już we wczesnym etapie rozwoju i edukacji dziecka. Czy objawy dysleksji mogą po prostu zniknąć? Czy dysleksja to tylko wymówka? Poznaj najczęstsze mity o dysleksji i dyslektykach!

Czy możemy wyleczyć dziecko z dysleksji?

Symptomy dysleksji

Problem braku wczesnego rozpoznania i interwencji we wcześniejszych etapach rozwoju i edukacji dziecka, choć jest realny i naglący, przez wiele lat nie był rozwiązany. Odkąd do programu dydaktycznego klasy 0 wprowadzono naukę czytania, już w wieku przedszkolnym mogły pojawić się symptomy zapowiadające specyficzne trudności w czytaniu i pisaniu na dalszych etapach kształcenia. Obecnie, gdy powrócono do jednolitego nauczania czytania i pisania w klasie I, obydwa te rodzaje trudności można zidentyfikować u 7-latków kończących pierwszy rok nauki szkolnej. Występują one w przypadku nieharmonijnego rozwoju psychoruchowego dzieci, którego przyczyną są parcjalne opóźnienia w rozwoju funkcji mających znaczenie dla opanowania umiejętności czytania i pisania.

Nieprawidłowości rozwojowe w zakresie tych funkcji mogą być dostrzeżone u dziecka już w wieku poniemowlęcym i przedszkolnym, jeśli nauczyciele i rodzice znają i dostrzegają specyfikę objawów wspomnianych deficytów rozwojowych, a także rozumieją, jakie konsekwencje mogą powodować powyższe zaburzenia w późniejszym okresie życia.

Mama na rynku pracy

Dysleksja – problem na całe życie

Problem ten uwidocznia się z całą ostrością, gdy analizujemy nie tylko tak zwaną karierę szkolną uczniów z dysleksją od klasy I aż do ukończenia studiów lub karierę zawodową, ale także doświadczenia obejmujące całe ich życie.

Diagnozując starszą młodzież i osoby dorosłe, możemy podczas wywiadu z rodzicami i samymi badanymi dokonać retrospekcji mającej na celu odtworzenie historii ich rozwoju. Jest to bardzo ważne źródło poznania istoty problemu, określane przez H. Spionek (1965) mianem diagnozy ontogenetyczno-klinicznej. Dzięki zdobytym w ten sposób informacjom możemy stwierdzić, iż osoby dyslektyczne od wczesnego dzieciństwa wykazywały w swoim zachowaniu drobne odchylenia od norm rozwojowych, na przykład późno zaczynały mówić, a jako uczniowie mający trudność z opanowaniem właściwego poziomu graficznego pisma (z dysgrafią) wyróżniali się jako „niezgraby”, co świadczy o stwierdzanym post factum opóźnionym rozwoju funkcji językowych lub motorycznych w okresie dzieciństwa. W ich zachowaniu występowały zatem sygnały – niestety, nieodczytane przez ich opiekunów – zwiastujące stwierdzane później w badaniach diagnostycznych zaburzenia rozwoju psychomotorycznego i językowego zapowiadające wystąpienie specyficznych trudności w czytaniu i pisaniu.

Polecamy: Jak pomóc dziecku w nauce mówienia?

Mity o dysleksji

Tymczasem celowość diagnozy ryzyka dysleksji, sformułowanej na podstawie badań 6-, 7- i 8-latków, nieraz podawana była w wątpliwość, podobnie jak jej trafność. Istnieje wiele kontrowersji i szkodliwych mitów wokół diagnozowania dysleksji, dysortografii i dysgrafii. Mity te blokują prawidłowe postępowanie w celu wyjaśnienia przyczyn trudności, jakie dziecko napotyka podczas uczenia się czytania i pisania.

Oto niektóre z nich:

  • ryzyko dysleksji można rozpoznawać do klasy V;
  • dysleksję rozwojową można zdiagnozować dopiero pod koniec szkoły podstawowej, a więc w klasach V–VI (wcześniej możliwe jest tylko postawienie diagnozy ryzyka dysleksji);
  • rozpoznawanie dysleksji rozwojowej we wcześniejszym okresie jest szkodliwe, ponieważ usprawiedliwia niepowodzenia w nauce i popełniane błędy i tym samym zniechęca oraz zwalnia dorosłych (rodziców i nauczycieli) z obowiązku pracy z dzieckiem;
  • rozpoznawanie ryzyka dysleksji w klasie I jest szkodliwe, ponieważ staje się przyczyną etykietowania, stygmatyzowania, piętnowania i naznaczania, a tym samym wykluczania, defaworyzowania i marginalizacji w klasie;
  • z ryzyka dysleksji wyrasta się, jego objawy cofają się samoistnie;
  • inteligentne dziecko zawsze poradzi sobie w szkole;
  • opóźnienia rozwoju mowy u chłopców nie należy traktować jako symptomu ryzyka dysleksji, ponieważ jest typowym zjawiskiem rozwojowym;
  • nie ma potrzeby powtarzania przez dziecko pierwszej klasy, bo ono w swoim czasie dojrzeje do szkoły, gdy samoistnie wyrówna opóźnienia rozwojowe;
  • wystarczy o rok odroczyć obowiązek szkolny, aby dziecko dorosło do szkoły;
  • badania przesiewowe są mało diagnostyczne, a więc niepotrzebne;
  • wystarczy badanie diagnostyczne i pomoc w nauce przed sprawdzianem, gdyż dziecko „zmądrzeje” i zrozumie, że trzeba się uczyć;
  • uczeń klasy I musi przejść do następnej klasy, bo inaczej załamie się psychicznie.

Zobacz też: Jak stres wpływa na efektywność nauki?

Fragment pochodzi z książki „Ryzyko dysleksji, dysortografii i dysgrafii – Skala Ryzyka Dysleksji wraz z normami dla klas I i II” Marty Bogdanowicz (Harmonia, 2011). Publikacja za zgodą wydawcy.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)