„Tata znalazł sobie kochankę, bo matka to znerwicowana pijaczka i hipochondryczka. Sama bym od niej uciekła”

smutna nastolatka fot. Fotolia
Oto portret mojej matki, znerwicowanej pijaczki i hipochondryczki...
/ 25.09.2020 10:32
smutna nastolatka fot. Fotolia

O tym, że ojciec nie kocha mamy, wiedziałam od dłuższego czasu. Zresztą chyba wszyscy o tym wiedzieli, może oprócz samej zainteresowanej. A może i mama wiedziała, tylko wolała udawać, że nic nie widzi? Podobno czasem kobiety tak robią. Z wygody, ze strachu albo jeszcze z jakiegoś innego powodu.

Czy mama kochała ojca, nie mam pojęcia. W ogóle ciężko było zrozumieć, co ona czuła i myślała. Przynajmniej ja tego nie potrafiłam. I może tata również. W sumie od dawna mieszkali już raczej obok siebie niż ze sobą. Ojciec wracał z pracy, zjadał obiad, odpoczywał godzinkę i na ogół znowu wychodził. Wiecznie miał jakieś spotkania, zebrania, nadgodziny i czort wie co jeszcze. W każdym razie w domu bywał rzadko. A jeszcze te jego wieczne delegacje. Nie wierzyłam w nie, byłam pewna, że miał gdzieś kochankę.

Mama natomiast nigdy nie pracowała, wiecznie siedziała w domu, prała, prasowała, gotowała, sprzątała i tak w kółko. Poza tym wciąż narzekała. Wiecznie jej coś dolegało. A to bolała ją głowa, a to miała depresję, to znowu nerwicę. Chwilami nie byłam pewna, czy potrafiła odróżnić jedną chorobę od drugiej. Były momenty, że sama najchętniej uciekłabym z domu, żeby nie słuchać tych ciągłych utyskiwań. Od kiedy poszłam do gimnazjum robiłam wszystko, żeby na moje wywiadówki chodził ojciec.

W liceum, kiedy zaczęłam spotykać się z Mateuszem, również coraz mniej bywałam w domu. Uczyliśmy się u niego, zapisaliśmy się oboje do ogniska muzycznego, chodziliśmy do kina i na koncerty. Z czasem doszło do tego, że w domu właściwie tylko nocowałam, podobnie jak tata. A mama, ledwie znalazłam się w zasięgu jej wzroku, natychmiast zaczynała narzekać, że nigdy nie ma nas w domu, że ona całymi dniami nie ma do kogo ust otworzyć, że traktujemy dom jak hotel, że włóczymy się nie wiadomo gdzie.

W sumie miała rację, ale z kolei z nią trudno było wytrzymać. Miałam już prawie 18 lat, kiedy tata wyjechał na tygodniową delegację. Przez ten tydzień nieobecności zadzwonił do mamy tylko raz. Przychodziła do mnie i w kółko pytała:

– Ojciec dzwonił?
– Dzwonił – odpowiadałam.
– No, widzisz – zaczynało się. – Do ciebie dzwoni, a ode mnie nawet nie odbiera telefonu. Jak może tak się zachowywać? Czy on nie zdaje sobie sprawy, że ja się denerwuję?
– Mamo, wszystko jest w porządku – usiłowałam ją uspokajać, ale sama też byłabym zła, gdyby tata mnie ignorował.

Po powrocie ojciec zachowywał się jakoś inaczej. Znałam go dobrze i widziałam, że coś jest nie tak. I było. Jeszcze tego samego wieczoru oznajmił, że wyprowadza się z domu. Mama najpierw dostała histerii, płakała, krzyczała, a potem nagle zamilkła i zamknęła się w sypialni.
– Za godzinę ma cię już nie być – krzyknęła jeszcze przez drzwi.
Zostaliśmy z tatą w kuchni sami.

– Dlaczego to robisz? – zapytałam.
– Zakochałem się – usłyszałam w odpowiedzi. – Jesteś już prawie dorosła, niedługo zaczniesz swoje życie. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz – patrzył na mnie smutnym wzrokiem.
– Jakoś nie widzę, żebyś był szczęśliwy.
– To nie jest takie proste. Dobrze wiesz, jak jest w domu.
– Wiem, wiem – przerwałam mu. – No więc ty uciekniesz, wyprowadzisz się, a mnie z nią zostawisz?
– Majka, przecież tu jest twój dom. Za rok zdasz maturę i wyjedziesz na studia.
– Idź już, tato, pogadamy innym razem.

To co, nie mam prawa widywać się z ojcem?!

Miałam do niego ogromny żal, że tak po prostu się wyprowadził. Zawsze byłam jego kochaną córeczką, księżniczką, którą rozpieszczał i której kupował, co tylko chciała. A teraz się zakochał i się wyprowadza. Z drugiej strony trochę go rozumiałam. Sama chwilami miałam ochotę uciec z domu i zamieszkać z Mateuszem, tylko że to było, przynajmniej na razie, nierealne.

Od tej pory w domu zaczął się koszmar. Mama albo płakała, albo wyzywała ojca od najgorszych, wieczorami zaczęła też chyba troszkę popijać. Widziałam puste butelki po winie w koszu na śmieci. Coraz bardziej zaczynałam się bać. Martwiłam się o mamę, martwiłam się, jak damy sobie radę, za co będziemy żyć. Przecież mama nigdy nie pracowała. A teraz wcale nie wyglądało na to, żeby myślała o tym, jak poukładać swoje, no i na razie moje, dalsze życie. Ojciec wyprowadził się i milczał. Po tygodniu sama do niego zadzwoniłam.
– Cześć, córcia – ucieszył się.
– Dlaczego w ogóle się nie odzywasz?
– Przepraszam, byłem bardzo zajęty. Powiedz, co tam u ciebie. Może czegoś potrzebujesz? Powiedz...
– Przede wszystkim ojca.
– Naprawdę cię przepraszam – powtórzył. – Spotkamy się dzisiaj?
Umówiliśmy się w kawiarni. Nie chciał przyjść do domu, chociaż nie zabrał od nas jeszcze wszystkich swoich rzeczy.

Próbowałam mu opowiadać, że mama jest w słabej formie, że martwię się o nią, że wieczorami pije wino. Niby słuchał, ale wyglądało, jakby go to niewiele obchodziło.
– Twoja mama musi sama uporać się ze swoim życiem – powiedział. – O pieniądze się nie martw, będę wam pomagał. Dał mi trochę pieniędzy, obiecał, że opłaci mój kurs na prawo jazdy.
– Jak zdasz egzamin, zastanowimy się nad jakimś małym samochodem.
– Dzięki, tatku! – nie potrafiłam udawać, że jest mi miło.
W domu oddałam mamie część pieniędzy od ojca, żeby miała na jedzenie. Myślałam, że się ucieszy, a ona zaczęła na mnie krzyczeć, że jestem fałszywa i samolubna, że zabrania mi spotykać się z tym s...

– Mamo, przecież to jest mój ojciec – przerwałam jej w pół zdania.
– Już nie! – krzyczała. – Ten drań sam zwolnił się z tego obowiązku. Masz się z nim nie spotykać, zrozumiałaś?
Tak mnie wtedy zdenerwowała, że nie zapanowałam nad sobą. Wściekła krzyknęłam, że mam jej dość i idę spać do Gośki. Trzasnęłam drzwiami i wyszłam. A potem u przyjaciółki nie mogłam spać całą noc. Leżałam, gapiłam się w sufit i martwiłam o mamę. Martwiłam się, bo została sama i może zrobić coś głupiego. Rano zamiast do szkoły pobiegłam do domu. Mamie nic się nie stało, spała, a na ławie stała pusta butelka po winie i przewrócony kieliszek. Nie miałam sił iść na lekcje, poszłam się wypłakać do dziadków. Początkowo bałam się, ze będą trzymać stronę taty, w końcu to byli jego rodzice, ale ani babcia, ani dziadek nie wypowiadali się na temat zaistniałej sytuacji.
– Myśl tylko o sobie, kochanie – powtarzała mi babcia. – Myśl o sobie. Rodzice i tak zrobią to, co będą chcieli.
Wróciłam po południu z niepokojem, co zastanę. Mama chodziła po mieszkaniu z obrażoną miną.
– Obiad masz w kuchni – powiedziała tylko i usiadła przed telewizorem.
Nie chciałam obiadu, zjadłam u dziadków, chciałam choć odrobiny normalności. Nie zanosiło się jednak na to. Rozumiem, dlaczego woli być z Elwirą. On ceni spokój.

Przy następnym spotkaniu z ojcem, kiedy znów zaczęłam się żalić, usłyszałam:
Jeśli chcesz, możesz zamieszkać z nami.
– Przecież nie znam twojej kobiety – spojrzałam na tatę zdziwiona jego pomysłem.
– Poznam was, jeśli tylko zechcesz.
Nie wiedziałam, co robić. Chyba było na to za wcześnie.

– Zastanowię się – mruknęłam tylko, a na ponowioną propozycję spotkania z Elwirą, bo tak miała na imię nowa przyjaciółka ojca, tylko pokręciłam głową.
Jednak tata nie odpuszczał, wciąż powtarzał, że chciałby nas poznać. W końcu uległam. Fakt, byłam ciekawa na kogo zamienił moją mamę. Elwira była dużo młodsza, ale niezbyt ładna. Niewysoka, skromnie ubrana, z krótko obciętymi włosami. Nie epatowała seksem ani nie rzucała się w oczy. Jedyne, czym na pewno różniła się od mojej mamy, to to, że była cały czas uśmiechnięta, zadowolona i radosna. Ja nie pamiętam takiej mamy, nawet z wczesnego dzieciństwa. Ojciec chyba czuł, że znajdziemy z Elwirą wspólny język. I tak się stało.

Postanowiłam, że nie przyznam się mamie do tego spotkania, ale kiedy któregoś wieczoru kolejny raz zaczęła narzekać, jaka to jest nieszczęśliwa, chora, samotna, skrzywdzona, po prostu nie wytrzymałam i wykrzyczałam ze złością:
Może zamiast w kółko tak jojczyć, zrobiłabyś wreszcie coś ze sobą.
Mama zamilkła, jakbym ją uderzyła w twarz. W pierwszej chwili zrobiło mi się głupio, ale trwało to tylko moment, bo mama zaraz zaczęła od nowa.
– Tobie się wydaje, że wszystko jest takie łatwe. Niby co miałabym zrobić? Ciągle źle się czuję, wiecznie boli mnie głowa, na nic nie mam sił.
– Jeśli jesteś chora, to idź do lekarza.
– A tam do lekarza. Ci dzisiejsi lekarze na niczym się nie znają. Twój ojciec zamiast opiekować się rodziną, znalazł jakąś dziumdzię i myśli, że będzie sobie spokojnie żył. Ale ja mu jeszcze pokażę.
– Mamo, przestań, tego nie da się już wytrzymać. Daj ojcu spokój, niech żyje, jak chce.
– A ty co, stajesz po jego stronie? Córeczka tatusia się znalazła. Zobaczysz, minie trochę czasu, a ta jego dziwka go zostawi. Jeszcze będzie prosił, żebym mu pozwoliła wrócić.
– Elwira wcale nie jest dziwką – wyrwało mi się. – To sympatyczna dziewczyna.
Mama patrzyła na mnie z otwartymi ustami. Miałam wrażenie, że za chwilę zemdleje, taka była blada.
– Znasz ją? – wyszeptała tylko. – Jezu, Majka, od dawna ją znasz?
– Tata przedstawił nas sobie jakiś miesiąc temu – wyjąkałam bardzo cicho.
– Jak mogłaś, jak mogłaś? – powtarzała mama, a łzy spływały jej po policzkach.
– Przecież nie zrobiłam nic złego, tylko ją poznałam – tłumaczyłam się nieporadnie.
– Przecież nie zostałam jej przyjaciółką.
– Jeszcze tylko tego brakowało. – usłyszałam. – Może niedługo zechcesz wyprowadzić się do ojca, co? Powiedz.
Mama miała bardzo dziwny wyraz twarzy, kiedy zadawała to pytanie.
– Zostawicie mnie całkiem samą jak niepotrzebny kalosz. Albo może lepiej od razu wyrzućcie mnie z mieszkania i stwórzcie sobie tu nową rodzinkę.
– Mamo, przestań, bardzo cię proszę – teraz już i ja się rozpłakałam. Miałam dość tej rozmowy, wyrzutów nie wiadomo o co. – Kocham cię, mamo i nigdy cię samej nie zostawię – zapewniałam.

Choć jedna z nas musi wykazać się dojrzałością

Całą noc nie spałam. Mama chyba też, bo słyszałam, jak wstawała i chodziła po mieszkaniu. Rano ledwie zwlokłam się do szkoły. Mama spała, nie budziłam jej. Bałam się, że znów zacznie od początku.
W szkole Gośka na mój widok złapała się za głowę.
– Rany boskie, Majka, jak ty wyglądasz? Imprezowałaś do rana w środku tygodnia?
– Opowiem ci po lekcjach – mruknęłam.

W sumie bardzo chciałam się przed kimś wygadać. Nauczyciele też patrzyli na mnie podejrzliwie, ale wytrzymałam, mimo że strasznie bolała mnie głowa. Po południu poszłyśmy z Gośką na pizzę. Ja mówiłam, a przyjaciółka słuchała, nie przerywając.
W końcu pokiwała głową ze smutkiem.
– Współczuję ci bardzo – powiedziała tylko. – Ale nie mam pojęcia, co powinnaś zrobić. Może jednak przeprowadzić się do ojca?
– Nie mogę. Mama by się załamała – zastrzegłam od razu. – Zresztą nie wiem, czy chciałabym mieszkać z tatą i Elwirą. Raczej nie. Ona jest obca, wiesz...

Przez kilka dni mama prawie nie odzywała się do mnie, wieczorami zamykała się w swoim pokoju. Podejrzewałam, że piła wino. Próbowałam ją przeprosić, ale odpowiedziała mi z gniewem, że tylko udaję, a na pewno wolałabym mieszkać z ojcem i jego nową flamą. Było mi przykro i tak naprawdę to nie miałam pojęcia, co bym wolała. Chciałam tylko odrobiny spokoju, niedługo przecież czekała mnie matura.

Ojciec powtarzał w kółko, żebym przeprowadziła się do niego, zupełnie nie przejmując się mamą. Mama zarzucała mi z kolei, że jestem taka sama jak ojciec i jak tylko będę mogła, to do niego ucieknę.
Miałam dość całej tej huśtawki. Nie mogłam się uczyć, nie mogłam spać po nocach. Chyba naprawdę chętnie uciekłabym z domu, nie chciałam mieszkać z żadnym z nich, ani po żadnej stronie się opowiadać. Dotychczas miałam zamiar po maturze studiować psychologię. Teraz coraz bardziej mi się odechciewało.
– Może jedź ze mną do Szwecji – zaproponowała mi któregoś razu Gośka, a ja jak tonący brzytwy, chwyciłam się tego pomysłu.
Rodzice Gosi mieszkali w Szwecji od kilku lat. Ona została w Polsce z dziadkami, żeby zrobić maturę. Po skończeniu szkoły miała do nich wyjechać.
– Jedź ze mną – namawiała. – Znajdzie się dla ciebie jakaś praca. A jak nauczymy się języka, możemy tam studiować.

– Nie pójdę na studia, tato. Wyjeżdżam do Szwecji – powiedziałam ojcu.
Miałam nadzieję, że będzie mnie zatrzymywał, przekonywał, że to zły pomysł, ale się zawiodłam. Stwierdził, że to świetnie: zobaczę trochę świata, nauczę się języka. Na to, że mama będzie mnie zatrzymywać, nie miałam co liczyć. Już od dawna nic oprócz niej samej jej nie interesowało. Kiedy powiedziałam, że chcę wyjechać, tylko pokiwała głową.
– Rób, co chcesz – mruknęła obojętnie.
W ten sposób decyzja została podjęta, zaraz po maturze wyjeżdżam razem z Gośką i zaczynam życie na własny rachunek. Mam trochę wyrzutów, że zostawiam mamę samą, ale muszę to zrobić, dłużej nie wytrzymam. Nie mogę jej niańczyć. Może jak zostanie sama, szybciej się ogarnie?

Więcej listów do redakcji: „Mój ojciec ma 51 lat i romans z dziewczyną, która ma 21 lat. A moja biedna mama niczego się nie domyśla”„Poślubiłam wdowca z dwiema córkami i... wredną matką zmarłej żony, która buntuje przeciwko mnie dzieci”„Moja żona jest w ciąży, ale nie ja jestem ojcem. Nie sypiam z nią od 2 lat”

Redakcja poleca

REKLAMA