POLECAMY

„Za miesiąc mój ślub, ale ja kocham innego. Chcę uciec, ale boję się, że wszystkich zranię”

Miało być, jak w bajce. Jest koszmarnie. Mama podekscytowana z przyszłą teściową układają menu. Ja płaczę na przymiarkach sukni ślubnej. „Teraz już musisz być odpowiedzialna” twierdzi starsza siostra.

/ 3 miesiące temu
„Za miesiąc mój ślub, ale ja kocham innego. Chcę uciec, ale boję się, że wszystkich zranię” fot. Fotolia

Pochodzę z niedużej miejscowości na północy Polski. Tu świat jakby się zatrzymał. Siostra boi się zostawić męża alkoholika, bo „co ludzie powiedzą, on przecież nie bije”. Ja, lat 30, byłam wiecznym niepokojem mojej matki. Bo nie mam męża, bo tylko zajmuje się karierą. Ona tego nie rozumiała. Życie poświęciła wychowaniu mnie i mojego rodzeństwa. Ojciec życie spędzał na kanapie.

„Jest moją przyjaciółką, powinna pożyczyć mi te pieniądze!” - czy na pewno taki jest obowiązek przyjaciół?

Mojego narzeczonego znam jeszcze z liceum. Miły, dobry chłopak. Tak o nim myślałam. On zawsze się we mnie podkochiwał. Ale wyjechaliśmy na studia do innych miast, więc nasze drogi się rozeszły. Mijały lata, ja się zakochałam na studiach, Wojtek też miał jakąś dziewczynę. Spotkaliśmy się dwa lata temu, przypadkiem, oboje przyjechaliśmy na święta do domu. Byłam po rozstaniu, więc szybko „wtuliłam się” w jego ciepło, troskę. Bo tej dobroci nie można mu odmówić, i dlatego cierpię jeszcze bardziej, gdy myślę, że mogę go zranić.

Przeżyliśmy wspaniały, dobry czas, on się oświadczył, a ja powiedziałam: „tak”. Wydawało mi się przez chwilę, że czuję miłość, ale teraz chyba wiem, że to nie jest miłość tylko troska, przyjaźń. Nigdy nie czułam magicznego pożądania, nie zapierało mi tchu w piersiach. Jesteśmy fajną parą przyjaciół.

Dwa miesiące temu poznałam faceta. Spotkanie w pociągu, dosłownie zwaliło mnie z nóg. Jego też. Od razu powiedziałam mu, że mam narzeczonego. Ale jakie to ma znaczenie? Dałam mu telefon, od tego czasu rozmawiamy codziennie. Widujemy się też, choć nie ma między nami żadnej fizyczności. On wydaje mi się dużo bliższy psychicznie. Kocha podróże, jak ja, jest odważny, ryzykuje, prowadzi własną firmę. Jasne, nie znam go do końca. Ale jest między nami totalna chemia, której nigdy nie czułam do Wojtka. A Wojtek? Wojtek jest wciąż dobry, wciąż kochany, stara się. Moja rodzina go uwielbia, jego mama uwielbia mnie. Pół naszej miejscowości ma być na naszym ślubie, bo oboje mamy duże rodziny. Wszyscy przeżywają, że jesteśmy wspaniałą parą. Tylko moja jedna przyjaciółka powiedziała: „zwariowałaś, ty go nie kochasz jeśli teraz masz wątpliwości”.

Duszę się w domu z dzieckiem... Chcę poczuć, że żyję!

W ostatni weekend maja wesele, a ja jestem w panice. Nie wiem, jak z tego wybrnąć. Próbowałam rozmawiać ze starszą siostra. Powiedziała, że każda kobieta ma wątpliwości przed ślubem, że muszę być dojrzała i odpowiedzialna, że nie mogę zranić Wojtka. Po jej mowie pomyślałam, że ma rację. Może ludzie nie powinni wychodzić za mąż z wielkiej miłości tylko z powodów racjonalnych decyzji? Mama wyszła za mąż z miłości i to nie była jej najlepsza decyzja, co zawsze powtarza. Innych mężatek nie znam na tyle, żeby zadawać im tak osobiste pytania.

Jest mi tylko cholernie smutno, że nie umiem cieszyć się tym ślubem, że serce wali mi na myśl o innym, a żeby kochać się z narzeczonym muszę wcześniej się napić wina.

Proszę, nie chcę ocen. Ja po prostu zupełnie nie wiem, co mam zrobić.

Polecamy:

Dlaczego wszyscy uważają, że skoro bierzemy ślub po 6 miesiącach znajomości, to wpadliśmy?
I
nne poruszające, prawdziwe historie w dziele Z życia wzięte na Polki.pl 

 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (8)
/2 miesiące temu
11 lat temu Przezylam dokladnie to samo.Po przeszlo 4 latach i zaawansowanych przygotowań do ślubu poznałam JEGO. Zostawilam narzeczonego i wszyscy się na mnie "zawiedli" ale po ok roku im przeszlo.uznałam ze albo teraz odejdę albo nigdy i nie będę szczęśliwa.Postawiłam wszystko na jedną kartę bez pewnosci ze sie uda.Udało się i nie żałuję. Gdybym miała się cofnac i zdecydować jeszcze raz to postapilabym dokładnie tak samo.Od 8 lat jestesmy razem :-)
/3 miesiące temu
Latwo doradzac, mowic innym jak i co zrobic. Jakkolwiek zrobisz bedzie to twoja decyzja i to ty bedziesz musiala za to zaplacic.
/3 miesiące temu
Łatwo się mówi, zwiewaj, zrezygnuj... Ja też pochodzę z małej miejscowości i rozumiem co masz na myśli...historia do opowiadania na następne 4 pokolenia... Z drugiej strony jestem mężatką kilka lat i jakby nie nasza miłość to nieraz małżeństwo wisiałoby na włosku. Tym bardziej jeśli poznałaś kogoś innego. Nikt Ci nie powie co masz zrobić ale jeśli chcesz zrezygnować to zrób to teraz i szczerze porozmawiaj z narzeczonym. Przygotuj się też na piekło. Jeśli nie teraz to już nigdy nie dasz rady.
POKAŻ KOMENTARZE (5)