Mity o ciąży i porodzie

Opowieści i przepowiednie dotyczące ciąży i porodu są stare jak świat. Teraz się z nich śmiejemy, ale warto pamiętać, że przez wiele pokoleń były obowiązującą normą zachowania. Część przetrwała do dziś.

Mity o ciąży i porodzie
W dawnych czasach kobiety często zachodziły w ciążę i rodziły w trudnych warunkach. Nie mogły liczyć na pomoc lekarza i nie miały tej wiedzy medycznej, jaką my dziś dysponujemy. Starały się więc w miarę możliwości zabezpieczyć siebie i dziecko.

Z drugiej jednak strony spotykały je liczne restrykcje, które – jak pisał w pracy „Słowiańskie obyczaje rodzinne” Jan Bystroń – wynikały z faktu, że menstruacja, ciąża i połóg były okresami nadzwyczajnymi, niezrozumiałymi dla ówczesnego człowieka, a przez to budziły lęk. Widząc odrębność takich kobiet, starano się je wyłączyć poza nawias społeczeństwa, ponieważ stan ten mógł być, jak sądzono, niebezpieczny dla innych.

Tego nie było wolno
Ciężarne i położnice spotykało mnóstwo zakazów. Dotyczyły one wykonywania pewnych zajęć gospodarskich, np. czerpania wody z ogólnej studni, zaczyniania ciasta czy obróbki mięsa, a nawet stąpania boso po polu. Bano się, że w ten sposób kobieta w odmiennym stanie może zanieczyścić te rzeczy. Nie mogła ona też sama nosić przy sobie, np. w fartuchu, jaj, gruszek, jabłek, grochu, soczewicy, a także kartofli. Dobrze natomiast, gdy miała zawiązany w rąbek koszuli ząbek świeżego czosnku.
Nic z tego dziś nie pozostało? Otóż nie do końca. Tak jak dawniej unika się np. proszenia na druhnę czy matkę chrzestną tej, która nosi w sobie dziecko. Niby w to nie wierzymy, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże.
Ciężarnej nie wolno było przysięgać, czasem też wchodzić do kościoła (mogła stać w kruchcie lub w tzw. babińcu). Dla dobra dziecka miała unikać przechodzenia przez rozstajne drogi, a ze względu na możliwość sprowadzenia nieurodzaju – przez trzy miedze po kolei. Niewskazane było pojawianie się na dworze po zachodzie. Światło księżyca mogło sprawić, że dziecko będzie lunatyczne i tępe. Na wszelki wypadek nie należało od kobiety przy nadziei niczego pożyczać, ale też jej z kolei nie wypadało niczego odmówić, bo – jak wiemy – w domu odmawiającego zalęgną się myszy. Echem zakazu pożyczania od ciężarnej może być przesąd, by nie dzieliła się jedzeniem, bo po rozwiązaniu może nie starczyć pokarmu dla dziecka.
Całkiem współczesnym magicznym zabiegiem jest dotykanie brzucha ciężarnej – takie otarcie się o tajemnicę życia ma ponoć przynosić szczęście, zwłaszcza tym kobietom, które same starają się (na razie bez powodzenia) o dziecko.

Najdziwniejsze zdarzenia podczas porodu - rozmawiaj na forum!

By urodziło się zdrowe
Odwróceniu uwagi złych mocy od mającego przyjść na świat malca służył zakaz gromadzenia rzeczy dla niego. W wielu regionach dawnej Polski (i nie tylko), brzemienna ukrywała swój stan aż do rozwiązania. Na Rusi do tego stopnia, że położną wzywano do porodu pod innym pretekstem! Z tego samego względu nie można było głośno wypowiedzieć imienia dziecka wcześniej niż dopiero na chrzcie. To w tym właśnie ma swój początek przesąd pokutujący do dziś, że wyprawkę należy kupować po narodzinach malucha.

Niech będzie ładne
– Najsilniejszym przesądem dotyczącym kobiet przy nadziei, który przetrwał do naszych czasów, jest obawa przed zapatrzeniem – wyjaśnia Barbara Ogrodowska z Muzeum Etnograficznego w Warszawie. – Nie wolno patrzyć w ogień, bo dziecko będzie miało znamię (naczyniaka). Na osoby ułomne czy nieszczególnie obdarzone urodą – bo dziecko urodzi się podobne do nich. Tym oczywiście tłumaczono wszelkie dysfunkcje noworodków, ale też... nadmierne podobieństwo do sąsiada. Wiarę w zapatrzenie wyśmiewała już Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, opisując w swojej sztuce ciotkę, która potajemnie wynosi z domu młodych małżonków modną parasolkę z rączką w kształcie głowy buldoga... – Wierzono, że zapatrzenie się na zwierzę jest niebezpieczne – potwierdza etnograf. – Dziecko mogło być do niego podobne, ale też przejąć złe cechy charakteru. W naszym języku do dziś przetrwały porównania, według których można być chytrym jak lis, głupim jak osioł, hałaśliwym jak pies lub kogut czy leniwym jak kot.
W obawie przed owinięciem się nienarodzonego maleństwa pępowiną mama nie mogła przechodzić pod sznurem od bielizny czy drabiną. Urodzeniem kosmatego dziecka groziło przestąpienie ogona leżącego psa, a tzw. zajęcza warga była dowodem, że matka w ciąży nastąpiła na coś ostrego, np. siekierę.

Chłopiec czy dziewczynka?
Współczesne metody diagnostyczne skutecznie wypierają z codziennego życia wróżby dotyczące wad płodu, które można leczyć już w łonie matki, ale także płci dziecka. A był to drugi co do ważności obszar, na którym kwitły przesądy. Nierówne traktowanie synów i córek (kobiet i mężczyzn) sprawiło, że płeć dziecka, zwłaszcza pierworodnego, była sprawą honoru. Jak pisze Wojciech Eichelberger w „Kobiecie bez winy i wstydu”, splendor dania życia mężczyźnie spływał na matkę.
Dziś, gdy role społeczne są coraz bardziej wymieszane, nie ma to większego znaczenia. Kształcą się, realizują zawodowo i stanowią podporę rodziców zarówno córki, jak i synowie. Nadal jednak ciotki i babcie z kształtu brzucha i stanu urody matki potrafią wywróżyć płeć jej nienarodzonego potomka. I tak: duży brzuch, nieposzerzający talii, ale idący do przodu, i ładna cera wróżą syna, który wyrywa się od mamy ku ojcu. Natomiast córkę, która ma „odbierać urodę matce”, zwiastuje niewielki brzuszek (dzidziuś tuli się do mamusi) i znacząca zmiana całej sylwetki. Niektórzy dziewczynkę wróżą z brzucha dużego, tylko – inaczej niż na chłopca – szerokiego, poszerzającego sylwetkę mamy. Prognozuje się także z ruchów: jeśli energicznie kopie, zwłaszcza w górze brzucha, to chłopiec, odwrotnie – dziewczynka.
Sprawdź! Przegląd bielizny dla kobiet w ciąży i karmiących

Sposoby na łatwiejszy poród
Trudnego, bolesnego porodu w czasach, gdy nie znano znieczulenia, bało się wiele kobiet. Stąd cała masa zabiegów mających ułatwić dziecku przyjście na świat, a matce oszczędzić bólu. Jan Bystroń pisze, że powszechnym zwyczajem w tym względzie było rozwiązywanie rzeczy splątanych, zasupłanych, otwieranie zamkniętych. Pisał: „Na Białej Rusi, gdy kobieta czuje pierwsze bóle, rozbierają ją, rozpinają, rozplatają warkocze. Otwierają carskie wrota (w cerkwi), bo wierzą, że Matka Boska śpieszy na pomoc rodzącej z rozwianymi włosami. Podobnież żydzi polscy otwierają, przy zbliżaniu się rozwiązania, szafy i szuflady; jeśli to nie pomaga, wybijają okno”.
Żeby przyspieszyć rozwiązanie, kładziono siekierę pod łóżko lub nóż pod prześcieradło. Chodziło nie tylko o to, że są to ostre narzędzia, ale też o fakt, że ostrza wykonane są z żelaza. Ten metal miał posiadać właściwości ochronne. Podobno boi się go nawet diabeł. W zamożniejszych i bardziej oświeconych domach siekierę i nóż zastąpił... pierścionek lub złoty pieniądz. Kruszec miał spełniać to samo magiczne zadanie.
Bardzo ważne było też odpowiednie zabezpieczenie noworodka przed złymi mocami. – Prowadziłam badania etnograficzne na Suwalszczyźnie w latach sześćdziesiątych – opowiada Barbara Ogrodowska. – Starsze kobiety opowiadały mi, że skutecznym według nich zabiegiem chroniącym zdrowie nowo narodzonego dziecka było przyłożenie maleństwa do łożyska, które następnie należało potajemnie zakopać daleko od domu jako „nieczyste”. Natomiast pępek (pępowinę), który miał odwrotne – przynoszące szczęście – znaczenie, dobrze było trzymać za świętym obrazem, który wówczas wisiał w każdej izbie.
Do dnia dzisiejszego od uroku i złych mocy chronić ma noworodka czerwona wstążeczka zawiązana na rączce albo przyczepiona do wózka czy też poręczy łóżeczka. Stary ludowy obyczaj i przesąd splata się tutaj z całkiem nową modą na feng shui, w którym czerwone wstążeczki także mają magiczne, ochronne znaczenie.

Niesamowite, ale prawdziwe
Każda kultura, każda społeczność czy grupa etniczna ma swoje własne obyczaje, tradycje, czasem zupełnie niezwykłe. Nie znacie? To posłuchajcie...
• Tata w bólach. W niektórych kulturach w czasie porodu mąż kładł się do łóżka (w innym pomieszczeniu) i wił się z bólu, współprzeżywając z rodzącą cierpienie. Praktyka ta, zwana kuwadą, charakterystyczna była m.in. dla plemion celtyckich przed przyjęciem chrześcijaństwa. Było to odbicie wysokiej pozycji społecznej kobiety w społeczeństwach Celtów.
• Dziwne losy łożyska. Po dziś dzień łożysko postrzegane jest jako coś wyjątkowego – przez wiele miesięcy podtrzymuje przecież życie dziecka w łonie mamy. W niektórych miejscach na świecie istnieje zwyczaj wykopywania w ziemi dołka, do którego wkłada się łożysko, a na pierwsze urodziny dziecka sadzi się w nim drzewo. W innych społecznościach istnieje z kolei ceremonia zjadania łożyska przez rodzinę noworodka.
• Położnica na kolanach męża. Obecność ojca przy porodzie to dziś normalna rzecz. Jednak do lat 60. XX wieku (a w Polsce aż do początku 90.) w większości kultur zarówno ojcowie, jak i inni mężczyźni (z wyjątkiem lekarzy) nie mogli przebywać w miejscu porodu. Wyjątkiem od tej reguły byli Poleszucy z Polesia. Tam żona rodziła, siedząc na kolanach męża. Wiele w tym było racji. Bo, jak wskazują współczesne badania, obecność ojca przy porodzie zmniejsza stres rodzącej kobiety i ryzyko wystąpienia u niej depresji poporodowej, umacnia więź psychiczną między rodzicami, a nawet – zmniejsza liczbę powikłań medycznych w trakcie porodu!
• Oby tylko nie za wcześnie. W dawnej Polsce poronieniu lub przedwczesnemu porodowi przeciwdziałało pójście na rozstaje dróg, objęcie Bożej Męki (czyli krzyża przydrożnego), odmówienie trzech zdrowasiek, trzech „Wierzę w Boga” i wreszcie trzykrotne jej pocałowanie. Trzeba pamiętać, że wcześniaki miały wtedy minimalne szanse na przeżycie – dlatego, w obliczu słabości medycyny, uciekano się do wszelkich, nawet irracjonalnych sposobów.
• Dobre znieczulenie. Wśród staropolskich środków znieczulających był np. placek z pszennej mąki rozczynionej w zimnej wodzie, rosół ugotowany z całego koguta lub wódka zmieszana z tłuszczem. Na przedłużający się poród lub kłopoty z urodzeniem łożyska aplikowano rodzącej okłady z kobylich odchodów, a doustnie – wróble łajno w proszku. Okadzano kobietę ziołami, a także wkładano jej do ust welon Matki Boskiej, czyli kawałki płótna dostarczane przez zakony.
• Pokarm dla malucha. Przed wiekami w Polsce pokutował przesąd, że siara (czyli pokarm produkowany w piersiach przez pierwsze doby po porodzie) nie służy dziecku. Noworodka przystawiano do piersi dopiero po trzech dniach. Do tego czasu karmiono go mlekiem z żółtkiem lub oliwą z cukrem. Na ilość pokarmu, wedle ówczesnych przesądów, miał wpływać napar z mchu zebranego spod krzyża na rozstaju dróg.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)