Błędy wychowania – jak ich uniknąć?

Wychowując nasze pociechy, najczęściej staramy się zapewnić im wszystko to, czego nam samym brakowało. To częsty, ale nie jedyny błąd, jaki popełniamy w wychowaniu. Zobacz, czego wystrzegać się w kontakcie z naszym dzieckiem.

fot. Fotolia

Jak nie wychowywać?

Większość rodziców wie dzisiaj bardzo dobrze jedno: to, jak nie chce wychowywać. Poza tym ojcowie i matki wiedzą, że chcą zapewnić swym pociechom dzieciństwo beztroskie i szczęśliwe. Współcześni rodzice (a przynajmniej ogromna ich większość) są sumienni, kochający, otwarci i zaangażowani w proces wychowawczy. A jednocześnie wychowanie potyka się w praktyce bardzo często o niepewność rodziców i o postawę wychowawczą zupełnie niedostosowaną do wieku dziecka.

Gdy młodzi rodzice realizują skwapliwie „zasadę z Baltimore” mówiącą, że niemowlę ma zawsze powód do płaczu i trzeba natychmiast reagować na ten sygnał, to może to łatwo prowadzić do całkowitej utraty struktury i rytmu, a jednocześnie do poczucia winy u rodziców, bo... być może jednak nie udaje się robić wszystkiego tak doskonale, jak by tego chcieli.

Mama na rynku pracy

Zobacz też: Historia wychowania w XX wieku

Nie ma dzieci idealnych

Gdy temat więzi zaczyna w świadomości rodziców dominować, to raczej kreują oni w sobie lęki i poczucie winy niż ufność w siły własne i w siły dziecka.Są dzieci, które mimo niepewności rodziców rozwijają się znakomicie, słuchają poleceń, idą grzecznie do łóżka, gdy przychodzi na to pora, bez marudzenia zjadają swoje porcje. Jednak coraz częściej pojawiają się w rodzinach „dzieci trudne”, które w wieku niemowlęcym przez dwadzieścia cztery godziny na dobę trzymają rodzinę w stanie ostrego alarmu, a gdy już nieco podrosną, mają straszliwe ataki złości, nieustannie protestują przeciw wszystkiemu i wszystkim. Takie dzieci zmuszają rodziców do zmiany postępowania, a zatem – by wyrazić problem pozytywnie – skutecznie stymulują ich do rozwoju wewnętrznego.

Wychowanie antyautorytarne i na zasadach patnerskich

Określenia „wychowanie antyautorytarne”, tak popularnego w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, używa się obecnie rzadko, a jeśli się ono pojawia, to raczej z odcieniem lekko pejoratywnym. Ustąpiło miejsca nowemu terminowi: „wychowanie na zasadach partnerskich”, w którym można bez trudu odnaleźć najistotniejsze cechy tego pierwszego.

Aby uniknąć nieporozumień, dodam od razu, że chyba nikt z pedagogów ani z rodziców nie wątpi dzisiaj o tym, że partnerski stosunek wychowawców do dorastającej młodzieży jest rzeczywiście znakomitą metodą i że pozwala on niejednokrotnie uniknąć konfliktów czy wręcz murów niezrozumienia w domu i w szkole. Zupełnie inaczej mają się jednak sprawy, gdy tego rodzaju styl charakteryzuje postawę wychowawczą wobec małych dzieci. W ostatnich latach można zaobserwować niepokojące zjawisko, na które zwracają uwagę psychiatrzy i psycholodzy: bardzo szybko rośnie liczba dzieci trudnych.

Zobacz też:Mamo, kup mi to, czyli z dzieckiem w sklepie

Dziecko-tyran

Pisze o tym Michael Winterhoff, którego książka Warum unsere Kinder Tyrannen werden. Oder: Die Abschaffung der Kindheit (Dlaczego nasze dzieci stają się tyranami, czyli o likwidacji dzieciństwa) odniosła w Niemczech gigantyczny sukces, co wymownie świadczy o aktualności tematu. Winterhoff zaczął pracować jako psychiatra dziecięcy w 1990 roku. Wówczas, jak pisze, zaburzenia psychiczne u dzieci miały przyczyny możliwe do prześledzenia i dające się na ogół ustalić podczas rozmowy z rodzicami. Często miały one związek z zaburzeniami psychicznymi rodziców. Obecnie mali pacjenci pochodzą w ogromnej większości z najzupełniej normalnych, pełnych rodzin, z warstwy pracującej inteligencji, a nie z marginesu społecznego. Są to dzieci w wieku szkolnym, u których rozwój psychiczny zatrzymał się na poziomie właściwym dla dziecka trzyletniego lub jeszcze młodszego. U takich dzieci nie wykształciły się, zdaniem Winterhoffa, określone funkcje psychiczne.

Formy zaburzonych relacji

Przyczyny wytworzenia się tego rodzaju przepaści między wiekiem ciała fizycznego a wiekiem psychiki widzi Winterhoff w zasadniczym „zwichnięciu relacji” pomiędzy dorosłymi a dziećmi. Wymienia on trzy podstawowe formy zaburzeń owej relacji:

  • partnerstwo (dorosły wszystko omawia i dyskutuje z małym dzieckiem, nie ma tematów tabu);
  • projekcję (dorosły chce dać dziecku wszystko, czego sam w dzieciństwie nie miał, i niezwłocznie zaspokaja wszystkie życzenia dziecka);
  • symbiozę (dziecko nie jest już postrzegane jako inna osoba, lecz jako coś w rodzaju części własnego ciała i dlatego każda krytyczna uwaga na temat dziecka, na przykład ocena nauczyciela, jest traktowana jako bezpośredni atak na własną osobę).

Winni nie tylko rodzice

Tak wychowują, pisze dalej autor, nie tylko rodzice i dziadkowie, lecz także – i to coraz powszechniej – przedszkola i konsultanci w poradniach psychologicznych. Co piąte dziecko w Niemczech jest niedojrzałe do rozpoczęcia nauki w szkole, trzydzieści procent dzieci przechodzi różnego rodzaju terapie. Dzieci pięcio- czy siedmioletnie mają znaczne zaburzenia motoryki, mowy, percepcji zmysłowej. Oprócz tego uderza całkowite nieprzystosowanie społeczne. W atakach gniewu niszczą rzeczy, rzucają się z pięściami na kogokolwiek, kto akurat znajdzie się w pobliżu, nie są w stanie wykonać najprostszych poleceń ani bawić się i uczyć w grupie rówieśników.

"Doszliśmy kroczek po kroczku do stanu wyjątkowego, do sytuacji, w której dzieci stały się wychowawcami własnych rodziców i sterują nimi zgodnie ze swymi zachciankami, nie napotykając przy tym jakichkolwiek granic. Przyczyny tego nie leżą w przyrodzonych „złych” cechach charakteru dzieci, lecz w tym, że psychicznie nie są one w ogóle w stanie uznać swego zachowania za niewłaściwe."

Czas na nowy model

Winterhoff postuluje konieczność gruntownej zmiany modelów wychowania. Rodzice powinni małymi dziećmi kierować, powinni – nie popadając w styl autorytarny – utrzymać reżyserię w swych rękach, bo pod płaszczykiem stosunków partnerskich dochodzi nagminnie do nadużyć emocjonalnych.Gdy oczekuje się od małych dzieci partnerstwa, rekompensaty negatywnych emocji, złagodzenia własnego osamotnienia czy frustracji, gdy zmusza się je do roli, którą powinien spełniać dorosły partner, to – stwierdza Winterhoff – dokonuje się deprywacja emocjonalna: odbiera się dzieciom prawo do orientacji i do wsparcia.

Fragment pochodzi z książki: "Mam czas dla dziecka. Pedagogika waldorfska dla najmłodszych. Propozycja alternatywnej kultury wychowania w domu, przedszkolu i w żłobku", Barbara Kowalewska (Wydawnictwo Impuls). Publikacja za zgodą wydawcy.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)