Zdrada oczami kobiety zdradzonej - przejmujący list do kobiet zdradzonych przez partnerów

płacząca kobieta fot. Adobe Stock
Zdrada boli bardziej niż mogłam kiedykolwiek przypuszczać, rozrywa na kawałki, odbiera oddech. Ale warto walczyć o każdy wdech i wydech. Po kilku miesiącach okazuje się bowiem, że jest życie po zdradzie. Jakie? To już zależy od was…
Magda Roszkowska / 11.03.2018 20:04
płacząca kobieta fot. Adobe Stock

Dziś mija pięć miesięcy, około 21 tygodni, od chwili, kiedy dowiedziałam się o zdradzie. To chyba dość długo, a pamiętam tamten dzień bardzo dobrze. Pamiętam, jak przeczytałam mejla od kochanki mojego męża o ich 8-letnim romansie. Pamiętam naszą krótką rozmowę telefoniczną, kiedy ona mówiła o szczegółach z mojego życia, które tylko on znał…

List do kochanki mojego męża. Prawdziwy...

Nie pamiętam dobrze kolejnych dni. Czarna dziura, ból, odrętwienie, nienawiść do siebie samej, obrzydzenie do siebie, ból, ból, myśli tym, jak oni się kochali… To wszystko się miesza.

Samotność po zdradzie jest straszna...

Nigdy nie zapomnę zapłakanych oczu moich dzieci. Przerażonych. Choć są już nastolatkami, starały się być bardzo dzielne, tuliłam je do snu. Potem sprawdzałam, czy śpią, gasiłam światło. Zamykałam drzwi, sprawdzałam, czy drzwi wejściowe dobrze zamknięte…

Bardzo szybko poczułam ogromne zmęczenie. Wszystko, wszystko tylko na mojej głowie. Lekarz, pies, chleb, żarówka, zebranie. Budzenie i usypanie. Zapalanie świateł rano i ich gaszenie przed snem. Wszystko sama. Sama w dużym małżeńskim łóżku. Sama, sama…

Wstydziłam się i wstydzę się do dziś, że tyle godzin z życia zabrałam moim przyjaciółkom. Dzwoniłam do nich, płakałam w słuchawkę, wyłam, krzyczałam. Ale bez tego nie dałabym rady.

Nadal jest koszmarnie trudno. Wciąż nie umiem znienawidzić mojego męża. Wciąż za nim strasznie tęsknię. Najtrudniejsze są te różne święta…

Święta po zdradzie bolą najbardziej 

Dzień Wszystkich Świętych samotnie na cmentarzu i ta myśl, że nasze dzieci będą miały rodziców w różnych grobach. Albo pierwsze Boże Narodzenie osobno. Po 20 latach współnych Wigilii, ta osobno. Albo Sylwester. Nowy Rok witaliśmy razem od 25 lat. Ten przywitałam z córką, jej koleżanką i z przerażonym psem. I z tymi wszystkimi myślami. Nad nimi pracuję. Kilka miesięcy wizyt u mądrej psycholog. Uczę się inaczej myśleć, analizować, zostawiać to, co było…

W pierwsze walentynki (przysięgam, to było dokładnie tego dnia) przyszedł list z sądu o tym, że na koniec maja ustalono termin naszego rozwodu. Ja wniosłam pozew o rozwód bez orzekania o winie. Mam nadzieję, że uda się to zrobić na jednej rozprawie. Sąd ma orzekać o tym, czy byłam winna tego, że on zdradzał mnie tyle lat? Ja to wiem sama. 

Co mnie przez te 5 miesięcy najbardziej zaskoczyło? Milion rzeczy. Ale były też… dobre.

Dobre były głosy, sygnały od innych zdradzonych kobiet, które się do mnie odezwały. Wcześniej znałyśmy się przelotnie. W pracy, mijałyśmy się w recepcji czy w sklepie pod domem. I nagle dostaję mejle od nich. Cholernie intymne.

Słyszałam co Cię spotkało, ja pół roku wcześniej też to przeszłam. Nie czuj się winna, idź do psychologa, musisz sobie pomóc.

Wow. Zamarłam. Zdecydowałam się odpowiedzieć i… bardzo dużo mi to dało. Albo takie słowa:

Czytałam twój list do kochanki męża i płakałam. Przypomniał mi się koszmar, który przeżyliśmy kilkanaście lat temu. Tylko, że my zostaliśmy razem. Była terapia i dużo pracy…

5 kobiet. 5 kobiet (nie przyjaciółek, nie bliskich koleżanek) odezwało się do mnie, opowiedziało swoje historie i dało bezcenne wsparcie.

Patrzę na nie - piękne, mądre, wspaniałe kobiety. Silne. Spełnione zawodowo. Pełne uroku. Chciałabym nimi być. Gdybym nie wiedziała, co przeszły, przechodzą… 

Jedne z nich zostały z mężami, inne się rozstały. Rozwody z orzekaniem o winie lub bez. Każda historia jest inna.

Co nas łączy?

  • Ból, kiedy okazało się, że byłyśmy zdradzane.
  • Siła, bo przetrwałyśmy.
  • I pewność, że nie jesteśmy winne tym zdradom.

I to właśnie chcę powiedzieć wszystkim zdradzonym kobietom: NIE JESTEŚCIE winne zdradzie!
Zgadzam się z tym, że za kryzysy w związku zwykle odpowiadają obie strony. Po połowie, różnie. Ale każdorazowo decyzję o tym, że okłamie żonę, że pójdzie do łóżka z inną kobietą, podejmował facet. Zdradzie winien jest ten, kto zdardza. Nikt inny. 

Dlaczego zdardzał? Czegoś mu brakowało w związku? Może. Ale przecież mógł powiedzieć. I - najważniejsze pytanie - czy sam dawał kobiecie wszystko to, czego ona potrzebowała? Może nie było seksu na stole, bo on zwyczajnie nie pomagał kupić chleba... Banalne? Życiowe raczej. 

Błagam, nie dajcie sobie wmówić, że gdybyście inaczej się zachowywały, on by nie zdradzał. On jest dużym chłopcem i sam podjął takie decyzje!

I jeszcze jedno: nie bójcie sie mówić, pisać o tym, co przeżyłyście. I uwierzcie, że obok jest wiele kobiet, które przechodzą podobne piekło. Czy to pocieszenie? Nie! Ale patrząc na inne kobiety, które sobie z tym już poradziły, łatwiej wam będzie walczyć o kolejne, oby dobre, dni. 

Jeśli zechcecie podzielić się swoją historią z innymi kobietami - piszcie na adres redakcja@polki.pl. Opublikujemy wasze listy (anonimowo!) na Polki.pl i będą wsparciem dla innych dziewczyn!

Polecamy!  LIST OD CZYTELNICZKI „Pragnę nowego życia, ale inni spisali mnie na straty. Tak wygląda życie porzuconej żony i samotnej matki?”
Potrzebowałam czasu, by pokochać syna - prawdziwa historia młodej matki

 

Redakcja poleca

REKLAMA