POLECAMY

Zatańcz ze mną

W telewizji pojawiły się ponownie kolejne serie programów, w których taniec gra główną rolę. Jak to jest z nami, zwykłymi Polakami, którzy od ponad dwóch lat zachwycamy się parkietowymi wyczynami gwiazd?

W telewizji pojawiły się ponownie kolejne serie programów, w których taniec gra główną rolę. Jak to jest z nami, zwykłymi Polakami, którzy od ponad dwóch lat zachwycamy się parkietowymi wyczynami gwiazd?
 
Moda na taniec trwa. Wystarczy spojrzeć na strony internetowe, które pojawiają się po wpisaniu słowa taniec w wyszukiwarce: pojawiają się nazwy szkół tanecznych z każdego większego miasta w Polsce i nie tylko, prowadzone przez profesjonalistów, ale również przez wylansowane w programach gwiazdy – taką szkołę założyli m.in. Kasia Cichopek z Marcinem Hakielem. Zaś na stronie www.szkolytanca.pl swoją działalność reklamuje już 428 szkół. Co tydzień pojawia się nowa taneczna placówka, szkoląca Polaków z tanga, walca, ale też breakdance’u, jive’a czy hip-hopu. Skąd ten szał? Wiadomo, z telewizji. To dzięki niej Polacy odkryli nowy rozrywkowy sposób spędzania wolnego czasu, jakim jest taniec.

Zatańcz ze mną

Oglądalność programów typu „Taniec z Gwiazdami”, „Gwiazdy tańczą na lodzie” lub „You can dance – po prostu tańcz!” mimo kolejnych edycji nie maleje, choć w tych pierwszych widać wyraźnie zjawisko „pokończenia się” gwiazd. Programy udowadniają Polakom, że tańczyć umie każdy (przykład Pudzianowskiego w „Tańcu…”) po wzięciu zaledwie już kilku intensywnych lekcji w grupie takich samych tanecznych amatorów, zafascynowanych możliwościami ludzkiego ciała np. właśnie w breakdance. Ale nie tylko szkoły tańca zajmują się jego nauką: także domy i ośrodki kultury zwiększyły swą działalność w tym zakresie – GUS podaje, że od 2003 roku wzrost uczestników jest o ponad połowę większy i wciąż rośnie, natomiast zmalały liczby kursów plastycznych czy gry na instrumentach.

Przyznanie się w towarzystwie, że nie umie się tańczyć, uchodzi teraz za najwyższy nietakt. Wykreowane przez telewizję wzorce zachowań płynnie przeszły do życia codziennego – kulturalny człowiek powinien przecież umieć tańczyć, nie tylko dla innych, ale przede wszystkim dla siebie. Jednak w szkołach tańca brakuje całej otoczki, jaką widać na szklanym ekranie: fleszy, jupiterów, dopracowywanych makijaży i niesamowitych strojów. Jest za to deptanie po piętach, urazy, kłótnie z partnerami. Jednak potrzeba i wrażenie robienia czegoś wyjątkowego i rozwijającego przewyższa te niedogodności. Efekty ćwiczeń gwiazd, jakie obserwujemy w telewizji, pozwalają wyobrażać nas sobie jako równie profesjonalnych i pięknych tancerzy.

Zobaczymy jednak, jak długo będzie trwała ta moda. Kilka lat temu popularna była nauka capoeiry czy karate, teraz przyszła moda na podbijanie parkietu. Jednak jak dotąd rozwijanie talentu tanecznego przez Polaków w każdym wieku – bo nawet na wychowaniu fizycznym w szkole dzieci chętniej biorą udział w zajęciach rytmiki – trwa, czego potwierdzeniem kolejne odcinki „Tańca…” i „You can dance”, a w kinie do obejrzenia od 6 marca pierwszy polski film taneczny „Kochaj i tańcz”.

Magdalena Mania
Tagi: rozrywkataniectangotrendhobbymoda
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/8 lat temu
Doskonale rozumiem.Tutaj taniec po kilku lekcjach jest po prostu niezbedny do zycia ;) dlatego ja sama zapisałam sie teraz na lady stalling do szkoły Yuliet.
/9 lat temu
Mam wielki problem do turnieju tańca zostało tylko 7 dni a ja mam wszystko umieć na środę (22-04-2009);(( i nie umiem ułożyć żadnego kroku z przyjaciółmi zawsze fajniej i łatwiej ale samej nie proszę pomużcie:((