POLECAMY

„Bez mojej zgody” - We-Dwoje recenzuje

„Zastanawiam się, dlaczego nie istnieje ustawowy limit cierpienia…” (Kate)

„Zastanawiam się, dlaczego nie istnieje ustawowy limit cierpienia…” (Kate)

Jodi Picoult w swoich książkach porusza od lat tematy trudne, kontrowersyjne oraz wzbudzające sprzeczne emocje. Charakterystyczny styl opowiadania autorki wyróżnia wprowadzenie kilku równorzędnych narratorów, ciągłe retrospekcje, liczne zwroty akcji, tematyka sądowa, problematyka społeczna oraz… wątek miłosny, często zbędny, a jednak pojawiający się w kolejnych książkach. „Bez mojej zgody”, jeśli chodzi o schemat, niczym nie zaskakuje. Dostajemy jednak, w znanym nam już „opakowaniu”, nową treść – tym razem nie chodzi bowiem o przemoc, molestowanie seksualne czy znęcanie się psychiczne, a o„Bez mojej zgody” - We-Dwoje recenzuje zagadnienia natury etycznej. Gdzie jest bowiem granica ingerencji człowieka w medycynę? Do czego można się posunąć, pragnąc uratować ciężko chore dziecko?

Po raz kolejny Jodi Picoult prowadzi nas krętym labiryntem życia, wciągając w opisywany przez siebie świat. Chociaż nie jest to literacko najlepsza jej powieść (dużo bardziej podobało mi się „19 minut” – recenzja: tutaj), warto sięgnąć po „Bez mojej zgody” choćby ze względu na omawianą w książce problematykę. Znów nic tu nie jest tylko białe, lub tylko czarne. Nie ma też jednego słusznego wyboru czy jednej właściwej racji. Stajemy na rozdrożu, i w którąkolwiek stronę byśmy nie poszli, nasza decyzja pociągnie za sobą olbrzymie konsekwencje.

Kate Fitzgerald choruje na ostrą białaczkę promielocytową. Kiedy okazuje się, że rodzice i brat dziewczynki, nie wykazując pełnej zgodności z tkankami Kate, nie mogą być dawcami, Sara i Brian, by ratować córkę, decydują się na wizytę w klinice genetycznej. Kilka miesięcy później, dzięki odpowiedniemu połączeniu komórek, rodzi się Anna. Szybko okazuje się, że choroba Kate postępuje – po oddaniu krwi pępowinowej, jej siostra, jako dawca allogeniczny, spokrewniony i całkowicie zgodny, co kilkanaście miesięcy wspiera organizm chorej dziewczynki białymi krwinkami, komórkami macierzystymi lub szpikiem kostnym. Chociaż choruje jedna, w szpitalu wciąż przebywają obie. Sytuacja się komplikuje, gdy trzynastoletnia Anna zjawia się pewnego dnia u znanego adwokata i prosi go, by zajął się jej wnioskiem o usamodzielnienie w kwestiach medycznych. Ten, po chwili wahania, decyduje się wziąć sprawę.

Historia Cambella Alexandra, obrońcy Anny, jeden z wątków powieści, odciąga nas co jakiś czas od opowieści o Fitzgeraldach, ale czy coś wnosi do książki, jest już kwestią dyskusyjną.
„Bez mojej zgody” to przede wszystkim ciekawe studium rodziny, która nie radzi sobie z zaistniałą sytuacją. Widać tu olbrzymią bezradność. Brian ucieka w pracę. Jesse, brat Kate i Anny, w świat przestępczy. Sara całkowicie poświęca się trosce o Kate, nie potrafiąc na moment zapomnieć o chorobie swej córki. Anna… czuje się niewidzialna.

Czy obecny kryzys scali, czy rozbije rodzinę? Kate, po kolejnym nawrocie choroby i uodpornieniu się na dotychczasowe leczenie, potrzebuje zdrowej nerki – jeśli nie otrzyma jej na czas, umrze. Jej siostra wie, jakie ryzyko niesie z sobą taka operacja. Odmawia oddania własnego narządu. Czy Anna, której sprawa rozpatrywana jest w trybie przyśpieszonym, jest na tyle dorosła, by ponieść ciężar odpowiedzialności za swoją decyzję? Poznajemy stopniowo punkt widzenia poszczególnych członków rodziny Fitzgeraldów, ale choć zaczynamy składać rozsypaną układankę w całość, najważniejsze pytania natury etycznej pozostają bez jednoznacznej odpowiedzi. Rozumiemy motywy postępowania Anny i jej pragnienie bycia typową nastolatką, jednak równocześnie stajemy w obronie Sary, która desperacko walczy o utrzymanie przy życiu Kate. Tylko co będzie, jeśli Anna, oddając nerkę, nie pomoże siostrze? A jeśli obie umrą na stole operacyjnym? Pytania narastają, a my czujemy się równie bezsilni jak bohaterowie powieści. Jakie bowiem mamy prawo żądać od drugiego człowieka całkowitego poświęcenia? I jakie… kogokolwiek potępiać?

Polecam. Po raz kolejny Jodi Picoult udowadnia, że potrafi pisać tak, iż po odłożeniu książki na półkę wciąż zastanawiamy się, „co by było, gdyby…”

Anna Curyło
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)