POLECAMY

W ułamku sekundy dotarło do mnie, że muszę wszystko zmienić. Inaczej umrę

Jagoda jest 35-letnią dziewicą. Postanowiła to zmienić... natychmiast!

/ 2 miesiące temu
W ułamku sekundy dotarło do mnie, że muszę wszystko zmienić. Inaczej umrę

Kiedy byłam małą dziewczynką, wydawało mi się, że ludzie po trzydziestce to doświadczeni życiem starcy. Tamtego dnia, w dniu swoich trzydziestych piątych urodzin, wciąż czułam się jak nastolatka. Nie miałam pojęcia, jak to jest żyć na własną rękę. być niezależną i wolną osobą. – Gotowa na swój wielki dzień? – zapytała mama. – Myślę, że powinnaś zapleść włosy w kłos. Wyglądasz wtedy najkorzystniej. Jej zadowolony ton głosu nie poprawił mi humoru. W ciągu trzydziestu pięciu lat życia nie zdarzyło mi się doświadczyć niczego, o czym marzyłam. Jedyne, z czego mogłam być dumna, to kariera zawodowa. Gdybym oprócz pracy miała coś więcej, może czułabym się spełniona. Niestety, było inaczej.

Żyłam i odnosiłam sukcesy wyłącznie w laboratorium. Poza nim byłam nikim. – Czemu nic nie mówisz? – spytała mama, wyglądając z kuchni. – Którą sukienkę włożysz? Tata postanowił ubrać się bardzo elegancko, w ten grafitowy garnitur. Nie możemy od niego odstawać. Dosłownie w chwili, kiedy to mówiła, nagle poczułam, jak coś we mnie pęka. Zdałam sobie sprawę, że jeśli natychmiast czegoś nie zmienię, to nie przeżyję dzisiejszego dnia, ani tym bardziej reszty swojego życia. – Mamo, chciałabym cię o coś prosić – odezwałam się nieśmiało. – Ależ oczywiście, kochanie. To twój dzień! – zaszczebiotała. – Pozwól mi nie iść na ten obiad.

Masz ochotę wsiąść do pociągu i ruszyć przed siebie? Ja tak zrobiłam

Na chwilę zapadła cisza, następnie mama ostrożnie zajrzała do łazienki, w której robiłam sobie lekki makijaż, i posłała mi zdziwione spojrzenie. Jej jasne włosy były misternie uczesane i polakierowane, przez co przypominały kask hokeisty. – Źle się czujesz? – Chcę dziś zrobić coś innego. Chcę ten dzień spędzić… po swojemu. Bez was. Mama gwałtownie zamrugała, wyraźnie zaszokowana moją prośbą. – Ależ to absurd!

Wiedziałam, że zrobi wszystko, żeby postawić na swoim. Będzie mnie przekonywać do skutku. Na każdy mój racjonalny argument odpowie emocjonalnym szantażem. Mój analityczny umysł nigdy nie radził sobie z rozchwianymi reakcjami mamy. Nie potrafiłam przewidzieć, jak się zachowa, i to mnie przerażało.

Kochałam porządek i bezpieczną przewidywalność

Jeśli chcę postawić na swoim, muszę uniknąć konfrontacji. Dlatego nie patrząc na mamę, wyszłam z łazienki, chwyciłam torebkę i… uciekłam z domu. Pierwszy raz w życiu postąpiłam tak niegrzecznie. Zawsze robiłam to, czego oczekiwali ode mnie rodzice. Nawet włosy czesałam tak, jaka chciała tego matka. Szłam powoli ulicą, zastanawiając się, co powinnam zrobić z dzisiejszym dniem. W głowie miałam pustkę. Na szczęście był ktoś, kogo mogłam poprosić o radę. Agata. Nie nazywałam jej otwarcie przyjaciółką, bo nie wiedziałyśmy o sobie absolutnie wszystkiego. Właściwie to ona o mnie niewiele wiedziała. Nie przepadałam za zwierzeniami. Mimo to mogłam zaryzykować stwierdzenie, że się lubiłyśmy, choć byłyśmy jak noc i dzień.

To tylko podświadome obawy o przyszłość mojego małżeństwa?!

Poznałyśmy się na jakiejś konferencji i utrzymywałyśmy kontakt. Było późne sobotnie popołudnie. Mogłam liczyć tylko na nią. Wyraźnie zaskoczył ją mój telefon, od razu jednak złożyła mi życzenia. Przyznała się też, że to Facebook powiadomił ją o moim święcie. Sama by nie pamiętała. Bardzo ceniłam sobie tę jej szczerość. Sprawiała, że czułam się przy Agacie bezpiecznie. Koleżanka nie należała do kobiet, które uwielbiają te dziwaczne towarzyskie gierki i babskie manipulacje.

Moja mama była w nich mistrzynią. – Wiem, to pewne dziwnie zabrzmi, i prośba jest nagła, ale… ale chciałabym, żebyś spędziła ze mną dzisiejszy wieczór. Palił mnie wstyd. Czułam się jak desperatka, jednak powiedziałam to. – Coś się stało? – zaniepokoiła się. – Nie, nic. Poza tym, że moje życie nie ma sensu – wyznałam bez zastanowienia. Agata też się nie wahała i zaprosiła mnie do siebie. Dotarłam tam bez trudu. – No dobra. To powiedz najpierw, na co masz ochotę – poprosiła z uśmiechem, podając mi filiżankę kawy. Popatrzyłam na nią zmieszana. – No więc… chcę iść do klubu. Upić się. Potańczyć. Coś w tym stylu. – Czy ty kończysz dzisiaj szesnaście lat, czy trzydzieści pięć? – zdziwiła się. – Ja jeszcze nigdy nie byłam pijana. Nigdy nie miałam kaca. – To ostatnie akurat możesz sobie darować – zakpiła. – Nie rozumiesz – westchnęłam. –  Chciałabym poznać wszystkie odcienie życia. Ale jak mam to zrobić, skoro każdy dzień spędzam w laboratorium, a każdy wieczór w domu, z mamą i tatą? Nigdy nie byłam w klubie… Wszystkie ekscytujące doświadczenia, nastoletnie eksperymenty, studenckie szaleństwa przemknęły obok mnie.

Koleżanka długo i uważnie mi się przyglądała, jakby próbowała wyobrazić sobie, jak wygląda moja codzienność. Monotonne życie kogoś, kto tak naprawdę nigdy nie odkrył, kim jest i czego pragnie. – Okej. Chcesz szaleć, będziesz szaleć. Mnie też nie zaszkodzi, jak się trochę wyrwę z tej chałupy. Na początek proponuję wino. Prosto ze sklepu osiedlowego. Polecam! Roześmiana podała mi pełny kieliszek. Zazwyczaj nie piłam więcej niż jedną lampkę, no ale dzisiaj miało być inaczej. Wino było kiepskie i za słodkie, lecz niewątpliwie skuteczne.

Jestem 24-letnim prawiczkiem i co z tego!

Czułam, jak policzki robią mi się gorące

Agata uśmiechała się coraz szerzej. Coraz głośniej się śmiała. – Dlaczego nadal mieszkasz z rodzicami? – zapytała w pewnej chwili. – Chyba dlatego, że jestem wygodna… i tchórzliwa. – No ale co robisz, jak chcesz kogoś zaprosić? Trochę to dziwne prowadzić faceta do swojego, hm… pokoju – parsknęła. – Faceta? Ja? Proszę cię… – No przecież czasami z kim się spotykasz – nie ustępowała. – Nie. Nigdy nie byłam na randce. Oczy Agaty zrobiły się wielkie jak spodki. – Serio? Wzruszyłam ramionami. – To znaczy, że ty nigdy nie… – Nigdy. Mam trzydzieści pięć lat i jestem dziewicą. Zapadła cisza. Przyznaję – w życiu nie myślałam o sobie jak o żonie czy nawet dziewczynie jakiegoś mężczyzny.

Nie nadawałam się do tego. Zawsze miałam problem w komunikowaniu się ze światem. Taki ktoś raczej nie zdołałby stworzyć prawidłowo funkcjonującego związku. Mimo tej bolesnej świadomości od czasu do czasu, niezbyt często, pozwalałam sobie na marzenia. Zastanawiałam się, jak to jest być przytulaną i całowaną. Jak to jest poczuć się piękną. – Nic w tym złego, zdarza się – pocieszyła mnie Agata. Mówiła szczerze. Problem w tym, że ja myślałam inaczej. Że daleko mi do atrakcyjnych kobiet. Nie czułam się nawet przeciętnie ładna. Zwyczajna laboratoryjna mysz. – Może się zdarza, ale nie podoba mi się to – podkreśliłam. – Mam wrażenie, że bez pewnych istotnych doświadczeń mój rozwój, ten emocjonalny, uległ zaburzeniu. – Nie gadaj jak naukowiec. Wszystko z tobą okej. To, że jeszcze nikogo sobie nie znalazłaś, nie znaczy, że jesteś dziwadłem. – Czyżby? Posłałam jej pełne wątpliwości spojrzenie, ale ona z tajemniczym uśmiechem zajęła się przeglądaniem czegoś w telefonie. – Po prostu musisz zrobić pierwszy krok.

Wziąć sprawy w swoje ręce?

Podała mi swoją komórkę, a ja zerknęłam na jasny ekran. Portal internetowy, który właśnie otworzyła, nosił absurdalną nazwę „Ciacho”. – Co to takiego? – spytałam nieufnie. – Oficjalnie portal randkowy. Nieoficjalnie to oferty chłopców na telefon. – Nie wierzę, że mi to pokazałaś… Jestem aż tak żałosna, że muszę uciekać się do podobnych sposobów?! – jęknęłam. Agata pokręciła głową. – To są profesjonaliści.

Nie musisz od razu iść z takim do łóżka. Płacisz mu, a on spędza z tobą czas tak, jak tylko ty sobie życzysz. Naprawdę nie chcesz spróbować? Nie kręci cię, że on będzie na twoje usługi?  – Może trochę kręci, ale tylko trochę. Agata uśmiechnęła się figlarnie: – Chcesz zrobić coś szalonego? To zrób. Nic nie stracisz, a możliwe, że będziesz się dobrze bawić z przystojnym facetem. Ja będę w pobliżu. Czujna, zwarta i gotowa, żeby w razie czego przybyć na ratunek. Uświadomiłam sobie, że dzisiejszego wieczoru pierwszy raz (i pewnie ostatni) spędzę czas w towarzystwie mężczyzny, który nie będzie pytał o wyniki moich eksperymentów naukowych. Miałam pieniądze.

Myślałam, że już nigdy nie będziemy mieli dzieci. Ale los nas zaskoczył

Mogłam sobie pozwolić na chwilę zapomnienia

Który ci się podoba? – zapytała rozbawiona Agata. – Rany, czuję się jak dzieciak w sklepie z cukierkami! Nadal nie wiedziałam, czy to dobry pomysł, ale zaczęłam przeglądać profile mężczyzn oznaczonych jako dostępni na dzisiejszy wieczór. Nie było widać ich twarzy. Zdjęcia tak skadrowano, aby pokazywały jedynie usta i sylwetkę. – A jeśli ja się mu nie spodobam? – zmartwiłam się. – O rany, Jagoda! – wykrzyknęła. – To on ma się podobać tobie! Jeden z nich wydał mi się szczególnie interesujący. Jego uśmiech był pozbawiony irytującej maniery macho. Na wszystkich zdjęciach nosił białą koszulę. Wyglądał na dobrze wychowanego i spokojnego. Agata bez chwili namysłu wysłała wiadomość z pytaniem, czy spotkanie z nim dzisiejszego wieczoru jest możliwe.

Po kilku minutach otrzymałyśmy odpowiedź, czy raczej cennik jego usług. W tej swoistej ofercie znajdował się też seks, ale tym nie byłam zainteresowana. Wybrałam opcję niezobowiązującej zabawy i paru wspólnych drinków. – Nie jestem przekonana, że to dobry pomysł. Raczej kiepski, wręcz fatalny – mruczałam, kiedy jechałyśmy na miejsce. – Przestań tyle myśleć – ofuknęła mnie dobrodusznie. – To ma być twoja noc. On ma zadbać o to, żebyś się dobrze bawiła. Pan Ciacho był punktualny. Stał niedaleko wejścia do klubu. Tak jak wszyscy dokoła przeglądał zawartość swojego telefonu. Agata kazała mi do niego podejść i się przedstawić. Sama zajęła kolejkę do wejścia. Stanęłam obok niego i zadarłam głowę. – Przepraszam? To chyba ze mną jest pan umówiony.

Naprawdę był profesjonalistą. Kiedy przeniósł na mnie spojrzenie swoich ładnych oczu, nie dostrzegłam w nich rozczarowania ani obrzydzenia. Z wytrenowaną swobodą objął mnie ramieniem i pocałował w policzek. Pachniał cytrusową świeżością. Jeszcze nikt tak atrakcyjny mnie nie dotykał. – Miło cię poznać – powiedział ciepłym barytonem. – Wybrałaś świetne miejsce. Nie umiałam wyczuć, czy mówi szczerze. Pomyślałam jednak, że lepiej się nad tym nie zastanawiać. Przecież płaciłam mu za każdą godzinę spędzoną w moim towarzystwie. – Czym się zajmujesz? – zapytał. – Jestem wirusologiem. – Widać – odparł, przesuwając po mnie swoim jasnym spojrzeniem. – Jak to? Dlaczego? – Kobiety, które spędzają czas w laboratorium, lubią mocno ściągać włosy. – Tak jest wygodniej. – Oczywiście. Ale będziesz wyglądać jeszcze piękniej, jeśli je rozpuścisz.

Znowu się uśmiechnął. Stał blisko mnie. Nie był namolny, ale dawał mi do zrozumienia, że przyszedł tutaj dla mnie. Rozpuściłam włosy. Przedstawiłam mu Agatę. Kiedy wreszcie dotarliśmy do huczącego muzyką wnętrza klubu i znaleźliśmy miejsca przy stoliku, poczułam się okropnie. Agata od razu pofrunęła na parkiet. W przeciwieństwie do mnie była w swoim żywiole. – Nie czujesz się tutaj dobrze, co? – zapytał pan Ciacho. – Rzadko bywam w takich miejscach. – A gdzie chciałabyś pójść? Nikt nie trzyma nas tutaj siłą. – Nie wiem. Nie umiałam spojrzeć mu w oczy. Miałam wrażenie, że wszystko o mnie wie i że śmieje się z mojego idiotycznego postępowania. – Hej. Popatrz na mnie. Zrobiłam, o co prosił. Wiedziałam, że nigdy więcej go nie spotkam, ale ujęło mnie jego zaangażowanie. – Mogę cię zabrać gdzieś indziej. – Wolę zostać tutaj. Może się przekonam. Dlaczego robisz to, co robisz? – Lubię uszczęśliwiać kobiety – odpowiedział. – Na różne sposoby. – Jak często tym sposobem jest seks?

To była tylko moja naiwność

Sądziłam, że go zawstydzę, ale okazałam się naiwna. Zbyt wiele razy w przeszłości tłumaczył się ze swojego zajęcia. – Nie tak często, jak sądzisz. Jego ramię osunęło się na moje barki. Zadymiony klub nie był szczególnie romantycznym miejscem, a facet, który teraz mnie dotykał, nic do mnie nie czuł. Z jednej strony wydawało mi się to smutne, z drugiej zupełnie naturalne. Zawarliśmy umowę. Wszystko było jasne i bezpieczne. Płacę mu, a on ma sprawić, że poczuję się wyjątkowo. Przejrzysty układ. Rzadko się taki trafia.

Wiem, czego mogę się spodziewać. Jednocześnie to ja kieruję żądania. – Nigdy się nie całowałam – powiedziałam nagle. Nie był zaskoczony. – Chcesz parę lekcji? – zapytał. – Jeśli to nie problem, poproszę. Wiem, że się na to nie umawialiśmy. Miało być tylko towarzystwo i parę drinków. Ustalenia nie obejmowały całowania, ale… Zaśmiał się pod nosem, a później ostrożnie pochylił się w moją stronę. Jego oddech pachniał miętą. Kiedy dotknął ustami moich warg, zrozumiałam, dlaczego to takie niesamowite.

Z całą pewnością żaden inny pierwszy pocałunek nie byłby równie dobry jak ten. Zrobiło mi się gorąco. Fakt, że chłopakowi płaciłam, przestał mnie przygnębiać. Wręcz odwrotnie – poczułam władzę. – Całkiem nieźle jak na debiutantkę – stwierdził po chwili. Widziałam, że nie zrobiłam na nim szczególnego wrażenia, jednak nie mogłam oderwać oczu od jego ust. Nic więcej nie dostanę, przynajmniej za darmo. Mimo to czułam, że odniosłam sukces. Agata wróciła do naszego stolika. Postawiła na blacie trzy kufle piwa. Chwyciłam jeden i wypiłam go duszkiem.

Ten wieczór się nie powtórzy...

Ten wieczór się nie powtórzy, więc wycisnę go jak cytrynę. – Chcesz potańczyć? – zapytał pan Ciacho i wyciągnął rękę w moją stronę. Tak, chciałam potańczyć. Chciałam uczcić swoje urodziny jak nigdy wcześniej. Chciałam zapomnieć się z chłopakiem na telefon, a później… zmienić całe swoje życie. Bo w życiu przecież chodzi o to, żeby żyć.

Po rozwodzie próbowałem wszystko zmienić. Bez sensu

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)