POLECAMY

"Polacy oglądają >>Trudne sprawy<<, bo są przekonani, że to prawda. Inni upatrują w tym rozrywkę, a... cierpią dzieci" [Komentarz socjologa]

Dlaczego?

Edyta Liebert / 2 tygodnie temu
&quot;Polacy oglądają &gt;&gt;Trudne sprawy&lt;&lt;, bo są przekonani, że to prawda. Inni upatrują w tym rozrywkę, a... cierpią dzieci&quot; [Komentarz socjologa] fot. Trudne sprawy

Z programem "Trudne sprawy" jest jak z disco polo - każdy je zna, choć nikt się nie przyznaje. Serial oparty na "prawdziwych historiach", tzw. soap docs, ma ugruntowaną pozycję w telewizji. Czemu widzowie oglądają "Trudne sprawy"? Zapytałyśmy socjologów.

Telenowela dokumentalna zrodziła się w brytyjskiej telewizji w połowie lat 90. i format szybko przyjął się na gruncie polskim. Pierwsze soap docs, realizowane przez telewizyjną Dwójkę, to "Szpital Dzieciątka Jezus". Później stwierdzono, że warto przemycić ten pomysł i zastosować go w programie o relacjach w rodzinie. Przykładem są właśnie "Trudne sprawy".

"Są takie chwile, kiedy człowiek ma ochotę wsiąść do pierwszego lepszego pociągu i ruszyć przed siebie. Ja tak zrobiłam"

Widownia serialu "Trudne sprawy"

Takich formatów jak "Trudne sprawy", jest więcej, a i tak nie wypełnia ona całej potencjalnej przestrzeni. Widzowie uwielbiają "Szpital" czy "Ukrytą prawdę", bo to prosty i niewymagający zaangażowania przekaz. Ale nie tylko - zdaniem socjologów ta prosta rozrywka jest odprężająca dla osób, które na co dzień mieszkają w miastach, na przedmieściach aglomeracji. Osób zarówno uczących się (pora emisji temu sprzyja, zwykle jest to popołudnie), jak i pracujących umysłowo.

- 40 minut "Trudnych spraw" dziennie to jak terapia. Minimalizuje poczucie stresu, ułatwia nawiązanie rozmowy i zachęca do dyskusji podczas obiadu czy jego przygotowań. A jak już się zaczęło oglądać, to trzeba dotrwać do końca, by przekonać się, jak sytuacja się rozwinie - mówi doktorantka Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW, magister socjologii. - Jednak mówimy tu o osobach, które wciąż traktują telewizor jako pożądane tło życia rodzinnego - pamiętajmy, że odcinki serialu "Trudne sprawy" są też dostępne online - zauważa.

"Trudne sprawy też dla elit"?

Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć bez najbardziej aktualnych danych. W okresie od 2 marca do 27 kwietnia 2015 roku "Trudne sprawy" oglądało średnio 790 tys. widzów, co przełożyło się na 14,08 proc. udziału w rynku telewizyjnym wśród wszystkich widzów oraz 15,53 proc. w grupie komercyjnej 16-49 - wynika z danych Nielsen Audience Measurement. To naprawdę dobre wyniki, choć "Trudne sprawy" wypadły z pierwszej dziesiątki najchętniej oglądanych programów.

"Trudne Sprawy - odcinki o patologii to pokrzepienie czy niebezpieczeństwo?

Każdy odcinek serialu opowiada inną historię dotyczącą problemów patologii życia codziennego, a niektórzy wierzą, że to nie gra, a prawdziwe zaglądanie do życiorysów, niemal "za firankę" do domu. - Ludzie ze wsi i małych miejscowości nie potrafią odróżnić prawdy od fikcji. Mój kolega pojechał do wsi na Podlasie, by badać wpływ programu 500+ i usłyszał, żeby nie myślał, że "jak z Warszawy to jest lepszy, bo u nich to przynajmniej nie ma takich patologii" -  mówi mi Pani Patrycja. - Okazało się, że ogląda "Szkołę" na i była przekonana, że stolica to zagłębie patologii i zła, a serial przedstawia przedstawia prawdziwe historie, a nie fikcyjne... - dodaje.

Jednak nawet jeśli traktujemy "Trudne sprawy" z pobłażaniem, to dzieci i młodzież, już nie. - Jak poprosiłam gimnazjalistów na warsztatach o narysowanie rodziny, to oni wszyscy w grupach narysowali dosłownie patologie (alkoholików, przemoc), bo "w trudnych sprawach tak to wygląda" - odpowiada Marta Soczewka, kryminolog i wolontariusz Fundacji Zobacz... Jestem.  - Ja sama złapałam się ostatnio na tym, że oglądałam jakiś zagraniczny program o tym, jak mężczyzna pomaga ludziom demaskować zdrady i nie zorientowałam się od razu, ze wszystko jest ustawione. Właśnie przez to, że ludzie to żadni profesjonalni aktorzy, grają bez ściśle ustalonego scenariusza i wszystko przebiera formę znanego nam podglądactwa, nawet dorośli wierzą w te scenariusze. A co dopiero dzieci, które czerpią garściami z seriali takich, jak "Trudne sprawy"?



Zobacz inne ciekawe materiały na Polki.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)