Paryski spadek - recenzja

Agnieszka wraca do Paryża, by przejąć schedę po kloszardzie Napoleonie - niewielką mansardę, ulokowaną w samym centrum francuskiej stolicy. Jako, że załatwianie formalności we Francji wcale nie jest takie proste, jakby mogło się to wydawać, jej pobyt się wydłuża, co więcej – zamienia w wielką przygodę.

Agnieszka wraca do Paryża, by przejąć schedę po kloszardzie Napoleonie - niewielką mansardę, ulokowaną w samym centrum francuskiej stolicy. Jako, że załatwianie formalności we Francji wcale nie jest takie proste, jakby mogło się to wydawać, jej pobyt się wydłuża, co więcej – zamienia w wielką przygodę. 

Paryski spadek - recenzja

Marność nad marnościami i tylko marność. Książka ta absolutnie nie powinna ujrzeć światła dziennego. Nie umywa się do "Paryskich pokojówek", co więcej - szkodzi im. Od wydarzeń przedstawionych w pierwszej części minęły cztery lata. Aga zmieniła się. Już nie jest szaloną, żądną przygód studentką, a żyjącą wspomnieniami naiwną kobietą, która ciągle narzeka i której narzekań nie sposób słuchać. W dodatku dość niekonsekwentną. 

Odnoszę wrażenie, że Ewa Grocholska chciała stworzyć kryminał. Wplątuje Agę w wielką aferę, z której pozwala jej ujść bez szwanku. Wszystko dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności, których zdecydowanie za dużo. Wiele rozwiązań podsuwanych jest na złotej tacy, co nie wpływa korzystnie na lekturę tej książki. Zamiast śledzić losy Agi z wypiekami na twarzy, modlimy się, aby wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Bo co to za przyjemność z łatwością przewidywać kolejne kroki głównej bohaterki. Gdzie element zaskoczenia? 

„Paryski spadek” napisany jest lekkim, przyjemnym, absolutnie niewymagającym stylem, lecz to za mało, by uznać go za godną polecenia lekturę. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, chyba, że ma się na to pomysł. Ewie Grocholskiej ewidentnie go zabrakło. Odradzam!

Fot. Prószyński i S-ka

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)