Bajka o igle co się zastrzyków bała

Rodzicom dzieci, które boją się zastrzyków i wizyty u lekarza, polecamy bajkę "O igle co się zastrzyków bała" Doroty Kurpińskiej. Bajka zdobyła II miejsce w konkursie bajkoterapeutycznym Serwisu ABCBaby w 2008 roku.

fot. Fotolia

Jaś jak co rano usłyszał głos mamy, która wabiła go do kuchni na poranne kakao. To był rytuał. Podobnie jak to, że na sam dźwięk jej głosu Jaś podrywał się z łóżka, bo wiedział, że to oznacza: po pierwsze początek dnia, po drugie – rychłe wyjście do przedszkola, które przecież tak lubił, a po trzecie...spotkanie z Kacprem, który miał zawsze tak zwariowane pomysły. Ale dzisiaj coś jednak było nie tak. Jaś jakby nie do końca cieszył się z tych trzech cudowności. Odkrył nawet, że nie ma za bardzo siły wyskoczyć z łóżka. Mama najwyraźniej też zniecierpliwiła się długim oczekiwaniem i delikatnie uchyliła drzwi do pokoju.

- Jasio, kochanie. Nie słyszałeś jak cię wołałam? Kakao już czeka – uśmiechnęła się mama jak zwykle najpiękniej. Pochyliła się przy tym nad Jasiem i jakoś tak dziwnie zmarszczyła czoło.

- Kotku, czy ty dobrze się czujesz? - jej uśmiech zmieszał się z troską. - Chyba masz gorączkę powiedziała, dotykając rozgrzanego czoła Jasia i bacznie wpatrując się w jego szkliste oczy.

- Nie, mamusiu, na pewno nie – jakoś zbyt szybko zaprzeczył Jaś. Bardzo mu zależało na przedszkolu – przecież Kacper ma dzisiaj przynieść tego robota, któremu ruszają się ręce.

- Tylko jakoś tam brakło mi siły – dodał już trochę markotnie, spuszczając wzrok pod naporem świdrujących i wszystkowiedzących oczu mamy.

- Trudno kochanie, zaraz zadzwonię do naszej cioci “doktor” i wybierzemy się do niej z wizytą.

- Ale mamo, ja muszę iść do przedszkola, ja muszę! Kacper miał przynieść swojego robota i nam go zadementować!

- Jasiu, chyba zademonstrować, czyli pokazać – uśmiech na twarzy mamy znów zabłysnął na moment – Kotku, pojedziemy do cioci, do przychodni, żeby sprawdzić czy wszystko z tobą w porządku. Potem zdecydujemy, czy pójdziesz do przedszkola, dobrze?

Nie było rady. Mamie nie można się sprzeciwiać. Jest taka uparta. Jak sobie coś postanowi, to tak musi być. Zupełnie jak dziecko – pomyślał Jasio.

W przychodni jak zwykle Jaś zajął się misternym układaniem klocków w poczekalni. Miał nawet towarzysza niedoli, który w kolorowych pudłach wyszukiwał dla niego kolejnych klocków niezbędnych do skończenia konstrukcji. Od czasu do czasu pokichiwał i kaszlał pod nosem, ale uśmiechał się przy zabawie jakby nigdy nic. Mama wyrwała Jasia dokładnie w momencie ustawiania ostatniego ramienia wiatraka...prawie udało mu się skończyć. Weszli do gabinetu. Jaś i tutaj znalazł sobie zajęcie i z niezwykłą uwagą segregował kolorowe naklejki do kilku pojemniczków. Od czasu do czasu dochodziły tylko do niego skrawki rozmowy mamy z ciocią “doktor”. Coś o lekarstwach i jakiś zastrzykach. Jaś raz nawet zainteresował się i zapytał:

- Mamo, a co to jest zastrzyk?

Mama jakoś nie kwapiła się z odpowiedzią, więc ciocia “doktor” wyręczyła ją i powiedziała, że zastrzyk to taka para igły ze strzykawką, która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki leczy dzieci.

Jaś zastanowił się chwilkę, ale potem chyba uznał, że jego to nie dotyczy, więc wrócił do zabawy naklejkami.

Po powrocie do domu mama wyciągnęła z torebki plik karteczek zapisanych drobnym maczkiem. Usiadła w fotelu, a Jasia posadziła sobie na kolanach.

- I co, teraz już możemy jechać do przedszkola? Kacper i robot czekają – Jaś wykrzywił buźkę w błagalnym grymasie.

- Jasiu kochanie, niestety nie możesz dzisiaj pójść do przedszkola. Ani dziś , ani jutro. Jesteś chory i nie możemy narażać twoich kolegów na to, że oni też zachorują. Rozumiesz?

Jaś najwidoczniej nie był zadowolony z takiej odpowiedzi, bo mama na widok jego zasmuconej miny przytuliła go mocniej i pocałowała w czoło. Nadal było gorące.

- Wiem, że to zrozumiesz. Musisz przez kilka dni zostać w domu. Ale mam pewien plan popatrzyła spod ciemnej grzywki na lekko zaciekawionego Jasia. - Jak tylko poczujesz się trochę lepiej, będziemy mogli zaprosić do nas Kacpra ze swoim robotem. Zadzwonię do mamy Kacpra i zaproszę ich razem.

- Tak, tak, tak – przerwał jej Jaś z niepohamowaną radością. - Zadzwoń, zaproś, teraz, teraz!!!

Polecamy również: Zabawy dla dziecka u lekarza

Bajka Tulisie. Przygoda w Słonecznej Krainie

- Spokojnie, kochanie. Nie tak prędko. Teraz jesteś jeszcze chory. A żeby wyzdrowieć i poczuć się lepiej musisz dostać lekarstwa. A żeby lekarstwa szybciej podziałały, będziesz musiał przez kilka dni dostawać zastrzyki.

Jaś zmarszczył czoło na moment. Zastrzyki. Już gdzieś to słyszał. Hmmm. Tak, to coś o tej dziwnej parze. Igła i coś tam jeszcze.

- A jak to się połyka?

Mama z trudem opanowała śmiech.

- Jasiu, zastrzyków się nie połyka. Umówiłam się z ciocią “doktor”, że codziennie będzie do nas przychodzić pani Hania i to ona będzie ci robić zastrzyk.

- Robić zastrzyk? - powtórzył Jaś już z mniejszym entuzjazmem.

- Chyba muszę ci to wytłumaczyć. - mama poprawiła Jasia na kolanach – Zastrzyki nie są bardzo przyjemne. Nie każde dziecko musi je lubić i wiesz one o tym wiedzą. Dlatego przed każdą wizytą u dziecka strasznie się boją, czy dziecko będzie na ich widok płakać. A płaczu zastrzyki nie lubią najbardziej.

Mama chyba dostrzegła, że Jaś jest zmęczony tą nagłą porcją wiedzy i musi sobie wszystko przemyśleć.

- Połóż się tymczasem w swoim łóżeczku. Ja zrobię ci ciepłej herbaty i poczytam tę historię o smokach, chcesz?

- O taaaaak – odparł sennie Jaś.

Wtulił się w miękki kocyk i podczas gdy mama krzątała się w kuchni, obmyślał sprawę zastrzyków. Tylko jego powieki robiły się coraz cięższe i cięższe. I już właśnie miał zasnąć, gdy przy drzwiach rozległ się dzwonek.

- Dzień dobry pani Haniu. Jaś właśnie położył się na chwilkę. Może napije się pani najpierw herbaty? - mama przywitała kogoś w przedpokoju.

- A bardzo proszę, biegam tak od rana i kubek herbaty dobrze mi zrobi – Jaś usłyszał rezolutny głos kobiety. Pewnie to ta pani od zastrzyków – zdążył jeszcze pomyśleć Jaś.

Potem obie zniknęły w kuchni, a Jaś mógł powrócić do swoich myśli. Nagle Jaś usłyszał z początku cichy potem coraz bardziej zawodzący szloch. Był pewien, że dochodzi z przedpokoju, który przed chwilą opuściły mama z panią Hanią. Naraz szloch przerodził się w tak okropne zawodzenie, że nie sposób było, żeby kobiety w kuchni go nie usłyszały. A jednak nikt, zupełnie nikt na niego nie reagował. Jaś wysunął się więc spod koca i powoli, bardzo powoli podszedł do drzwi swojego pokoju, wychylił głowę do przedpokoju. Oprócz kilku par butów, stał w nim jedynie czarny, nieco zniszczony kuferek lekarski (widział taki kiedyś u cioci “doktor”). Poza tym nikogo, kto mógłby tak płakać.

Polecamy też bajkę: Kubeusz, smok zielony co okrutnie był przeziębiony

- To dziwne – pomyślał Jaś – mógłbym przysiąc, że ten płacz dochodzi z kuferka. Nawet się trochę trzęsie.

Jaś nie zastanawiał się długo. Podreptał do kuferka, uchylił go delikatnie i powoli zajrzał do środka.

Płacz na moment przycichł, ale potem jakby powrócił ze zdwojoną siłą.

- Ciiiiiii, cicho – zasyczał Jaś do środka kuferka – przestań tak płakać.

Dopiero teraz dostrzegł na dnie kuferka malutką, cieniutką igłę, która trzęsła się okrutnie i przytulała się raz po raz do stojącej obok rurki. Wydawało się jakby ta nieco tylko grubsza i wyższa przezroczysta rurka pocieszała maleńką towarzyszkę z kuferka.

- Dlaczego robicie tyle hałasu i w ogóle kim wy jesteście? - zapytał Jaś strojąc srogą minę.

- Jestem strzykawka, a to jest igła, i przyszłyśmy tutaj na zastrzyk – odrzekła rurka, a igła znów zaczęła zawodzić. Trzęsła się przy tym tak okropnie, że cały kuferek trząsł się razem z nią.

- Ale dlaczego ona tak płacze – Jaś nie dawał za wygraną.

- Wiesz, to z emocji. Od naszych sióstr, które były już u innych dzieci słyszałyśmy opowieści jak wyglądają zastrzyki u dzieci. One nas nie lubią, nikt nas nie lubi. Dzieci płaczą na nasz widok i nie chcą nas... boją się nas - strzykawka też jakby zaczynała się rozklejać, więc Jaś szybko zapytał:

- Ale dlaczego? Ciocia “doktor” mówiła mi dzisiaj coś o was, ale nie do końca rozumiem, dlaczego nikt was nie lubi. Czego tu się bać, przecież jesteście takie małe – Jasiowi żal się zrobiło obu.

- No właśnie nie wiemy dlaczego – odezwała się wreszcie igła – Jak tylko pani Hania zakłada mnie na strzykawkę i zanurza w lekarstwie, dzieci zaczynają tak przeraźliwie płakać, że ja już na samą myśl o płaczu zaczynam się trząść. I wtedy jest jeszcze gorzej, bo trudno nam zrobić zastrzyk. - igła znów zaczęła łkać.

Polecamy też: Bajka o tym, jak Gucio oswoił Strach

Jaś pomyślał przez moment i podjął decyzję.

- Zaraz, zaraz. Przestańcie. Przecież dzisiaj przyszłyście na zastrzyk do mnie, tak?

- No tak – igła i strzykawka odpowiedziały niepewnie razem.

- No, a ja nie płaczę na wasz widok, tak?

- Noo, tak – igła ze strzykawką patrzyły to na siebie to znów na Jasia, który mówił dalej.

- Przestańcie więc się mazać – tak mówi do mnie mama, gdy zaczynam płakać bez powodu – i posłuchajcie. Ja się was nie boję. A to do mnie przyszła pani Hania z zastrzykiem. I wcale nie chce mi się płakać na wasz widok. No chyba, że z żalu nad wami. Ale się powstrzymam, bo nie chcę byście znów zaczęły wydzierać się tak okrutnie. Poza tym chce mi się spać i nie chcę żeby mi ktoś przeszkadzał. - stanowczo powiedział Jasio – Nawet Zuzia z mojej grupy nie płacze tak głośno jak wy. Tego nie da się znieść – dodał jeszcze na zakończenie.

I poczłapał sennie do swego łóżeczka. Po drodze jeszcze przemknęła mu przez głowę myśl, że swoją drogą coś nie tak, żeby dziecko musiało uspokajać innych, podczas gdy dwie dorosłe osoby spokojnie gwarzą sobie w kuchni. Odszedł zostawiając zdziwioną igłę i jeszcze bardziej zdumioną strzykawkę w kuferku. Obie milczały.

...

Gdy znów się obudził zobaczył nad sobą dwie twarze kobiet. Jedna była mamą, druga..pewnie panią Hanią, bo w ręce trzymała strzykawkę z igłą. Poznał je od razu. Nie słyszał jednak tym razem żadnego płaczu.

- Kochanie, pani Hania przyszła na zastrzyk. Nic się nie bój – powiedziała mama spokojnie.

- Wiem, wiem, przecież wiem, że one nie mogą się mnie bać. Nie będę więc płakał – tymi słowami zwróciła się jakby do strzykawki i igły.

Mama z panią Hanią wydawały się trochę zaskoczone, ale nie dały na długo po sobie tego poznać. Pani Hania pochyliła się tylko nad Jasiem i po chwili powiedziała:

- Już po wszystkim. Byłeś Jasiu bardzo dzielny.

- Wy też – Jaś uśmiechnął się do strzykawki i igły. I mógłby przysiąc, że przez moment zobaczył nieśmiały uśmiech na jednej i drugiej.

Tylko mama przyglądała się baczniej Jasiowi i znów położyła rękę na jego czole. Uśmiechnęła się potem i dodała:

- Naprawdę dzielny jesteś Jasiu. Teraz spróbuj zasnąć, a ja odprowadzę panią Hanię do drzwi.

Jaś jeszcze przez moment wspominał rozmowę z igłą i strzykawką, i nadal dziwił się, dlaczego dzieci tak płaczą na ich widok. Przecież one są takie małe...

Polecamy też: Dobre i złe zabawki

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)