POLECAMY

Kid Rock "Born Free" - We-Dwoje.pl recenzuje

Kid Rock od lat uchodzi za niegrzecznego chłopca i z nie do końca grzeczną muzyką również jest kojarzony. Jeśli są jeszcze osoby, które twardo stoją przy takowej teorii - tym razem mocno, ale i pozytywnie się rozczarują.

Kid Rock od lat uchodzi za niegrzecznego chłopca i z nie do końca grzeczną muzyką również jest kojarzony. Jeśli są jeszcze osoby, które twardo stoją przy takowej teorii - tym razem mocno, ale i pozytywnie się rozczarują. Po przesłuchaniu jego nowego krążka, amerykański muzyk wydaje się być zaginionym bratem Bryan'a Adams'a. Album "Born Free" pozwala mieć nawet podejrzenia, że obaj panowie piszą dla siebie wzajemnie piosenki. Nie zmienia to jednak faktu, że najnowsza produkcja artysty to pozycja, o którą warto się wzbogacić.

Kid Rock i "Born Free" to propozycja "na drogę". Na okładce albumu chyba nie przypadkiem znajduje się samochód i jakby odpoczywający w nim wokalista. Szybko okazuje się, że "Born Free" to dzieło stworzone do słuchania w samochodzie podczas podróży, najlepiej w pełnym słońcu i pożyczonym od Rock'a kabriolecie. Wszystkie kompozycje utrzymane są w stosunkowo tym samym klimacie, nie ma więc utworu, który znacząco wybija z "rytmu" podczas słuchania.

"Born Free" to wyznania prawdziwego mężczyzny po przejściach, czyli z pozoru nic nowego. Nowością dla wielu jest jednak całkowity brak agresji i dziwnego niepokoju, który dotychczas towarzyszył artyście na krążkach. Zamiast tego otrzymaliśmy przyjemnie kołyszącą dawkę country i bluesa z domieszkami praktycznie wszystkich gatunków, do jakich słabość od lat ma sam Rock. Jeśli oczywiście nie zajmuje się kolejnym projektem ropcore'owym bądź hard rockiem.

Na krążku nie brakuje goœci. Jeden z utworów ozdabiają wokalem Martina McBride i raper T.I. Inną, doskonałą pozycje country, "Collide",  wzbogaca udział Sherryl Crow i mocno niedocenianego w naszym kraju Boba Segera. Na płycie pojawia się także zdobywca Grammy, Zac Brown. "Fly High" z jego udziałem nie jest jednak najlepszą produkcją na "Born Free". Dwie najlepsze kompozycje to - prócz wspomnianego "Collide"- nostalgiczne, ale i bardzo przyjemne w odbiorze "Times Like These" i "Rock on", które łączy w sobie balladę rockową z fantastycznym brzmieniem blues'owym.

Album "Born Free" powinien być chyba dodawany do każdego sprzedanego egzemplarza samochodu pochodzącego ze Stanów Zjednoczonych. Dawno nie było płyty, której z niezwykłą przyjemnością słucha się w zarówno podczas podróży, jak i w domu. Po prostu świetna płyta. Dzięki Bogu, że ciągle się takie wydaje.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)