POLECAMY

Hej, mamo, to ja. Córka, którą zostawiłaś. Od 24 lat próbuję zrozumieć, dlaczego...

Miała wybór: albo ukochana, albo córka.

/ 4 miesiące temu
Hej, mamo, to ja. Córka, którą zostawiłaś. Od 24 lat próbuję zrozumieć, dlaczego... fot. Fotolia

Byłam mała, kiedy mama mnie zostawiła. W miarę, jak dorastałam, coraz częściej myślałam, dlaczego to zrobiła. Dziś wiem i nawet jej wybaczyłam,
ale zrozumieć nie potrafię.

Ciotka Aniela nie była tak naprawdę moją ciotką. Była przyjaciółką mojej mamy jeszcze z lat wczesnego dzieciństwa. Znały się od przedszkola. W jaki sposób zostały przyjaciółkami, nie byłam w stanie zrozumieć. Nie rozumiał tego zresztą nikt, ani mój tata, ani wujek Stefan, brat mamy, ani moi dziadkowie, nikt. Mama i ciotka Aniela różniły się w zasadzie wszystkim.
Moja mama była dokładna, wręcz pedantyczna, wszystko wokół niej musiało być posprzątane i poukładane. Pracowała jako księgowa, wciąż liczyła te swoje cyferki i wszystko musiało się zgadzać co do grosza. Chodziła do pracy w eleganckich, wąskich spódniczkach i żakietach. Nosiła skromną fryzurę i zawsze krótko obcięte paznokcie. Nigdy ich nie malowała.
Ciotka Aniela była jej całkowitym przeciwieństwem. Przede wszystkim nie miała męża. Kiedy byłam małą dziewczynką, często pytałam, gdzie ciocia ma wujka. Odpowiadała mi wtedy, że nie lubi wujków. Kiedy do nas przyjeżdżała, to jakby do naszego domu nagle wkraczała wiosna.

Piekło kobiet. Czy serial „Opowieść podręcznej” to ostrzeżenie dla nas wszystkich?

Ciotka nosiła długie zwiewne sukienki, zawsze bardzo kolorowe. Rude włosy splatała w długi warkocz, a czasami puszczała luźno na plecy. Miała pomalowane paznokcie i u rąk, i u stóp, czasem na różne kolory. Latem nosiła też duże, słoneczne kapelusze. Była piękna. Nie rozumiałam, dlaczego była sama. Rozkładała w naszym ogrodzie sztalugi i malowała jasne, wesołe obrazy. Nie znałam się na malarstwie, ale mama mówiła, że bardzo dobrze się sprzedają.

Ciotka spędzała u nas dużo czasu wiosną i latem, przyjeżdżała także zimą. Tylko jesienią mało ją widywałam.

Mama mówiła, że ciocia na stałe mieszka w Paryżu. Kiedy byłam już trochę większa, miałam wrażenie, że tata jej nie lubi. Ona jego chyba też nie. Tata jednak bardzo kochał moją mamę i nie potrafił jej niczego odmówić, a mama twierdziła, że Aniela jest dla niej jak siostra i zawsze będzie nas odwiedzała. Ja uwielbiałam ciotkę, byłam zachwycona, kiedy się u nas pojawiała. Chciałam nosić takie same sukienki i mieć takie długie włosy w pięknym rudym kolorze. Niestety nie miałam rudych włosów, a mama ubierała mnie w spodnie.
– Ciociu, przywieź mi taką sukienkę jak twoja – prosiłam.
I za którymś razem ciotka przywiozła mi dwie. Całe lato prawie ich nie zdejmowałam.
– Pomaluj mi paznokcie – prosiłam, a ciotka Aniela malowała je różnokolorowym lakierem.
– Co ona robi z mojego dziecka! – słyszałam, jak tata krzyczy tak do mamy.
– Uspokój się, Tomasz, przecież to tylko mała dziewczynka.
– No właśnie, mała! Nie chcę, żeby Aniela ją tak stroiła?
– Niby dlaczego? Jest dziewczynką, lubi sukienki.
Bardzo lubiłam sukienki. I uwielbiałam przebywać z ciotką. Opowiadała mi bajki, szyła ciuszki moim lalkom. No i malowała mi paznokcie.

Najpierw zniknęła ciocia Aniela, a potem mama

Pewnej wiosny wybuchła bomba. Tata wyrzucił ciotkę z naszego domu. O coś się strasznie pokłócili. Pamiętam, jak krzyczał, że ma się natychmiast wynosić i nie chce jej nigdy więcej widzieć na oczy. Ciotka wyjechała, a mama z tatą strasznie się kłócili, codziennie. Tata spał w salonie, a mama chodziła z podkrążonymi oczami. Potem powiedziała, że musi na trochę wyjechać.

– Pamiętaj, córeczko, że bardzo cię kocham, najbardziej na świecie – powtarzała.

I od tego czasu byłam już sama z tatą. Pytałam go, kiedy mama wróci, a on wciąż odpowiadał, że niedługo i niedługo. A mama nie wracała i nie wracała, aż w końcu przestałam pytać. Ciotka Aniela też więcej do nas nie przyjechała.

Po kilku latach w naszym domu pojawiła się Ula, nowa żona taty. Potem przyszło na świat moje przyrodnie rodzeństwo, Witek i Zosia. O mamie nic się nie mówiło, tata nawet wszystkie zdjęcia pochował albo powyrzucał. To był w naszej rodzinie temat tabu.

Aż w końcu nadeszły moje osiemnaste urodziny. Byłam dorosła, za kilka miesięcy miałam zdawać maturę, wybierałam się na studia. I wtedy dostałam ten e-mail.

"Kochana córeczko – pisała moja mama – jesteś już pełnoletnia. Twój ojciec nie może nam już niczego zabronić. Ani tobie, ani mnie. Chciałabym się z tobą spotkać, porozmawiać, wytłumaczyć, przeprosić. Może mi wybaczysz, albo przynajmniej spróbujesz zrozumieć. Kocham cię, Kasiu".

Natychmiast pojechałam do wujka Stefana. Był jedyną osobą, która mogła dać mamie mój adres mailowy. Wujek jednak tylko popatrzył na mnie smutno.
– Wolałbym, Kasiu, żeby Grażyna sama ci wytłumaczyła. Porozmawiaj z nią, spotkaj się.
– Przez tyle lat nawet się do mnie nie odezwała.
– Wiem, że masz do niej żal, ale to nie było takie proste.
Długo biłam się z myślami, nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Miałam wielki żal do mamy, że tak po prostu zniknęła z mojego życia, że się o mnie nie martwiła, nie troszczyła. Ale z drugiej strony bardzo chciałam ją zobaczyć, chciałam się do niej przytulić i wysłuchać, co ma mi do powiedzenia. Zgodziłam się więc na spotkanie.

Nigdy nie jest za późno, by mieć szczęśliwe dzieciństwo

Wydawało mi się, że nie pamiętam swojej mamy, że jej nie poznam.

Bardzo się bałam tego spotkania. Jednak, kiedy tylko weszłam do kawiarni, w której się umówiłyśmy, od razu wiedziałam, że kobieta siedząca przy oknie to ona.

Nie pozwoliłam się pocałować, przytulić, mimo że w głębi duszy bardzo tego pragnęłam. Chciałam tylko, żeby mi wyjaśniła, dlaczego mnie zostawiła i zapomniała o mnie na tyle lat. I wyjaśniła.

Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Opowiedziała mi, jak to od dawna, od dzieciństwa prawie były w sobie zakochane z ciotką Anielą. Początkowo obie nie rozumiały, co czują. Potem, im stawały się starsze, tym były sobie bliższe.
– Broniłam się przed tym uczuciem, nie chciałam być taka – opowiadała mama. – Poznałam twojego ojca, lubiłam go, myślałam, że wszystko się jakoś ułoży. Wyszłam za niego za mąż, urodziłam ciebie. Kochałam cię najbardziej na świecie.
– Gdyby tak było, nie zostawiłabyś mnie – zaprotestowałam.
– To nie jest takie proste. Widzisz, Aniela wciąż była w moim życiu. Nie potrafiłam jej z niego wyrzucić. Kiedy twój ojciec dowiedział się, co nas łączy, kiedy nas zobaczył...
– mama zamilkła na dłuższą chwilę. Też milczałam, nie miałam zamiaru jej niczego ułatwiać. – Wyrzucił ją z domu. A ja... – zająknęła się – ja nie potrafiłam już dłużej z nim być, nie potrafiłam tego ciągnąć. Chciałam zabrać ciebie i wyjechać. Powiedział, że nigdy mi ciebie nie odda, że wszystkim opowie i zniszczy mi życie. Przestraszyłam się.
– I wyjechałaś, zostawiając mnie
– dokończyłam.
– Może kiedyś zdołasz mi wybaczyć? – zapytała cicho.
– Wyjechałaś do niej? – wolałam nie odpowiadać.
– Tak.
– I jesteście razem?
– Tak.
– Więc wybrałaś – szepnęłam. – Wybrałaś ciotkę Anielę, nie mnie.
– To nie tak, córeczko.
– Nie mów do mnie, córeczko
– krzyknęłam, nie panując nad emocjami. – Nie mów do mnie tak. To Ula jest moją matką.

Przez chwilę mam zapał i siłę do tego, żeby pracować nad sobą, a potem wszystko się rozpada ja znowu spadam na dno... Też tak masz?

Na policzkach mamy wykwitły rumieńce. Zamrugała oczami.
– Mówisz do niej mamo?
– Tak – skłamałam.
Zrobiłam to świadomie, chciałam ją zranić, chciałam, żeby ją zabolało.
– Może jeszcze kiedyś mnie zrozumiesz, może mi wybaczysz.
– Może wybaczę, ale nigdy nie zrozumiem.

Nie przyznałam się nikomu, że widziałam się z matką. Ani tacie, ani Uli. Nie wiem, czy wiedzieli, czy może się domyślali. W każdym razie nigdy żadne nie powiedziało słowa na ten temat. Mama czasami przysyłała maile – życzenia na imieniny, na święta. Kiedy zdałam maturę, zapytała, czy nie miałabym ochoty przyjechać do Paryża na wakacje. Pewnie, że chciałam zwiedzić to miasto, zobaczyć Wieżę Eiffla. Ale nie chciałam jechać do matki. Tym bardziej że mieszkała z ciotką. Nie potrafiłam sobie wyobrazić ich jako pary.

"Nie pojadę" – odpisałam wtedy krótko. "Nie chcę, nie namawiaj mnie".

Potem trochę żałowałam swojej decyzji, ale nie miałam zamiaru jej zmieniać.
Tata dowiedział się o moich kontaktach z mamą, kiedy przysłała mi paczkę z pięknymi francuskim ciuchami. Niestety odebrała ją Ula i wszystko mu powiedziała.
– Jakie piękne – zachwycała się sukienkami moja młodsza siostra.
– Podaruj mi chociaż jedną – prosiła. – Twoja mama musi się pięknie ubierać, skoro ci takie kupiła.
– Na pewno wybrała je Aniela
– mruknęłam i w tej samej chwili zobaczyłam spojrzenie ojca.
Zamarłam.
– Skąd wiesz? – zapytał tata.
– Kto to jest Aniela? – w tym samym momencie padło pytanie siostry.
Ula milczała.
Stałam spłoszona i nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie chciałam sprawić przykrości tacie, nie chciałam też przyznać się przed siostrą, że moja mama mieszka z kobietą. Mimo że uważałam siebie za osobę nowoczesną i tolerancyjną, to jednak jeśli chodziło o moją mamę, zabrakło mi tolerancji.
– Spotkałam się z mamą – powiedziałam cicho. Kiedy tata o nic więcej nie pytał, tylko patrzył smutno, wyjaśniłam. – Spotkałam się z nią zeszłego lata. Napisała do mnie maila, chciała się ze mną zobaczyć. Zgodziłam się.
– Nie wspomniałaś o tym słowem
– w głosie taty usłyszałam wyrzut.
– Po co? Spotkałam się z nią tylko raz, nie chciałam sprawiać ci przykrości – odparłam.
Ale tak naprawdę to wcale nie byłam pewna, czy właśnie to było powodem, że się nie przyznałam. Tata chyba też nie do końca wierzył, ale zapytał tylko:
– Kontaktujesz się z nią?
– Tak, mailowo.
– Masz do mnie żal?
– Do ciebie? – spytałam zdziwiona. – Jeżeli już, to raczej... – Chciałam powiedzieć, że mam żal do ciotki Anieli o to, że zabrała mi mamę i do mamy, o to, że mnie zostawiła, ale nie powiedziałam tego. – Sama już nie wiem, do kogo mam żal. Mama powiedziała mi wszystko.
– Tak? – spytał tata. – A to, że chciała cię zabrać, ale jej nie pozwoliłem.
– To też. Gdybym naprawdę była dla niej ważna, nigdy by nie odeszła, nie zostawiłaby mnie. Aniela była ważniejsza. Dajmy już temu spokój.
Miałam dość, nie chciałam dłużej roztrząsać, kto komu i dlaczego zrobił krzywdę.

Bałam się, że jestem taka sama jak ona

Jesienią zaczęłam studia na uniwersytecie w Warszawie. Mama przysłała maila z pytaniem, czy nie chciałabym studiować w Paryżu, mogłabym u nich zamieszkać, we wszystkim by mi pomogły. Odpisałam krótko, że nie znam francuskiego.

Jakoś tak dziwnie się czułam po tych wszystkich informacjach na temat mojej mamy. Czasem obserwowałam koleżanki i zastanawiałam się, czy mi się podobają, albo czy coś do którejś poczuję. Nie czułam. Wyobrażałam sobie, jak to jest, kiedy kobieta zakocha się w kobiecie i nie mogłam tego zrozumieć.

Jacka poznałam na drugim roku studiów.

On zakochał się we mnie od razu. U mnie trwało to trochę czasu. Miałam chyba jakąś blokadę. Długo bałam się, co by pomyślał, gdybym mu opowiedziała o mamie. Może przestraszyłby się, że od niego ucieknę, jak mama od mojego taty.
Opowiedziałam mu wszystko dopiero, kiedy mi się oświadczył.
– Chcę, żebyś wiedział, nawet jeśli masz mnie zostawić – stwierdziłam.
– Dlaczego miałbym cię zostawić? – spytał.
– Może jestem taka jak mama?
Zaczął się śmiać.
– Nie jesteś, zapewniam cię. To nie jest zaraźliwe.
Po zaręczynach, latem pojechaliśmy odwiedzić mamę. To Jacek mnie do tego namówił.
– Tobie jest to potrzebne – przekonywał mnie. – A przy okazji zobaczymy Paryż – śmiał się.
Dałam się namówić i pojechaliśmy na cały miesiąc do Paryża. Co prawda wcześniej wiele razy pytałam taty, czy się na mnie nie pogniewa. Za każdym razem zapewniał, że nie, ale wciąż miałam wrażenie, że jednak trochę było mu przykro.

Dopiero w Paryżu przekonałam się, że moja mama tak naprawdę jest dla mnie zupełnie obcą osobą, że prawie wcale jej nie pamiętam, że jesteśmy zupełnie różne.

To Anielę pamiętałam z dzieciństwa, jej kolorowe sukienki i kapelusze... Teraz miałam wrażenie, że to chyba za ciotką tęskniłam bardziej niż za mamą.

A Aniela nie zmieniła się wcale. Może miała trochę więcej zmarszczek, ale wszystko inne pozostało takie samo. Byłam wdzięczna Jackowi, że namówił mnie na ten wyjazd, chyba dzięki temu powoli pozbywałam się traumy. Zaczynałam wierzyć, że jestem normalna i mogę spokojnie wyjść za niego za mąż.

Nie chciałam urodzić tego dziecka... Nie temu mężczyźnie! - smutna historia Sandry

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)