POLECAMY

„Wychowałam syna na nieodpowiedzialnego dziecioroba.” Przeczytajcie historię Marii...

Żony mojego syna... przeczytaj prawdziwą historię z życia wzięte

/ 3 miesiące temu
„Wychowałam syna na nieodpowiedzialnego dziecioroba.” Przeczytajcie historię Marii... fot. Fotolia

Jako osoba starej daty uważam, że powinno się kochać raz i do końca życia. Młodzi są chyba innego zdania. Szczególnie mój syn.

Zawsze wydawało mi się, że dobrze wychowaliśmy naszego syna. Był grzecznym dzieckiem, nie sprawiał kłopotów wychowawczych, dobrze się uczył. Właściwie wszystko było prawie idealnie. Dopiero na pierwszym roku studiów sprawił nam przykrą niespodziankę. Nagle oznajmił, że się zakochał, jego dziewczyna, Małgosia, jest w ciąży i on zamierza się żenić.
Oboje z mężem doznaliśmy szoku. Jarek sam był jeszcze dzieckiem, a chciał zostać mężem i ojcem! Nie mieściło nam się to w głowach. Ale kiedy pierwszy szok minął, stwierdziliśmy, że skoro młodzi się kochają, będzie dziecko, chcą brać ślub, to niech biorą.

Zobowiązaliśmy się pomagać im finansowo, żeby Jarek nie przerywał studiów. Niestety, syn studiować już chyba nie chciał.

Mieszkali z nami rok po ślubie i przez ten czas jakoś te studia ciągnął. Potem nagle mu się odwidziało. Oznajmił, że się wyprowadzają, a on do spółki z kolegą zakłada własny biznes. Pokłócił się wtedy z ojcem, bo mąż był bardzo przeciwny tym planom. Zagroził, że nie da mu już ani grosza, ale nie pomogło.
– Właśnie nie chcę, żebyś musiał mnie utrzymywać! – krzyknął Jarek. – Dlatego się wyprowadzamy i sam będę zarabiał na swoją rodzinę. Nie potrzebuję łaski!
Małgosia chyba nie była pomysłami Jarka zachwycona, ale nie protestowała.
Syn wynajął mieszkanie i zabrał żonę i córeczkę. Razem z tym swoim kolegą rzeczywiście założyli firmę remontowo-wykończeniową i pomału ją rozwijali.
– Przecież on się na tym w ogóle nie zna – wzdychał mój mąż.
– Nie martw się, kochanie – pocieszałam go. – Dorosły jest, da sobie radę.
Andrzej tylko kiwał głową, ale chyba nie za bardzo wierzył w możliwości i samodzielność naszego jedynaka.

Firma jednak jakoś prosperowała. Po roku, może trochę dłużej, Jarek wziął kredyt, kupił działkę i zaczął budować dom. Był coraz bardziej zajętym człowiekiem, przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Rodziców prawie nie miał czasu odwiedzać, widywaliśmy go tak rzadko, jakby mieszkał za granicą, i to daleko. Małgosia odwiedzała nas czasami z córeczką, ale nie wyglądała najlepiej. Była ciągle smutna i przygaszona.

Hej, mamo, to ja. Córka, którą zostawiłaś. Od 24 lat próbuję zrozumieć, dlaczego...

Próbowałam ją pytać, co się dzieje, ale wyraźnie unikała odpowiedzi. Kiedy dom był już prawie wykończony, okazało się nagle, że firma Jarka ma długi, które trzeba natychmiast spłacić. Syn wystawił go na sprzedaż, a zaraz po dokonaniu transakcji oznajmił nam, że rozwodzi się z Małgosią.
– Jak to się rozwodzicie? – Andrzej patrzył na niego gniewnie. – O czym ty, dzieciaku, mówisz? Dlaczego? A Zosia?
– Daj spokój, tato. Jestem dorosły, mogę robić, co uważam za odpowiednie.
– Odpowiednie?! – Andrzej podniósł głos. – Ty masz dziecko, panie dorosły.
– Z Zosią będę się widywał.
– Ale dlaczego, synu? – zapytałam cicho.
– Po prostu nie pasujemy do siebie z Gośką i już – wzruszył ramionami i nie chciał dalej ciągnąć tego tematu.
Następnego dnia spotkałam się z synową i dowiedziałam się, że Jarek  ma kochankę i zamierza zakładać nową rodzinę.
– Może jeszcze dałoby się coś zrobić, Małgosiu? – spytałam, ale ona tylko pokręciła głową z rezygnacją.
– Chyba już nawet nie chcę nic z tym robić, mamo – powiedziała po bardzo długim milczeniu. – Jarek już od dawna w ogóle się nami nie interesuje, to małżeństwo od
początku było pomyłką.

Nie powiedziałam nic Andrzejowi

Narzekał ostatnio na serce, nie chciałam, żeby się denerwował. Czekałam, aż syn sam nam o wszystkim powie, ale on się nie spieszył. Pewnie sądził, że skoro jest taki dorosły, to nie musi się rodzicom spowiadać.

Po rozwodzie od czasu do czasu przywoził do nas Zosię, w sumie dość nieregularnie. Poza tym wyglądało to najczęściej tak, że zjadał razem z córką obiad u nas, a potem zaraz gdzieś jechał, zostawiając małą.
Zosia chyba nie miała dobrego kontaktu z ojcem, bo nigdy nie nalegała, żeby ją ze sobą zabrał. Przykro było na to patrzeć.
– Ja wolę zostać z tobą, babciu – powiedziała, kiedy pewnego dnia ją o to zapytałam. – Nie lubię cioci Grażyny.

W ten sposób dowiedziałam się, jak ma na imię nowa narzeczona mojego syna.

O ich ślubie dowiedzieliśmy się także już po fakcie. Po prostu przywiózł ją do nas i przedstawił jako swoją żonę. Patrzyłam na męża i zastanawiałam się, kiedy wybuchnie.
– Jak to, żona? – Andrzej wyglądał jednak na zadziwiająco spokojnego.
– Wczoraj wzięliśmy ślub – wyjaśnił Jarek.
– I nie przyszło ci do głowy, że należałoby rodziców o tym fakcie zawiadomić?
– Przecież właśnie zawiadamiam.
– A może wypadało nas także zaprosić na uroczystość, nie sądzisz? – nie potrafiłam powstrzymać sarkazmu.
– Daj spokój, mamo, to był tylko cywilny ślub. Piętnaście minut w urzędzie i po
sprawie. Nie robiliśmy wesela.
Czułam się dotknięta. Andrzej też, ale powiedział głośno przy młodych, że skoro synowi nie zależy na obecności rodziców, to on się napraszał nie będzie.

Kilka tygodni później dowiedziałam się, że nasza druga synowa jest w ciąży.

Tym razem na świat przyszedł chłopiec. Jarek był bardzo zakochany w synku i zupełnie zapomniał o Zosi. Spotykaliśmy się z nią, ale już z własnej inicjatywy. Dzwoniłam do Małgosi, żeby nam ją podrzuciła albo mąż jeździł i przywoził wnuczkę na weekend. Kiedy dwa lata po narodzinach Antosia przyszła na świat Amelka, wydawało się, że wszystko się uspokoiło. Jarek kochał swoje nowe dzieci i wyglądało na to, że Grażynę również bardzo kocha. Zosia już od dawna zostawała nieco z boku, ale cóż poradzić?
Niestety, mniej więcej w czasie, kiedy Amelka skończyła dwa lata, a Antoś cztery, Grażyna wpadła do nas pewnego dnia rozhisteryzowana i roztrzęsiona.
– Jarek ma kochankę – oznajmiła.
– O czym ty mówisz? – patrzyłam na nią przerażona i zastanawiałam się, czy wszystko się powtórzy. – Skąd o tym wiesz?
Otóż tego ranka do Grażyny przyszła młoda dziewczyna w zaawansowanej ciąży i oznajmiła wprost, że będzie miała dziecko z jej mężem. Prosiła, żeby Grażyna dała Jarkowi rozwód, bo oni bardzo się oboje kochają i nie mogą bez siebie żyć.
– Rozmawiałaś z Jarkiem? Może ta dziewczyna kłamie? – spytałam z nadzieją.
Grażyna płakała i kręciła głową.
– Nie płacz – prosiłam. – Uspokój się i opowiedz wszystko po kolei.
– Już opowiedziałam – wydusiła z siebie. – Nie widziałam się jeszcze z Jarkiem.
– Więc najpierw z nim porozmawiaj, może to wszystko nieprawda – sama nie wierzyłam w to, co mówię, bo niby dlaczego jakaś dziewczyna miałaby wymyślać takie rzeczy.

Kontrowersyjne i... zapadające w pamięć. Oto 9 najlepszych scen seksu w historii kina!


Jarek jednak wszystkiemu zaprzeczył. Uparcie powtarzał, że to nie jest jego dziecko. W końcu przyznał się, że owszem, raz jeden przespał się z Lilką, ale dziecko na pewno nie jest jego. Nie wierzyłam w to ani ja, ani mąż. Grażyna chyba również, ale tak bardzo kochała Jarka, że wybaczyła mu albo starała się wybaczyć.
Lilka natomiast nie miała zamiaru odpuścić. Zresztą wcale się nie dziwiłam, na jej miejscu postąpiłabym tak samo. Po urodzeniu dziecka podała Jarka do sądu o ustalenie ojcostwa. Nasz syn długo upierał się, że mała nie jest jego. Nawet kiedy po zrobionych badaniach zapadł wyrok i oczywiście uznano małą Agnieszkę za córkę Jarka, ten zaparł się, że alimentów nie będzie płacił.

Dopiero, kiedy Lilka usiłowała podać o alimenty nas jako dziadków, mąż wpadł w szał.

Wystraszyłam się, że dostanie ataku serca albo wylewu, tak się zdenerwował. Natychmiast zadzwonił do Jarka. Krzyczał, że on nie będzie za niego świecił oczami, ani spalał się ze wstydu i Jarek ma się ogarnąć.
– Stary chłop jesteś, a zachowujesz się jak gówniarz! – złościł się. – Umiałeś zrobić dziecko, to powinieneś je teraz wychować!
Jarek chyba chciał coś powiedzieć,
ale ojciec nie pozwolił mu na to.
– Milcz! – krzyknął. – Milcz, jak do ciebie mówię! I nawet nie próbuj zaprzeczać. Agnieszka jest tak do ciebie podobna, że niepotrzebne były żadne testy!
Całą tę awanturę mąż ciężko odchorował. Kilka dni leżał w łóżku i ciągle skakało mu ciśnienie. Po tygodniu pojawił się Jarek. Przeprosił nas oboje i obiecał, że będzie
płacił alimenty na Agnieszkę.
– Ty nie dla nas powinieneś to robić, tylko dla własnego dziecka – stwierdził mąż.
Ja milczałam, sama już nie wiedziałam, co myśleć. Dziecko powinno mieć ojca, to było oczywiste, tylko co na to Grażyna? Wcale nie byłam pewna, czy jej reakcja będzie pozytywna. I nie myliłam się.
Odkąd Jarek zaczął płacić regularnie alimenty, nagle nabrał ochoty na spotkania z najmłodszą córką. Trudno powiedzieć, czy Grażyna była zazdrosna o spotkania z Agą, czy o to, że przy okazji spotykał również Lilkę. W każdym razie coraz częściej się żaliła, że Jarka nigdy nie ma w domu, że wiecznie gdzieś znika. Starałam się jakoś wszystko łagodzić, jednak czasami puszczały mi nerwy.

"Mąż to nie tylko wybranek serca. To też przyjaciel. Teraz wiem, że romans to podwójny błąd" - historia Barbary

Któregoś razu synowa oznajmiła:
– Mamo, on więcej czasu poświęca tej małej, niż własnym dzieciom...
– Co ty pleciesz, Grażynka – nie wytrzymałam. – Przecież Aga też jest jego własna.
W Grażynę jakby piorun strzelił.
– Jaka własna?! Jaka własna?! – krzyczała. – Własne to są w domu, w rodzinie. A mama go jeszcze broni. Nie dosyć, że mnie zdradził z tą dziumdzią, to jeszcze wiecznie do niej lata! Tylko udaje, że do małej, a on do tej pindy... Już ja wiem!

Wcale nie chciała mnie słuchać. Ona wiedziała swoje i koniec. Po jej wyjściu po prostu się rozpłakałam.

– Nie mam już sił... – chlipałam, siedząc w kuchni, a mąż podawał mi chusteczki.
– Nie zamartwiaj się, kochanie – usiłował mnie pocieszać. – Przestań o nich już myśleć. Dorośli są, sami podejmują decyzje i sami za nie odpowiadają.
– Oni tak, ale dzieci?
– Dzieci mają rodziców, Marysiu. My już chyba nic nie możemy zrobić.
W sumie wiedziałam, że ma rację, ale nie potrafiłam przestać się martwić. Postanowiłam porozmawiać z Jarkiem, lecz jak się szybko okazało, nie był to najlepszy pomysł.
– Chyba rozstaniemy się z Grażyną, mamo – stwierdził mój syn, a ja przez chwilę miałam wrażenie, że nie mogę oddychać.
– Jarek – szepnęłam. – O czym ty mówisz? Jesteście rodziną, macie dwoje dzieci.
– Z Lilką też mam dziecko.
– Zamierzasz być z Lilką?
– Zamierzam – przytaknął.
– A Grażyna? Ona cię kocha.
– Ale ja już nie mogę z nią wytrzymać. Nic, tylko wiecznie ma pretensje, o wszystko.
– Zastanów się jeszcze – poprosiłam.
– Może dajesz Grażynie powody...
Ale syn tylko machnął ręką.
Wieczorem opowiedziałam wszystko mężowi. Wysłuchał mnie spokojnie, a zaraz potem powiedział, że on ma już dość i nie chce mieć z tym wszystkim nic wspólnego.
– Jak to nie chcesz mieć nic wspólnego? – oburzyłam się. – To twój syn, twoje wnuki!
– Daj spokój, Marysiu – westchnął. – Wygląda na to, że mamy już trzecią synową, a może będziemy mieć jeszcze ze trzy. Kto to wie? Nie będę się przywiązywał do wszystkich. Nie mam ochoty przez miłości naszego syna nabawić się zawału.

Niewiele czasu minęło, jak do naszego mieszkania zapukała Grażyna.
– Jarek się wyprowadził – oznajmiła w drzwiach i rozpłakała się głośno.
Było mi jej żal, ale co miałam poradzić? Przecież nie mogłam nakazać synowi, żeby wrócił do domu, bo by mnie nie posłuchał. Mogłam jedynie zaparzyć melisy i wysłuchać rozżalonej synowej.
– Powiedział, że już mnie nie kocha, że jestem zaborcza i go ograniczam. A on się ograniczać nie da, potrzebuje wolności i dlatego ode mnie odchodzi. Będzie płacił na dzieci, ale nie będzie już z nami mieszkał – opowiadała, raz po raz pociągając nosem.

Od tej pory Jarek odwiedzał nas z Lilką. Prawie nigdy nie przychodził sam. Wyglądali na zakochanych, ale z Grażyną też tak kiedyś wyglądali. Na pierwszym wspólnym obiedzie mój mąż zakomunikował głośno:
– Mam nadzieję, synu, że to już będzie nasza ostatnia synowa. Nie mamy z matką ani sił, ani ochoty na więcej.
Lilka zaczerwieniła się lekko, a Jarek pocałował ją w rękę i przytulił.
– Na pewno, tato, my z Lilą już przeszliśmy swoje, chcemy być razem.
Mąż pokiwał głową, jakby chciał powiedzieć: "Poczekamy, zobaczymy".
Wygląda jednak na to, że nasz syn naprawdę się wyszumiał i Lila zostanie jego ostatnią żoną, czy raczej partnerką, bo o ślubie na razie nie mówią. Od Grażyny dowiedziałam się niedawno, że Jarek złożył w końcu papiery o rozwód.
– Nie dam mu rozwodu! – oznajmiła ze złością. – Nie ożeni się z tą dziumdzią!

"Że też trzeba prawie umrzeć, żeby przejrzeć na oczy... Niech moja historia będzie przestrogą dla was"

Milczałam, bo tak naprawdę było mi wszystko jedno, czy Jarek ożeni się z Lilą, czy zostanie jak dotąd. Polubiłam tę sporo młodszą od mojego syna dziewczynę, tak samo jak lubiłam jego poprzednie żony. W tym związku było jednak coś innego, może rzeczywiście Jarek w końcu dorósł?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)