POLECAMY

Mąż bardziej kocha matkę niż mnie. Czy to jest normalne? [LIST DO REDAKCJI]

Mieliśmy wyjechać, ona się rozchorowała, mieliśmy wyjechać na święta, ona się rozpłakała. Na pocieszenie zabrał ją do Pragi. Nie jesteśmy parą, jesteśmy trójkątem. Ja, dzieci, wszystko jest mniej ważne od niej. Pozwala jej ingerować w nasze życie, a ja czuję, że współczucie, które miałam, zamienia się w złość i niechęć.

Listy od Czytelniczek / 3 tygodnie temu
Mąż bardziej kocha matkę niż mnie. Czy to jest normalne? [LIST DO REDAKCJI] fot. Fotolia

Czy to jest normalne, że ponad trzydziestoletni mężczyzna dzwoni do mamy z każdą sprawą? Czy to normalne, że to jej mówi najpierw o zmianie pracy, awansie? Czy to normalne, że teściowa szantażuje chorobami? Zwariuję niedługo, naprawdę. 

Jeśli myślisz, że historie o teściowych są wyssane z palca, to przeczytaj moją. Co mam robić? Nie chcę stracić męża!

Jest niedzielny poranek, o 9.00 dzwonek do drzwi, zwlekam się z łóżka zła, chciałabym chociaż raz się wyspać. Za drzwiami ona, przywiozła świeże bułki, kawę. Wpada do kuchni, otwiera szafki, zmywarkę. „Ależ tu bałagan” mruczy. Stoję w piżamie i mam ochotę powiedzieć: „Spadaj, babo”. Ale tylko patrzę bezmyślnie i czuję, jak wielka kula stresu narasta w żołądku. Za chwilę wstaje on, lekko zdziwiony, że wpadła, ale jak zawsze ciepły dla niej i serdeczny. „Zostaniesz na śniadanie” - pyta. Zamykam się w sypialni, z pokoju dochodzą głosy dzieci: „O babciaaaaa” rzucają się na nią. Oczywiście, cieszą się, bo znów przyniosła słodycze, których ja im zabraniam. 
Znów popsuła mi niedzielę, bo doskonale wiem, że wyjdzie dopiero popołudniu. 

„Czy tu musi być taki syf?” Jak matki potrafią psuć życie dorosłym córkom i jak to przetrwać radzi... dorosła córka

Podczas wspólnego czasu słyszę, że: nie ogarniam domu („Chodź, pomogę ci pozmywać”, „daj ręcznik papierowy, pokaże ci, jak umyć lustro w łazience, żeby nie było smug”), nie ogarniam dzieci („mówiłam, że Antek za bardzo się garbi, no i te oczy”), nie ogarniam męża („powinnaś go zmusić do badań”). Wieczorem pęka mi głowa.

Jednocześnie nie potrafię powiedzieć mężowi, że mam dość. Bo zawsze myślę co się stanie, gdy sama zacznę się starzeć? Może będę, jak ona? Nie chcę psuć ich więzi, nie mam sumienia, ale w efekcie oddalam się od męża i ustępuje teściowej miejsca.

Jak przestać być panią Miłą i nauczyć się mówić "nie"!

Gdy, go poznałam widziałam, jak bardzo związany jest z matką, ale myślałam, że to dobrze. „Patrz, jak facet traktuje matkę, bo tak samo potraktuje ciebie” mówią. A on ją szanował, często do niej dzwonił, liczył się z jej zdaniem. Na początku ją lubiłam, nawet chciałam się jej przypodobać. Wydawała mi się silna, pewna siebie, elegancka. Różniła się od mojej mamy. Kochanej, ale prostej.

Tylko, że moi rodzice nie wtrącali się w nic, ona we wszystko. Na studiach udawałam, że wielu rzeczy nie widzę. A powinnam przecież widzieć, że steruje życiem mojego ukochanego. Dla niej wciąż był małym synkiem, którego można pouczać jaką ma wybrać pracę, z kim się spotykać, jak spędzać czas. Nie przepadałam za nartami, więc jeździł z nią. Sama usłyszałam, jak kiedyś powiedziała: „Kobieta, która nie lubi jeździć na nartach i nawet nie chce się nauczyć? Dziwne”. Jednocześnie wszystko robiła subtelnie: ach, nie sądzisz, synku, że kobieta powinna to, i tamto powinna. Ja w tym wieku… I on potem wracał do domu, niby z troską mówił: „powinnaś stawiać sobie wyzwania, to niedobrze, gdy kobieta…”.

Mieszkanie z teściową? Nie, dziękuję!

Kochałam go do szaleństwa, więc akceptowałam to. Pobraliśmy się, urodził się nam syn, potem córka. Wszystko przy jej nieodłącznej asyście. Zawsze wiedziała wszystko najlepiej. Jak mam karmić, przewijać, co podawać na kolki. Osaczała mnie. Wszystko w białych rękawiczkach…

Kilka razy próbowałam rozmawiać z mężem. Delikatnie. Usłyszałam, że ona ma tylko nas. Więc przestałam mówić cokolwiek. Ale czy to moja wina, że ona ma tylko nas? Czy muszę brać za to odpowiedzialność?

Patrzę na teściowe moich koleżanek. Może być lepiej, gorzej, ale nie są takie. A przede wszystkim postawa ich mężów jest innych. Mój mąż potrafi wyjechać na dwa dni z mamą do Pragi, bo ona nikogo nie ma, a my sobie poradzimy. Gdy ja prosiłam, żebyśmy wyjechali do Pragi, powiedział, że ma obłęd w firmie i za kilka miesięcy.

Czuję się jakbym każdego dnia przegrywała z nią walkę o mężczyznę. Przecież to jest chore, bo jestem żoną, a ona matką. Dlaczego matki kochają za bardzo? Dlaczego tak się wtrącają? Jak przerwać ten zaklęty krąg i postawić im obojgu granice? I co to jest zdrowa relacja matki dorosłym synem, bo sama już nie wiem. Nie mam brata.

Polecamy! O miłości, która jest za duża. Dlaczego matka powinna się w pewnym momencie wycofać z życia syna

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/3 tygodnie temu
Doskonale Cię rozumiem. Dla mnie to są zaborcze matki, które kochaja swoich synków chorą miłością. Przecież nie dla siebie synów wychowują, to jest normalna kolej rzeczy, że syn poznaje kobietę, zakłada z nią rodzinę. Oczywiście normalne ale nie dla nich. Teściowe nie mogą pogodzić się z tym, że inna kobieta zabrała im syna. U mnie małżeństwo rozpadło się właśnie przez teściową i dodatkowo jeszcze siostrę byłego. Na każdym kroku dawał mi do zrozumienia, że matka i siostra są najważniejsze, że one są jego rodziną. A ja i nasze dziecko, kim my byliśmy dla niego? Nawet usłyszałam od niego, cyt.: "mama powiedziała mi, że matkę masz jedną a żon możesz mieć kilka ". Oczywiście wybrał matkę a mnie i dziecko zostawił. Z biegiem czasu żałuję, że już wcześniej go nie zostawiłam. Tkwiłam w tym toksycznym związku ze względu na dziecko.
/3 tygodnie temu
Zostawic takiego faceta. Zostawic i nie zastanawiac sie czy mozna inaczej, czy mozna go zmienic i czy bedzie lepiej. Nie mozna go zmienic, matka nie pozwoli, bo tak jej wygodniej, a on bedzie z chorej milosci dziecka akceptowal jej zachowanie. Zostawic i wciskac mu dzieci kiedy tylko mozesz - niech sie babcia zajmuje i synem i wnukami. Bo uklad, w ktorym on biedniutki wroci do mamci jest dla nich swietny. Jeszcze mozesz sprobowac zaczac walczyc z matka jej wlasna bronia - nieoczekiwanie podwozic jej dzieci, nie reagujac na protesty, zalatwic jej wczasy z wnukami, niech jedzie i niech sie bawi. Porozmawiac spokojnie, ale jasno, ze to zle, ze kobitea taka jak ona nie ma wyzwan, tylko zyje cudzym zyciem, niszczac to zycie zreszta. Przeciez jest mloda, wyksztalcona i moze zyc samodzielnie, a jesli jej trudno to moze chce by pomoc jej zalatwic jakis osrodek opieki geriatrycznej. Ze jezeli nie zmieni swojego zachowania to zostawisz jej syna z dziecmi i zamienisz jej i jemu zycie w pieklo. Ale nie liczylabym na wiele - po prostu nie wie co ma ze soba zrobic, jest zazdrosna, znudzona swoim zyciem i chce dokopac innej. Taka jest prawda. Nie warto psuc sobie zycia, nie warto czekac, bo nic sie nie zieni, a bedzie jeszcze gorzej - za ktortki czas moze okazac sie, ze mamuska nie moze samodzielnie mieszkac, ze musi zamieszkac u Was np. Nie zmienisz tej relacji, nie masz szans. Tak zostal wychowany, dobrze mu z tym i nigdy inaczej nie bedzie. I nie chodzi tu o szacunek i wdziecznosc dla rodzica, ale o wygodnictwo i niedojrzalosc. Zostaw faceta i nawet nie zaluj, bo nie warto
/3 tygodnie temu
Dodam jeszcze , ze tez rozmawialam z nim milion razy ale zawsze konczy sie to klotnia tez jest po trzydziestce. Juz sama nie wiem co robic...
POKAŻ KOMENTARZE (1)