POLECAMY

Nawet jeśli moja córka przyczyniła się do śmierci nękającej ją koleżanki, będę ją chronić! - prawdziwa historia Krystyny

Szkoła potrafi być piekłem, zwłaszcza dla nastolatek...

/ 2 miesiące temu
Nawet jeśli moja córka przyczyniła się do śmierci nękającej ją koleżanki, będę ją chronić! - prawdziwa historia Krystyny fot. Fotolia

Podczas gdy policja jeździła po okolicy, przesłuchiwała rodzinę, znajomych i sąsiadów, apelowała o pomoc wszystkich tych, którzy tego dnia widzieli coś podejrzanego, ja zachodziłam w głowę, czy na pewno znam swoje dziecko. Czy Weronika byłaby zdolna do najgorszego? Szybko ganiłam się za takie myśli. Na litość boską, ona miała przecież tylko piętnaście lat! Ale z drugiej strony... Przecież ją widziałam. Widziałam, jak tego dnia zmierzała z Darią w stronę jeziora. Nie powiedziałam jednak o tym policji. Musiałam chronić swoją córkę.

Całą podstawówkę moja córka przepłakała

Weronika zawsze była cicha i nieśmiała. Martwiłam się, czy będzie potrafiła odnaleźć wspólny język z rówieśnikami. Niestety, moje obawy okazały się niebezpodstawne. Już w pierwszej klasie szkoły podstawowej córka padła ofiarą niewybrednych żartów kolegów i koleżanek z klasy. Idealnie pasowała na kozła ofiarnego. Małomówna, wstydliwa, w dodatku pochodząca z biednej rodziny. Dzieciaki są okrutne. Kiedy Weronika zwierzała mi się ze swoich problemów, za każdym razem czułam, jak pęka mi serce.

– Dzieci śmieją się z moich ubrań, mówią, że jestem wieśniarą – żaliła mi się.
Wielokrotnie próbowałam interweniować u nauczyciela, ale nic to nie dało. Spokój był tylko przez chwilę. Rozmawiałam też z rodzicami tych dzieci, prosiłam o załatwienie sprawy, ale nawet jeśli komentarze cichły, dzieciaki szybko wynajdowały inny sposób, aby dokuczyć Weronice. W wieku ośmiu lat córka zaczęła moczyć się w nocy, chociaż takie wpadki nie zdarzały jej się od trzeciego roku życia. U dyrektora szkoły byłam z interwencjami średnio dwa razy w miesiącu.

„Wychowałam syna na nieodpowiedzialnego dziecioroba.” Przeczytajcie historię Marii...

– Moje dziecko czuje się zaszczute – tłumaczyłam. – Moczy się w nocy, nie chce przychodzić do szkoły, tak nie może być!

Sytuacja uległa nieznacznej poprawie, ale Weronika nadal czuła, że nie jest akceptowana przez rówieśników. Lata mijały, a dzieci ciągle patrzyły na nią z góry. Ktoś mógłby powiedzieć, że mogłam przenieść ją do innej szkoły, ale to nie było takie proste. Nie mieliśmy samochodu, oboje z mężem pracowaliśmy w polu od rana do wieczora, aby związać koniec z końcem, a kolejna szkoła była oddalona o dwadzieścia kilometrów.

Liczyłam na to, że kiedy Weronika pójdzie do gimnazjum, wszystko się zmieni

Miała trafić do nowej klasy i chociaż kilka osób z podstawówki nadal miało chodzić z nią do tego samego oddziału, wierzyłam, że Weronika odnajdzie się w nowej szkole. Niestety, jedna osoba skutecznie jej to uniemożliwiała.

Daria była córką jednych z najbogatszych ludzi w okolicy. Jeszcze w szkole podstawowej malowała się drogimi kosmetykami, co nie mieściło mi się w głowie. Przecież to było jeszcze dziecko! Chwaliła się markowymi ubraniami, umawiała z chłopakami i naśmiewała z Weroniki, która była wyjątkowo jak na swój wiek dziecinna. Akurat mnie to pasowało. Wolałam mieć w domu skromną dziewczynę niż taką latawicę...

Kilka dni później gruchnęła wiadomość o zaginięciu Darii.

– Mamo, Daria będzie chodzić ze mną do klasy – jęknęła Weronika któregoś dnia. – Nie wytrzymam tego!
– Poradzisz sobie – przekonałam ją. – Może znajdzie sobie innego kozła ofiarnego...

Daria była jedną z tych osób, które od pierwszej klasy podstawówki dokuczały Weronice. W gimnazjum się to nie zmieniło. Miałam wrażenie, że dziewczyna rozkręciła się jeszcze bardziej. Czuła się bezkarna.
Weronika tak bardzo chciała jej zaimponować, zaskarbić jej sympatię, zaczęła się nawet malować, żeby nie być gorszą, ale tamta dziewucha i tak ją wyśmiewała.
– Z takim makijażem możesz iść najwyżej na imprezę do remizy – poniżała Weronikę.
Dokuczała mojej córce, namawiając do tego inne dziewczyny. Koszmar z podstawówki powrócił. Chciałam znowu interweniować, tym razem jednak Weronika mi zabroniła.

Potrzebowałam czasu, by pokochać syna... - prawdziwa historia samotnej matki

– Będą się ze mnie śmiać, że jestem skarżypytą. Nic nie rób, mamo.
Chłopak był idiotą, ale rozumiałam jej rozpacz
W końcu Weronika poznała miłego chłopca. Spotykała się z nim, przeżywała każdą randkę, a ja, chociaż się niepokoiłam, byłam szczęśliwa, że w końcu widzę na jej twarzy uśmiech. Niestety, radość nie trwała długo...
– Nienawidzę jej! Nienawidzę! – rozpaczała Weronika. – Dlaczego ona się na mnie uwzięła? Co ja jej zrobiłam?
– Kochanie, spokojnie. O kogo chodzi? Co się stało? – dopytywałam.
– O Darię! Zaczęła umawiać się z Sebkiem!
– Twoim Sebkiem?

Cóż, miałam ochotę powiedzieć córce, że skoro jest tak głupi, że dał się wmanewrować, nie powinna po nim płakać, ale wiadomo, że złamane serce boli najbardziej. Zwłaszcza w wieku nastu lat.
Kilka dni później gruchnęła wiadomość o zaginięciu Darii. Szukała jej cała okolica. Jej rodzice byli załamani, błagali o pomoc, proponowali wysokie nagrody finansowe. Niestety, po kilku dniach w jeziorze znaleziono zwłoki Darii. A przecież ja widziałam, jak Weronika z Darią idą w stronę jeziora... Trochę się zdziwiłam, ale pomyślałam, że może w końcu sobie wszystko wyjaśniły. Czy Weronika mogłaby zrobić Darii krzywdę? Czy po prostu nie wytrzymała lat poniżeń, wyzwisk? Pamiętam, jak kiedyś mówiła mi, że Daria nie umie pływać i nigdy nie ćwiczy na basenie...

Minęły trzy lata, a ja nigdy nie porozmawiałam z Weroniką na ten temat. Nie potrafię. Śledztwo zostało umorzone, uznano, że Daria sama się utopiła, jednak ja wcale nie jestem tego taka pewna...

Hej, mamo, to ja. Córka, którą zostawiłaś. Od 24 lat próbuję zrozumieć, dlaczego...

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/2 miesiące temu
Bardzo dobrze