POLECAMY

Pracujesz po godzinach? Tym nie zdobędziesz serca szefa!

Poznaj 3 powody, dla których lepiej nie zostawać po godzinach!

Pracujesz po godzinach? Tym nie zdobędziesz serca szefa! fot. Fotolia

Utarło się przekonanie, że zostawanie po godzinach podoba się przełożonym. Bo przecież jeśli pracownik zostaje dłużej, to wykonuje dodatkową pracę, co powinno być korzystne dla firmy. Jak się okazuje, zostawanie po godzinach (tych niepłatnych) może nie spodobać się twojemu pracodawcy. Brzmi dziwnie, ale tak bywa coraz częściej.

Zobacz, dlaczego pracujemy po godzinach 

1. Zostaje po godzinach – nie wyrabia się z pracą!

Jeśli w ciągu 8 godzin swoje pracy nie zdążyłaś zrobić wszystkiego, co zrobili inni pracownicy, to czym się wtedy zajmowałaś? Tak pomyśli sobie każdy świadomy szef! Może zamiast pracy, przesiadywałaś na Facebooku, paliłaś papierosy lub plotkowałaś? A może po prostu jesteś mało wydajna? Może ta praca nie jest dla ciebie? Może trzeba cię zwolnić? Taki ciąg myślowy pojawia się w głowie wielu szefów. To dlatego warto jest nie przesadzać z nadgodzinami. Dla własnego, dobrego wizerunku.

2. Zostaje po godzinach – nie ma życia prywatnego i hobby!

Przesiadujesz w pracy do 20, chociaż wszyscy wychodzą o 17? Twój szef może uznać cię za kompletną nudziarę i człowieka bez pasji. Pamięta, że w dzisiejszych czasach na rynku pracy docenia się kreatywność. Żaden szef nie chce pracować z robotem, który nie widzi nic innego oprócz swojego biurka i tony obowiązków firmowych.

Jak to jest z lizusami: lubimy ich, czy niekoniecznie? 

3. Zostaje po godzinach – lizus!

Zostawanie po godzinach może być też odebrane jako podlizywanie się. Twój szef może pomyśleć, że wyznajesz zasadę: „Zostaję po godzinach, jestem pracownikiem miesiąca. Wszyscy powinni mnie kochać”. A prawda jest taka, że nikt za lizusami nie przepada i bardziej byłabyś doceniona, gdybyś swoje obowiązki wykonywała na czas, nie po godzinach.

Tagi: nadgodziny
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/rok temu
Mało tego, jest dużo problemów później z tymi nadgodzinami, często pracodawca nie chce wypłacić, szczególnie gdy robi się z nich niezła suma. Ja tak miałam i musiałam skierować sprawę do sądu. Całe szczęście, że miałam dobrego adwokata, który znał się na swojej robocie (pan T. Tomaszczyk z Warszawy jakby komuś był potrzebny) i dostałam te pieniądze, ale jednak przeprawa była trudna. Gdybym wiedziała to nigdy nie zgodziłabym się na nadgodziny!