POLECAMY

Muszę zbierać na wakacje za granicą! Czy nie ma innego sposobu, bym mógł widywać córkę?

Przeczytajcie prawdziwą historię Karola. Czy jego córka będzie materialistką, jak jej matka?

/ 5 miesięcy temu
Muszę zbierać na wakacje za granicą! Czy nie ma innego sposobu, bym mógł widywać córkę? fot. Fotolia

Ty chyba żartujesz? Nigdy na to nie pozwolę! – krzyknąłem. Gdy moja była żona powiedziała mi, że przeprowadza się do Anglii, po prostu dostałem szału. – Ty sobie jedź, gdzie chcesz, ale Marianna zostaje w Polsce! – zakomunikowałem jej. Marianna to nasza córka. Kiedy Elżbieta znalazła sobie absztyfikanta na Wyspach, mała miała tyko dziesięć lat i była moim kochanym słoneczkiem. Tylko dzięki niej związek z Elką miał jakiś sens. Tylko dzięki niej przetrwałem rozwód. Bo moja żona okazała się obłudną, pozbawioną serca zołzą.

Kiedy ją poznałem, pracowała jako ekspedientka w sklepie obuwniczym. Nienawidzę zakupów, ale czasami muszę uzupełnić garderobę. Wpadłem tam więc pewnego dnia, rozejrzałem się po półkach, ale oczywiście niczego ciekawego nie dojrzałem. To znaczy, jeśli chodzi o buty, bo od razu w oko mi wpadała śliczna, młoda sprzedawczyni. Dlatego nie odwróciłem się na pięcie i nie wyszedłem, tylko dałem sobie przynosić kolejne pudełka z butami, aż w końcu kupiłem aż dwie pary! Wyszedłem oszołomiony.  Dopiero w domu dopadła mnie refleksja: po co mi te beznadziejne buty? Przecież są zupełnie nie w moim stylu. W dodatku nawet nie zdobyłem się na to, aby poprosić  tę dziewczynę o numer telefonu…

Myślałem kilka dni, aż zdecydowałem, że zostawię sobie jedną parę, a drugą zwrócę. Przynajmniej będę miał pretekst, aby jeszcze raz tam pójść… Tak zrobiłem, ale ślicznej sprzedawczyni nie było. Rozczarowany oddałem buty i wyszedłem ze sklepu. Na Elżbietę wpadłem przy wyjściu z centrum handlowego. Na jej widok stanąłem jak wryty. Ona także najwyraźniej mnie poznała, bo się pięknie uśmiechnęła. Ośmielony powiedziałem jej, że niestety zwróciłem jedną parę butów do sklepu.  – A co? Nie pasowały ci? Źle je dobrałam? – nie umknęło mojej uwadze, że powiedziała do mnie „ty”, co mnie ośmieliło. Przeprosiłem ją więc za kłopot i zapytałem, czy nie poszłabym ze mną na kawę.  – Chętnie. Ale kończę późno, o dziewiątej – odpowiedziała. Byłem wniebowzięty i przez cały dzień nie mogłem doczekać się wieczoru.

Po rozwodzie po prostu chciałam uciec. Wsiadłam do pociągu

Miłość od pierwszego wejrzenia?

Czekałem na Elżbietę o dziewiątej i odtąd odbieranie jej po pracy stało się naszym rytuałem. Zakochałem się jak wariat i w ogóle nie zauważyłem, że ta kobieta to w gruncie rzeczy pusta materialistka. Dla niej ważne było, jak jej facet się ubiera i jaki ma samochód, a kompletnie nieistotne, czym się zajmuje, byle jego zajęcie przynosiło pieniądze. Ja się nadawałem: w tamtych czasach razem z kumplem rozkręcałem firmę i już nieźle nam szło. Stać mnie było na zabieranie Eli do restauracji i na weekendowe wyjazdy. Pobraliśmy się dość szybko, bo Marianna była już w drodze, ale nasze małżeństwo okazało się wielkim rozczarowaniem. Elżbieta jako żona okazała się zaborcza i wymagająca. We wszystko się wtrącała, także w moją pracę. Szybko skłóciła mnie z moim wspólnikiem. Twierdziła, że Maks z pewnością mnie oszukuje. Nie rozumiała zbyt wiele z tego, co robiliśmy, lecz na wszelki wypadek rzucała oskarżenia. Wierciła mi dziurę w brzuchu albo biegła z krytyką bezpośrednio do Maksa. Oj, mógł się poczuć urażony… I w końcu uznał, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć i należy się rozstać. 

Nie mogłem zrobić nic innego, jak tylko się z nim zgodzić. A ponieważ firma powstała z jego inicjatywy, to on mnie spłacił. Elżbiecie na widok sporej sumy zaświeciły się oczy. Natychmiast zażądała, żebyśmy kupili większe mieszkanie i nowy samochód. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że warto taką kwotę dobrze zainwestować.  – Mieszkanie to też inwestycja! – uparła się moja żona, a mnie kazała iść na etat.  Poszedłem, ale wielkich pieniędzy z tego nie było. W dodatku po jakimś czasie zredukowali moje stanowisko  i musiałem zacząć szukać nowej pracy.

To, co mi się przydarzyło było pokłosiem moich obaw o małżeństwo

Przez pewien czas nie mogłem nic znaleźć i wtedy właśnie w domu zaczęło się piekło. Żona zarzucała mi, że nie umiem zadbać o rodzinę, że dupa ze mnie, a nie facet. Na każdym kroku podważała moją męskość, także w łóżku. Trudno mi było to wytrzymać, jeszcze trudnej wybaczyć. Choć naprawdę się starałem. To nie ja zażądałem rozwodu, tylko ona. Byłem tym zaskoczony, bo naprawdę nie myślałem, że między nami jest aż tak źle. Właśnie znalazłem robotę, wszystko zmierzało w dobrą stronę. Niestety, tak mi się tylko wydawało. Elżbieta była nieprzejednana  i w takim świetle przedstawiła w sądzie nasze małżeństwo, że sędzia nawet nie uznała za stosowne zalecić mediacji małżeńskich, tylko od razu dała nam rozwód. Byłem załamany…

Realia po rozwodzie

Machnąłem ręką na podział majątku i zgodziłem się bez walki na wersję „po połowie”, chociaż oczywiste było, że to głównie ja zarobiłem na wszystko. Źle zrobiłem, bo potem błyskawicznie wyszło szydło z worka. Moja była żona najwyraźniej jeszcze w czasie trwania naszego małżeństwa kogoś poznała. Jak? Nie jestem pewien, ale przypuszczam, że znowu w pracy. Przeniosła się i ostatnimi czasy pracowała w perfumerii na lotnisku. A tam przecież kręci się pełno cudzoziemców i Polaków mieszkających za granicą. Kiedy powiedziała, że chce się związać z jednym z nich i wyjechać do Londynu, przeżyłem szok.  – Ty możesz jechać, ale Marianna za nic! – postawiłem warunek. – Sąd wyraźnie powiedział, że dziecko ma być przy matce – stwierdziła Elżbieta. Niestety, miała rację. Początkowo miałem zamiar walczyć o dziecko, ale mój kolega, z zawodu prawnik, wyjaśnił mi, czym to może się skończyć. Marianna będzie badana przez psychologów, wypytywana, maglowana. Prawnicy mojej żony mogą o mnie wymyślać niestworzone rzeczy, żeby wyjść na swoje. Moją córkę czekają trudne chwile… W imię miłości do dziecka – odpuściłem.

Po co komu ślub. Przecież to tylko papier? A jednak!

Dla dobra córki...

Marianna wyjechała z matką do Wielkiej Brytanii. Tłumaczyłem sobie, że to żadna wielka katastrofa, są przecież telefony, Skype i mejle, a ona przynajmniej perfekcyjnie nauczy się mówić po angielsku. Cieszyło mnie, że z każdym miesiącem więcej umie, ma coraz ładniejszy akcent. To bardzo ważne. Każdy jej przyjazd do Polski był dla mnie prawdziwym świętem.  Miałem zagwarantowane sądownie, że mała spędza ze mną miesiąc wakacji, ferie i jedne święta w roku. To było niewiele, bo ja przecież nieustannie tęskniłem za moją córeczką. Ale kiedy już przyjeżdżała, zawsze starałem się dobrze wykorzystać ten czas. 

Jeździliśmy nad morze lub w góry, chodziliśmy razem na spacery i do kina; kupowałem jej polskie książki, aby nie zapomniała naszego języka. Nadal nie zarabiałem jakichś wielkich pieniędzy. Miałem dobrą pracę, którą lubiłem, ale moja pensja nie powalała na kolana. Zawsze jednak uważałem, że nie pieniądze są ważne, tylko miłość i czas, który się dziecku poświęca. Dlatego nie spodziewałem się ciosu, który spadł na mnie w tym roku. Moja dwunastoletnia już córka zadzwoniła do mnie i powiedziała, że nie przyjedzie do Polski na ferie zimowe, bo chce jechać z mamą i jej drugim mężem do ciepłych krajów. – Oni się wybierają na Bali, tato! A mnie przyda się trochę słońca. Kocham plażę!  – mówiła mi rozentuzjazmowana. 

24-letni prawiczek to wstyd, a może piękna rzecz

Wtedy pojąłem całą perfidię Elżbiety. Od początku była wściekła, że sąd wprawdzie pozwolił jej na wyjazd do Anglii z dzieckiem, ale zapowiedział, że w określonym czasie córka ma przyjeżdżać do ojca. Nie mogła tego zlekceważyć, bo policja na Wyspach działa skutecznie. Wystarczyłoby, abym dał znać naszej policji, że moja eksżona nie wypełnia poleceń polskiego sądu, aby zadziałali i narobili jej kłopotów. Przyjęła więc inną taktykę: wtedy, gdy Marianna była u mnie, w kraju, Elżbieta jechała ze swoim partnerem na atrakcyjne wakacje do ciepłych krajów. Wysyłała z nich do córki pocztówki z palmami i egzotycznymi zwierzętami. Długo nie trzeba było czekać, aby Marianna także zamarzyła o tych atrakcjach. I uznała, że pojedzie z mamą, a nie do mnie, do Polski. Na wolę dziecka żaden sąd nic nie poradzi. Nie zmusi mojej córki do tego, by zechciała się ze mną widywać, skoro woli leżeć na plaży w egzotycznym kraju. Jedyne, co mogę zrobić, to poszukać lepiej płatnej pracy i zarobić na wakacje na Bali. Ale czy na pewno chcę przekupywać córkę? Boję się, że przez to wyrośnie na materialistkę… Z drugiej strony teraz chyba nie ma innego sposobu, abym mógł ją widywać.

Nagle do mnie dotarło, że ona od początku mnie oszukiwała

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)