POLECAMY

Głupi Andrzejek był na każde jej skinienie. Całe szczęście, że nie straciłam więcej czasu na złudzenia!

Przysięgam, byłam pełna dobrych chęci. Miałam nadzieję na poważny związek. I co?

/ 3 miesiące temu
Głupi Andrzejek był na każde jej skinienie. Całe szczęście, że nie straciłam więcej czasu na złudzenia! fot. Fotolia

Kiedy poznałam Andrzeja, od jego rozwodu właśnie mijały dwa lata. Sama byłam rozwódką, więc zupełnie mi to nie przeszkadzało. To, że Andrzej ma nastoletniego syna, też nie. Michał miał już 15 lat i mieszkał z matką, nie przeszkadzał nam więc.
– Dlaczego się rozwiedliście? – zapytałam wprost już na wstępie.
– Zdrada – odparł ze smutkiem.
– Ty czy ona?
– Ona... – westchnął. – Renatka poznała kogoś w pracy i się zakochała. Ale po naszym rozwodzie się rozstali. Wszystko tak bez sensu wyszło.

Trochę zdziwił mnie żal w jego głosie. Podobnie jak i to, że o byłej żonie, która go zdradziła i zostawiła, mówił "Renatka". Jednak postanowiłam, że nie będę się czepiać. Od dawna byłam sama, a on naprawdę mi się podobał.

Nie za szybko pozwoliłam mu się wprowadzić?

Po miesiącu znajomości Andrzej zaproponował, że się do mnie wprowadzi. Po rozwodzie wynajmował mieszkanie i stwierdził, że zamiast płacić obcym ludziom, dołoży mi się do rachunków. Zaskoczył mnie, ale zgodziłam się. "Co mi szkodzi, mogę spróbować" – pomyślałam.

Nadszedł czas przeprowadzki. Na tę okazję przygotowałam uroczystą kolację i kupiłam wino. Ledwie zasiedliśmy za stołem, kiedy Andrzej nerwowo zaczął przeszukiwać kieszenie spodni, a później marynarki...
– Nie ma! – zwołał zdenerwowany.
– Czego nie ma? – zdziwiłam się, bo chyba przywieźliśmy wszystko. Nie odpowiedział, tylko pobiegł do przedpokoju i zaczął szperać w kurtce.
– Tu też nie ma! – rzucił nerwowo.
– Moje dokumenty i portfel. Muszę po nie natychmiast wracać. Wszystko zostało u Renatki w mieszkaniu.
– U kogo?! – zbaraniałam.
– No u Renatki. Byłem dziś u niej...
– Ale po co? – zmarszczyłam brwi. – Mówiłeś, że z synem widzisz się jutro!
– No tak, ale pojechałem po kilka swoich rzeczy, żeby tu przywieźć...
– Miałeś tam jeszcze swoje rzeczy? Dwa lata po rozwodzie?!
– Przecież wiesz, że wynajmowałem kawalerkę – wzruszył ramionami. – Wszystkiego bym w niej nie pomieścił, więc Renatka się zgodziła...
– Dobra, nieważne! – przerwałam mu. – A nie możesz jutro po te dokumenty pojechać? Przy okazji, jak będziesz odwiedzał Kubę?
– I niby jak jutro do pracy pójdę bez dowodu i pieniędzy? – popukał się w głowę. – Daj spokój, szybko podjadę i za godzinkę będę z powrotem.
– Ale kolacja jest na stole...
– To się podgrzeje – odpowiedział beztrosko i... wybiegł z domu.

Myślałam, że dobrze go znam...

Było mi przykro. Nie tak miał wyglądać nasz pierwszy wieczór razem. "Czemu on mówi o niej tak ciepło? Jak często się z nią widuje? A może wciąż ze sobą sypiają?" – te pytania nie dawały mi spokoju. Zwłaszcza że Andrzej wrócił do domu... ponad trzy godziny później.
– Bawiliście się z Renatką w chowanego? Schowała ci ten portfel i dowód? – zapytałam złośliwie.
– Przepraszam, zasiedziałem się trochę... Z synem pogadałem...
– Czyli jutro już tam nie jedziesz?
– Jadę. Mamy iść z Kubą do kina. Odgrzejesz mi kolację, kochanie? – zapytał jak gdyby nigdy nic.
Wkurzyłam się.
– Sam sobie podgrzej. Jak podawałam trzy godziny temu, była ciepła!
– odburknęłam i poszłam spać.
"Czy ja dobrze zrobiłam, że tak szybko pozwoliłam mu się wprowadzić?"
– zastanawiałam się, leżąc w łóżku.
Miałam poważne wątpliwości.

Ani tej nogi nie złamała, ani nawet nie skręciła. Po prostu nabiła sobie siniaka. A on pognał do niej jak na skrzydłach!

Następnego dnia Andrzej po pracy znów pojechał do byłej żony i syna. Jak dowiedziałam się wieczorem, w kinie byli... w trójkę!
– Po co ty się właściwie rozwodziłeś? – musiałam zadać mu to pytanie.
– Mówiłem ci! Renatka poznała innego, rozstaliśmy się...
– Ale już jest wolna! To może wrócisz do niej? Nie chce cię już?!
– Co cię opętało?! Mamy syna, więc muszę tam czasem pojechać.
– Do kina zabrałeś nie tylko syna...
– Zapytała, czy może iść. Też chciała ten film obejrzeć, to co miałem odpowiedzieć? – nic nie rozumiał.
Drugi wieczór z rzędu się żarliśmy.

– Nie kłóćmy się – powiedział rano, przytulając mnie. – Przecież Renatka to już przeszłość. Jestem dawno po rozwodzie. Zapomniałaś o tym?
– Dlaczego wciąż mówisz o niej "Renatka"?! – nie wytrzymałam.
– A nie wiem... Tak się jakoś przyzwyczaiłem – rozłożył ręce.
Przez pewien czas był spokój. Andrzej pomagał mi w domu, starał się i było miło. Sama zaproponowałam, żeby jego syn odwiedzał go u nas. Oczywiście chodziło mi o tę całą Renatkę. Nie chciałam, żeby mój facet zbyt często widywał byłą żonę.

Zazdrość szwagierki niszczy nasz związek!

Pewnego wieczoru Andrzej odebrał telefon. Widziałam, że rozmawia z kimś coraz bardziej zdenerwowany.
– Renatka chyba złamała nogę! Spadła z taboretu! Prosiła, żebym przyjechał. Ona nie ma prawa jazdy, a może trzeba na pogotowie jechać! – wykrzykiwał, wyraźnie poruszony.
– To niech jedzie taksówką – zaproponowałam, czując narastającą złość.
Doprawdy miałam już serdecznie dosyć tej baby w naszym życiu.
– Noga ją boli, jak sobie poradzi na pogotowiu sama? – jęknął Andrzej.
– A Kuba? Nie może z nią jechać?
– To jeszcze dzieciak!
– Andrzej, czy ja jeżdżę do swojego byłego męża?! – wrzasnęłam.
– Nie macie dzieci. Gdybyś miała, zobaczyłabyś, jak to jest...
– Ale przecież tobie nie chodzi teraz o dziecko. Do niej jedziesz!
– Bo to... matka mojego dziecka. Muszę jej pomóc – rzucił i wyszedł.
Z takim argumentem nie mogłam dyskutować. W końcu co ja, bezdzietna, mogłam wiedzieć o wychowywaniu dzieci? I o ich matkach?!

Andrzej wrócił po kilku godzinach. Okazało się, że Renatka nie miała ani złamanej nogi, ani nawet skręconej. Nabiła sobie siniaka i to wszystko. Andrzej opowiadał mi o tym bardzo przejęty... To był kompletny absurd.
Następnego dnia po pracy nie wrócił od razu do domu. Miałam przeczucie, a właściwie pewność, że ma to jakiś związek z Renatką...

Widziałam ją pierwszy raz, ale czułam, że nie kłamie

Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. W progu zobaczyłam kobietę – elegancką, w moim wieku, z pokaźną reklamówką w ręce.
– Dzień dobry! Czy jest Andrzej?
– A kim pani jest? – zdziwiłam się.
– Mam na imię Kamila. Chcę oddać Andrzejowi kilka jego rzeczy. Nie odbiera moich telefonów, a chcę się tego wreszcie pozbyć. Przy okazji, jest mi winien 400 złotych, już dawno miał mi oddać... Jest teraz u pani?
– Jeszcze nie wrócił z pracy – odparłam, zszokowana tym, co usłyszałam.
– A co, jest u Renatki? – spytała nagle i... parsknęła śmiechem.
– Skąd pani zna Andrzeja?
– Mieszkałam z nim kilka miesięcy temu. Mamy wspólnych znajomych. Powiedzieli mi, gdzie teraz mieszka...
– A kiedy się od pani wyprowadził? – czułam, jakbym śniła.
– Jakieś trzy miesiące temu – odpowiedziała po chwili zastanowienia.
– To niemożliwe. Mówił, że od rozwodu wynajmował kawalerkę.
– On dużo rzeczy mówi... Chcę pani poznać trochę faktów? Czy pani w nie uwierzy, czy nie, to już pani sprawa.
Skinęłam głową.
– Ma obsesję na punkcie byłej żony. I cały czas czeka, aż ona pozwoli mu do siebie wrócić. Na razie szuka frajerek, u których może mieszkać – powiedziała Kamila, patrząc mi w oczy.

Miałam nadzieję na ekscytujący romans. A dostałam? Szkoda gadać...

Zrobiło mi się słabo. Widziałam tę kobietę pierwszy raz w życiu, ale czułam, że mnie nie okłamuje.
– Powie mi pani coś jeszcze?
– Poznaliśmy się jakiś rok temu.
Od razu się do mnie wprowadził, ale non stop jeździł do byłej żony, zapewniając, że chodzi o syna. W końcu został u niej na noc...
– Wtedy się rozstaliście? – chciałam dowiedzieć się jak najwięcej.
– Nie od razu. Powiedział, że syn się nagle rozchorował i dlatego tam nocował, ale czułam, że kłamie. Wtedy zaczęłam wypytywać wspólnych znajomych. Opowiedzieli mi co nieco o Andrzeju i tej jego Renatce...
– To dlaczego jeszcze nie wrócili do siebie?! – nie wytrzymałam.
– Bo ona cały czas liczy na to, że pozna kogoś lepszego – zachichotała.
– A na razie ma głupiego Andrzejka, który jest na każde jej skinienie. Naprawi kran, zawiezie na wakacje...
– Wakacje też razem spędzili?!
– Nie, ale zawiózł ją i Kubę nad morze, a potem po nich pojechał.
– Tracę czas? – zapytałam wprost.
– Moim zdaniem tak. Ale nie wtrącam się. Jeśli lubi pani trójkąty... Proszę oddać mu te rzeczy i przypomnieć o pieniądzach – powiedziała na koniec.

Zostałam sama z natłokiem myśli w głowie. Andrzej był pierwszym mężczyzną, z którym zamieszkałam po rozwodzie. Miałam nadzieję, że to będzie coś poważnego. Czułam żal i rozczarowanie. Z drugiej strony, może powinnam cieszyć się, że nie stracę więcej czasu na złudzenia?

Andrzej wrócił późnym wieczorem.
– Kamila cię szukała – powiedziałam.
Andrzej wyraźnie się speszył.
– Jaka Kamila? – spytał.
– Dobrze wiesz jaka. Przyniosła twoje rzeczy. I chce odzyskać pieniądze, które od niej pożyczyłeś.
– Aaa, moja była! Nie wspominałem ci... Pewnie jakichś głupot ci nagadała?! Jest zazdrosna, bo ja ją rzuciłem...
– Nie wyglądała na zazdrosną. Raczej na zadowoloną, że się ciebie pozbyła. Masz godzinę na spakowanie swoich rzeczy. I sprawdź, czy wszystko wziąłeś. Nie chcę cię później szukać tak jak moja poprzedniczka!    

Kompletnie nie znałam człowieka, którego kochałam tyle lat...

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/3 miesiące temu
Też bym pogoniła takiego... Bo co to za związek?? W trójkącie jakimś dziwnym... Żenada po prostu... Facet żyje przeszłością i dupę tylko zawraca... Z dzieckiem ok, niech się widuje ale nie u byłej żony kuźwa. No sorry ale mało która kobieta by to chyba tolerowała... A ja to na pewno nieeee....
/3 miesiące temu
Julka, Ty chyba nie przeczytałaś uważnie całego tekstu. wróć, przeczytaj raz jeszcze- może coś skumasz.
/3 miesiące temu
Głupia kobieta. Jestem też po rozwodzie, mam córkę, mam nowego męża i mam świetne relację z byłym mężem, mimo tego, że to ja chciałam rozwód, bo pokochałam innego (też spotkałam go w pracy, teraz jesteśmy już małżeństwem). Też chodzimy czasami we trójkę do Kina, do Aquaparku. Przychodzi do nas, pijemy kawę, gadamy, pomaga czasami z jakimiś drobiazgami. Mój mąż nie jest zazdrosny, jest mądry, wie, że go kocham i ufa mi. Jedyne czego się obawiam, że były znajdzie sobie taką nie mądrą kobietę, która będzie zazdrosna o córkę i o mnie. Akurat jak ta Marzena. A ja bym chciała, że by znalazł sobie normalną, z którą też można będzie kolegować.