„Narkotyki zabiły mojego chłopaka. Gdyby nie to, pewnie sama zaćpałabym się na śmierć”

Uzależnienie od narkotyków fot. Adobe Stock
Nie macie pojęcia, jak łatwo jest polubić narkotyki. Człowiek fajnie się czuje i nie myśli, że za jakiś czas bez tego nie będzie już umiał żyć. Nie myśli zwłaszcza wtedy, gdy ma naście lat. Tak jak ja.
/ 24.11.2020 14:34
Uzależnienie od narkotyków fot. Adobe Stock

Robię bilans swoich życiowych zysków i strat. Tych drugich jest dużo, dużo więcej. Zawiodłam rodzinę, przyjaciele mnie opuścili, chłopak, którego kochałam, nie żyje... A co zrobiłam ze sobą? Gdzie się podziała dawna Magda, ładna i uśmiechnięta? Wyglądam okropnie.

Wypadły mi zęby, mam straszne problemy z cerą i włosami, zrujnowane narządy wewnętrzne. Zawaliłam szkołę. W całym tym koszmarze tylko jedno mnie cieszy: wreszcie odezwała się do mnie siostra, z którą nigdy nie byłam w dobrych stosunkach. Tylko że to można było osiągnąć innym sposobem.

Początki nałogu były proste

W domu miałam wszystko, czego chciałam. Ulka też, ale ojciec wyraźnie faworyzował mnie, co bez skrupułów wykorzystywałam. Ciuchy, kosmetyki, płyty, gry komputerowe, imprezki – na nic mi nie brakowało. Uczyłam się średnio, więc musiałam nadrabiać korkami, za które oczywiści płacił tatko. Ula za to była najlepsza w klasie, więc w naturalny sposób rodzice poświęcali jej mniej uwagi. Wiem, że czuła się o mnie zazdrosna i… chyba naprawdę miała o co.

W przeciwieństwie do siostry zawsze kumplowałam się głównie z chłopakami. Byłam ładna, więc chętnie się ze mną pokazywali. Kiedy jednak poznałam Maćka, wsiąkłam na amen. Staliśmy się nierozłączni.

I Ulka, i rodzice nie przepadali za moim ukochanym. Tacie nie podobało się, że jest starszy ode mnie, a mama mówiła, że to szpaner. Lecz im więcej na niego wygadywali, tym bardziej zacinałam się w przekonaniu, że właśnie z nim chcę spędzić swoje życie. Naprawdę wierzyłam, że tak będzie.

To właśnie z Maćkiem pierwszy raz spróbowałam amfy. Były moje szesnaste urodziny, zaplanowaliśmy zrobić sobie z tej okazji rajd po klubach.
– Weź – powiedział. – Po tym będziesz mogła szaleć całą noc.
Jeszcze w domu na podręcznym lusterku usypał wąziutką ścieżkę czegoś, co wyglądało jak cukier puder, i pokazał mi, jak to zrobić.

Posłusznie wciągnęłam proszek i… zatkało mnie, ale już po chwili poczułam się niesamowity przypływ energii. Mogłabym góry przenosić! Tamtej nocy balowaliśmy aż do rana. W domu rodzice zrobili mi za to mega awanturę, ale olałam ich. Gra była warta świeczki. Dopiero gdzieś tak w południe euforia minęła, a zaczął się ból głowy i okropne swędzenie skóry. Naskoczyłam na mamę, że to pewnie przez ten jej nowy płyn do prania.

Kolejna impreza - kolejna kreska

Ta amfa to miał być pierwszy i ostatni raz. Jednak kolejne imprezy oznaczały kolejne dragi. Koledzy Maćka wciągali parę razy w tygodniu, a my z nimi.

– Zmieniłaś się – zaczęła narzekać Kama, moja przyjaciółka. – Jesteś całkiem jak nie ty.
Miała rację. Ja sama to widziałam, ale źródło swoich humorów i nerwowości upatrywałam w stresie, nie w narkotykach. Już nie wyobrażałam sobie zabawy bez amfy.

Tata wyjechał na zagraniczny kontrakt, w domu zostały mama i Ula. Żadna z nich nie miała pojęcia, co naprawdę się ze mną dzieje; ja sama zresztą też nie. Moje stany po „fecie”, objawiające się sennością i apatią, mama tłumaczyła dorastaniem. Nie zauważyłam, kiedy wszystko przestało mnie cieszyć. Nie zdawałam sobie sprawy, że obsesyjnie myślę o samobójstwie. Trwałam przy życiu tylko po to, żeby się naspidować. I wciąż wydawało mi się, że kontroluję sytuację.

Maciek coraz częściej prosił mnie o pieniądze. Kochałam go, więc mu je dawałam. W pewnym momencie jednak nawet mnie zaczęło brakować kaski. Pojawił się lęk. Dzień bez dopalacza? Ja tego nie przeżyję!

Kiedyś zaczepił mnie w pubie jeden z kumpli Maćka:
– Jeden mój koleś jest piekielnie nieśmiały i sam nie zagada do dziewczyny. Może poszłabyś z nim do kina? Nie za darmo, oczywiście, za kaskę.
– Odwal się – w pierwszej chwili aż zatkało. Jak on śmie! Mam przecież Maćka! Ale po namyśle…

Nieśmiałek okazał się średnio przyjemnym typkiem. Jednak spoko: kino to tylko kino, nic więcej. Dostałam parę dych, akurat na działkę. Odtąd stało się to moim stałym sposobem na podreperowanie budżetu w trudnych chwilach.

Niestety, po paru tygodniach gościowi przestało wystarczać trzymanie się za rączki, doszły więc macanki i obleśne pocałunki. Po powrocie do domu długo szorowałam się pod prysznicem.

Do szkoły chodziłam w kratkę, zawalałam klasówki i sprawdziany. W trzeciej klasie liceum nie sklasyfikowano mnie aż z siedmiu przedmiotów! Olałam to, szkoła to już nie był mój świat. Chcą mnie wywalić? Proszę bardzo!

W domu coraz częściej dopadały mnie totalne zwałki. Czasem nie wstawałam z łóżka kilka dni z rzędu, nie myłam się, nie jadłam. Mama w końcu zorientowała się, że to nie przelewki, zaczęła ciągać mnie po lekarzach, wymuszać na mnie jedzenie, domagać się obietnic, że już nigdy nie sięgnę po dragi. Bez przerwy się kłóciłyśmy. W końcu wkurzyłam się na maksa i wyprowadziłam do babci. Od tej pory Ulka przestała poznawać mnie na ulicy, a ja zostałam kompletnie bez kasy.

Facet od kina chciał coraz więcej i więcej. Potrzebowałam pieniędzy, więc godziłam się na rzeczy, na wspomnienie których wciąż chce mi się rzygać. Usprawiedliwiałam jednak sama siebie, że przecież nie mam wyjścia.

Jedna impreza zmieniła mój tok myślenia

Tamtego wieczoru pojechaliśmy całą paczką na imprezę w klubie techno. Zapowiadała się niezła jazda! Mimo że wzięliśmy podwójne dawki, Maciek doprawił to jeszcze jakimiś prochami.
– Żeby dalej odlecieć – powiedział z uśmiechem.
Szybko straciłam go z oczu. Tańczyłam jak w transie, kiedy przez tłum przecisnął się do mnie jeden z naszych kumpli.
– Magda, Maciek leży w kiblu i się trzęsie – krzyknął.

Poszliśmy tam razem. Rzeczywiście, mój chłopak wyglądał, jakby miał atak padaczki. Był cały mokry od potu, miał nieobecny wzrok, nie dało się z nim nawiązać żadnego kontaktu. Totalne zejście! Zaryczana zaczęłam go cucić, ktoś wezwał pogotowie. Zmarł w karetce.

Nie wiem, jak tamtej nocy dotarłam do domu, ani jak przetrwałam następne dni. Chciałam pójść na pogrzeb, ale nie byłam w stanie. W każdej chwili ktoś przy mnie był – albo mama, albo Ula. Nic nie mówiły, po prostu były obok. Chyba właśnie tego potrzebowałam. Po tygodniu zdecydowałam się na odwyk.

Było strasznie. Ciało bez amfy bolało tak, że cały czas wyłam. Jakby rozszarpywano mnie na części. Wszystko mnie swędziało, co zjadłam, zaraz zwymiotowałam, włosy wypadały mi garściami. W dodatku musiałam pracować, bo to była część terapii.

Od dwóch lat jestem czysta. Nie wiem, jak długo wytrwam w abstynencji, nie zastanawiam się nad tym. Po prostu codziennie mówię sobie: „Dziś nie biorę”, i tyle. Ale wiem jedno: chcę żyć. Dla rodziców i Uli. Dla siebie.

Przeczytaj więcej listów do redakcji:„Czekaliśmy na dziecko 12 lat. Syn urodził się 10 tygodni wcześniej z poważną wadą serca. Dlaczego los tak mnie pokarał?”„Moja żona zmarła przy porodzie. Ja nie byłem gotowy zostać samotnym ojcem i po prostu oddałem córkę do adopcji”„Zaszłam w ciążę w wieku 15 lat i bardzo długo to ukrywałam. Bałam się reakcji rodziców”

Redakcja poleca

REKLAMA