"Czerwone komety"

Plan Teatru Telewizji.

Choinki w pełnej krasie, światełka, dekoracje, melodie Bożonarodzeniowe i Mikołaje w czerwonych płaszczach, białych brodach, z workami pełnymi prezentów. W supermarkecie tłum kupujących.

Wydawać by się mogło, że w tym roku gorączka przedświąteczna rozszalała się do tego stopnia, że - nie zważając na chronologię - wyprzedziła Halloween i Wszystkich Świętych. Nic podobnego. Jesteśmy na planie komedii "Czerwone komety" reżyserowanej przez Andrzeja Strzeleckiego. Obsada gwiazdorska! Właśnie wzburzona Anna Seniuk i równie mocno wzburzony Piotr Fronczewski rzucają się z furią na Bogu ducha winnego Świętego Mikołaja. Fronczewski próbuje odebrać mu worek. "Gdzie są moje pieniądze!" - krzyczy. Seniuk domaga się zwrotu niejakiego Gustawa. "W stroju świętego a kłamie jak..." - wrzeszczy na Mikołaja. Nagle do akcji wkracza Małgorzata Kożuchowska i Wojciech Malajkat. Próbują zbadać sytuację. Awantura na całego! Poturbowany Mikołaj, w którym rozpoznajemy Grzegorza Małeckiego, o mało co a straciłby nie tylko worek, ale i zęby. O co w tym całym zamieszaniu chodzi? Kto jest kim? Zapytaliśmy najpierw Annę Seniuk. "Gram Margaret Kroll, żonę Piotra Fronczewskiego, moją córeczką jest urocza Małgosia Kożuchowska, a zięciem Wojciech Malajkat. Uważam, że trafiła mi się bardzo przyjemna rodzinka. Okazuje się, że mój prywatny syn też tu gra, choć w sztuce nie jest ze mną spokrewniony. Cała intryga polega na tym, że porwano mojego ukochanego kota Gustawa i zażądano za niego 10 tysięcy euro. Okupu domagają się Czerwone komety, czyli pewna organizacja, o której nie będę mówić, ponieważ zdradziłabym pointę sztuki" - wyjaśnia.

Kolejny element do układanki dokłada Małgorzata Kożuchowska: "Gram Lili Kroll. Lili jest 30-letnią zamężną kobietą, jeszcze bezdzietną. Razem ze swoją siostrą postanawia w Boże Narodzenie, że kolejne święta będą zupełnie inne niż te, które przeżywały do tej pory. W związku z czym, skrupulatnie przygotowują całą skomplikowaną, ale bardzo efektowną akcję, żeby odmienić te święta, nie tylko dla siebie i swoich najbliższych, ale w ogóle dla wszystkich ludzi. Jest to duża, spektakularna akcja. Ponieważ jest to komedia nie wszystko układa się zgodnie z planem. Wynika z tego mnóstwo zaskakujących, niespodziewanych, śmiesznych wydarzeń, zabawnych zwrotów akcji i sytuacji, w które są wciągnięci przyjaciele i rodzina. W sztuce rodzina jest co prawda austriacka, ale temperamenty iście słowiańskie. Mam nadzieję, że będzie to bardzo zabawna i przyjemna do oglądania podczas świąt sztuka". Obraz całości uzupełnia na koniec głównodowodzący akcją na planie - Andrzej Strzelecki: "Dwie dziewczyny postanowiły się zbuntować przeciwko konserwatywnej wizji świąt i wykonać w święta taki numer, który każdy zapamięta. Sztuka jest komedią posiadającą elementy farsowe. Przedstawia perypetie ludzi, którzy popadli w tarapaty w związku z jakąś sytuacją. Mnie interesuje, jak oni to rozwiążą jako aktorzy. Teatr Telewizji jest fantastyczną instytucją, która daje szansę bliskiego obcowania ze wspaniałymi aktorami. To niepowtarzalna wartość, kiedy można z bliska popatrzeć sobie na wybitnych polskich aktorów. Tak naprawdę TTV jest sztuką aktora. Blisko, intymnie, w domu, a w tym wypadku dodatkowo na wesoło".

"Czerwone komety" to sztuka napisana przez szwajcarsko-austriacki duet dramatopisarski, Andreas Sauter i Bernhard Studlar. W obsadzie, oprócz aktorów, których zastaliśmy na planie zdjęciowym, zobaczymy także Agnieszkę Włodarczyk w roli Bibi Kroll (siostra Lili) oraz Dominikę Kluźniak jako Antonię, przyjaciółkę Lili. Miejsca przed telewizorami czas zarezerwować. Teatr Telewizji zaprasza!
Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)