POLECAMY

Kto dał jej prawo do krytykowania mojego męża?! Nie chciałam zaprzepaścić 25 lat przyjaźni, ale...

Kto dał jej prawo do krytykowania mojego męża? - historia prawdziwa

/ 8 miesięcy temu
Kto dał jej prawo do krytykowania mojego męża?! Nie chciałam zaprzepaścić 25 lat przyjaźni, ale... fot. Fotolia

Z nostalgią i pewnym niedowierzaniem oglądałyśmy stare zdjęcia z czasów studenckich. Kaśka otarła ukradkiem łzę.
– Możesz mi wytłumaczyć, jakim cudem minęło już dwadzieścia lat?
– Nawet mi o tym nie mów! – westchnęłam. – Coraz bliżej nam do czterdziestki, a przecież ja w głębi duszy wciąż jestem nastolatką.
Zachichotałyśmy. Nasi mężczyźni spojrzeli na nas z niedowierzaniem, nie widząc w tej sytuacji nic zabawnego. Nieważne! My z Kaśką rozumiałyśmy się bez słów, tylko to się liczyło.

„Jest życie po życiu. Udało mi się dotrzeć na tamtą stronę”


– Może jeszcze sałatki? – doskoczyłam do partnera przyjaciółki, Marka. – Kieliszki już puste! Obijasz się, Tomek! – zwróciłam się do męża.
Cieszyłam się, że Kaśka w końcu kogoś sobie znalazła. Jej mąż zostawił ją kilka lat temu, a ona nie mogła się otrząsnąć i zacząć normalnie żyć. Kiedy w końcu kogoś poznała, szalałam ze szczęścia. Uwierzyłam, że w końcu uśmiechnął się do niej los.
Nagle Marek się poderwał i walnął mojego męża w nos
Tego dnia odwiedziła nas ze swoim nowym partnerem po raz pierwszy. Jeszcze nie wyrobiłam sobie o nim zdania, jednak widziałam, że mój mąż nie zapałał do niego sympatią.


Trochę szkoda, jednak nie zamierzałam się tym przejmować. Wprawdzie z Adamem, byłym mężem Kaśki, tworzyliśmy kiedyś zgrany kwartet, jednak nie zależało mi za specjalnie, aby Tomek zaprzyjaźnił się z Markiem. Najważniejsze, że moja przyjaciółka była szczęśliwa.
– Ten facet jest jakiś dziwny... – szepnął mi do ucha Tomasz, kiedy minęliśmy się w kuchni.
Był już mocno nietrzeźwy.
– A idź, pijaku jeden! – odgoniłam go.
Rozmowa w salonie zaczęła zmierzać w niebezpiecznym kierunku. Panowie, wspomagani przez alkohol, zaczęli zażarcie dyskutować o polityce.
Wymieniłyśmy z Kaśką porozumiewawcze, przerażone spojrzenia. Okazało się, że Marek był zwolennikiem obecnego rządu, podczas gdy Tomek popierał opozycję. Niby nic, a się zaczęło... Od poglądów politycznych przeszli do tematów ideologicznych i pokłócili się o kryzys migracyjny. O kryzys migracyjny! Dobry Boże, już nie mieli się czego przyczepić!
– Kaśka, ale żeś sobie chłopa przygruchała, nie ma co! Tęsknię za czasami, kiedy spotykaliśmy się w czwórkę z Adamem – wypalił nagle mój mąż.
Ze wstydu zrobiło mi się gorąco.


Wiedziałam, że przemawia przez niego wypity alkohol, a następnego dnia będzie się wstydził za swoje zachowanie, ale wypowiedzianych słów już nie będzie mógł cofnąć. Ale to dopiero był początek...
Marek poderwał się jak oparzony i wymierzył cios prosto w nos Tomka.
– Jezus Maria! – wrzasnęła Kaśka.
Dopadłyśmy do nich i cudem rozdzieliłyśmy szarpiących się mężczyzn. Mój mąż nie chciał odpuścić, zresztą który wypity chłop wiedziałby, kiedy przestać, gdyby został zaatakowany? Wprawdzie sam sprowokował Marka słownie, ale...
– Kaśka, idźcie już, bo się pozabijają! – krzyknęłam, trzymając Tomasza.
Moja przyjaciółka zaczęła płakać i błagać Marka, żeby wyszli, podczas gdy ja próbowałam uspokoić męża. No istny cyrk! Takiej szopki to ja się nie spodziewałam!

W ułamku sekundy dotarło do mnie, że muszę wszystko zmienić...


Emocje opadły dopiero wieczorem, kiedy Tomek już głośno chrapał, a ja chlipałam cichutko w kuchni. Byliśmy normalną rodziną, sąsiedzi mieli o nas jak najlepsze zdanie, a tymczasem podczas spotkania ze znajomymi wywiązała się w naszym mieszkaniu bójka. Dobrze, że chociaż dzieci nie były niczego świadome – Asieńka nocowała u koleżanki ze szkoły, starszy Paweł był na urodzinach kolegi.
W nocy nie mogłam spać. Miałam nadzieję, że panowie przeproszą się nawzajem, wyjaśnią między sobą zaistniałą sytuację, a wszystko wróci do normy. O, jaka byłam naiwna...
Rano Tomek wstał w bojowym nastroju. Obejrzał się dokładnie w lustrze i oznajmił:


– Chodź, Hanka, jedziemy do szpitala, a potem na policję.
– Że co?!
– Nikt mnie nie będzie bił w moim własnym domu! Albo facet płaci zadośćuczynienie, albo...
– Przecież to jest zwykły szantaż!
– zawołałam oburzona.
– Jaki szantaż? Tak załatwiają sprawy cywilizowani ludzie! Dzwoń do Kaśki!
Nie chciałam w to uwierzyć.
Próbowałam przekonać męża, że to poroniony pomysł, ale on swoje wiedział, i koniec. Stwierdził, że został pobity we własnym domu, i dlatego żąda zadośćuczynienia.
– Każdy sąd w tej sytuacji przyzna mi rację. Niech idiota się cieszy, że jestem taki łaskawy i nie pójdę zgłosić pobicia. No, ale zapłacić musi!
Przerażona, pokręciłam z niedowierzaniem głową. Ja traktowałam tę kłótnię jako wybryk dwóch podpitych facetów! W życiu nie wpadłabym na to, aby wplątać w sprawę policję czy sąd. Ale Tomek się uparł...


Tak oto dwadzieścia lat przyjaźni trafił szlag
Zadzwoniłam do Kaśki i streściłam jej wszystko to, co powiedział mój mąż.
– Pamiętaj, to są jego słowa, nie moje – zaznaczyłam.
– Wiesz co, Hanka – wycedziła moja przyjaciółka ze złością. – Tego bym się po tobie nie spodziewała. Twój chłop klepie jęzorem po pijaku, nie jest święty i tak się składa, że Marek został sprowokowany. Nie wierzę, że jeszcze bronisz Tomka! Znam go od tylu lat, to niezły gagatek, a jak wypije, zawsze dostaje małpiego rozumu.

Tatuś poczekał, aż jego „obowiązek” zda maturę, a potem uciekł...


Nie to, żeby Kaśka nie miała racji, ale nie powinna mi tego wypominać. Nadmienię tylko, że jej własny mąż uciekł z biuściastą, tlenioną blond lalą. Kto dał jej prawo do krytykowania mojego małżonka?
– Ja umywam od tego ręce! Nie chcę się z tobą kłócić, powtarzam tylko, co Tomek powiedział – stwierdziłam i się rozłączyłam.
Nie chciałam ot tak, zaprzepaścić dwudziestu pięciu lat przyjaźni. Kaśka była jedną z najbliższych mi osób... Ale Tomek się uparł. Powiedział, że on tak sprawy nie zostawi. Przekonałam go jedynie, żeby nie zgłaszał sprawy na policję, ale na założenie sprawy z powództwa cywilnego się uparł.

Byłam załamana i błagałam Tomasza, aby odpuścił, ale on nie chciał tego słyszeć.


Nie wiedziałam, jak się wobec Kaśki zachować. Chciałam, aby w końcu ułożyła sobie życie, ale Tomek był moim mężem, więc nie mogłam tak jawnie mu się sprzeciwić i stanąć po drugiej stronie. Przeżyliśmy razem tyle lat, ufaliśmy sobie i zawsze mogliśmy liczyć na wzajemne wsparcie.
Byłam w kropce. Zostałam postawiona między młotem a kowadłem.
Jeszcze starałam się ratować moją przyjaźń z Kaśką. Mimo jej coraz większej niechęci dzwoniłam i próbowałam się umówić na spotkanie, ale ona zawsze była zajęta. Wcześniej nigdy się to nie zdarzało... Byłam załamana i błagałam Tomasza, aby odpuścił, ale on nie chciał tego słyszeć.
– Po co ci taka przyjaciółka? – pytał ze złością. – Gdyby była normalna, toby zrozumiała i od razu pozbyłaby się tego całego Mareczka! Kto to widział, żeby życie układać sobie z takim bandziorem? – skwitował.
Na nic zdawały się moje tłumaczenia, że obaj wypili za dużo i niepotrzebnie gadali o polityce. Przecież nie musieli się od razu przyjaźnić i spotykać! Nikt ich do tego nie zmuszał. Gdyby tylko Tomek odpuścił...

Jesteśmy dla siebie stworzeni? Czy horoskop mówi prawdę...?


Tego dnia, kiedy Marek otrzymał wezwanie do sądu, rozmawiałam z Kaśką po raz ostatni. Potem dzwoniłam do niej setki razy, ale nigdy nie odebrała. Bardzo mi jej brakuje.
– W życiu bym się tego po tobie nie spodziewała, Hanka – powiedziała wówczas. – Taka z ciebie przyjaciółka? Odszkodowanie od nas chcecie wyciągnąć? Figę z makiem dostaniecie, a nie pieniądze!
Nawet nie dopuściła mnie do słowa. Przecież to nie ja, to Tomek...
Dlaczego on się tak uparł?


Przez jego zawziętość straciłam przyjaciółkę, z którą byłam blisko nieprzerwanie przez dwadzieścia. Tęsknię za nią, za naszymi rozmowami, spotkaniami i wspólnymi zakupami. Tymczasem sprawa w sądzie nadal się toczy. To trwa od wielu miesięcy, a końca jeszcze nie widać. Nie zależy mi na wygranej. Zależy mi na tym, aby odzyskać moją przyjaciółką. Kaśka, bądźmy ponad to wszystko. Faceci to durnie!


Jak matka psuje życie dorosłej córce

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/6 miesięcy temu
Czemu niby przyjaciółce nie zależy? Bo mąż tej drugiej to dupek który nawet w towarzystwie nie porafi się zachować? Normalny facet nie leciał by zaraz do sądu i chciał odszkodowania ,wg mnie powinna pomyśleć czy z takim facetem chce spędzić życie, by kiedyś nie obudzić się za ręką w nocniku bo książę z bajki to tak naprawdę facet bez jaj i honoru ,który po pijaku wariuje a na trzeźwo nic lepszy
/7 miesięcy temu
Przeciez widac golym okiem ze "przyjaciolce" nie zalezy na tobie.