POLECAMY

Podwyżki, podwyżki a na deser banały

Styczniowa podwyżka podstawowej stawki VAT była jedynie pierwszą z pieniężnych atrakcji, jakie władza zafundowała nam na rok 2011. Oj, nie wiedzieliśmy co nas czeka. Mamy niespełna lipiec, a do wszystkiego doszły jeszcze drastyczne podwyżki cen gazu, wody (30%) i niebotycznie wywindowane ceny benzyny.

Styczniowa podwyżka podstawowej stawki VAT była jedynie pierwszą z pieniężnych atrakcji, jakie władza zafundowała nam na rok 2011. Oj, nie wiedzieliśmy co nas czeka. Mamy niespełna lipiec, a do wszystkiego doszły jeszcze drastyczne podwyżki cen gazu, wody (30%) i niebotycznie wywindowane ceny benzyny.

Warszawscy radni chcą podnieść opłaty za parkowanie „pod chmurką” o mizerne kilkaset procent. Marzy im się, żeby radykalnie podniesione zostały też opłaty za publiczne przedszkola. Co to jest tysiąc złotych za codzienną opiekę nad dzieckiem? Ratusz w stolicy zafundował też mieszkańcom podwyżki biletów komunikacji miejskiej. Na razie o lekkie 50%. Dalsze planowane są sukcesywnie.

Jeden z polityków (lepiej nie wymieniać z nazwiska) powiedział publicznie, przed kamerami, że Polacy wcale nie odczuli podwyżki VAT. Przedstawiciele prezydent Warszawy opowiadają co rusz, że opłaty w stolicy i tak są znacznie niższe niż w innych europejskich miastach. Dlaczego więc burzymy się na podwyżki? Najwyraźniej więc wszystko jest jednak dla dobra nas, nierozumiejących, że władza chce dobrze. Szkoda tylko, że nikt nie interesuje się tym, że nasze pensje nie odnotowały w tym roku znaczącego wzrostu, chociażby takiego aby zrekompensować nam ten jeden cholerny VAT. Ba, korzystając z magicznego słowa „kryzys”, tak wygodnego dla wielu pracodawców, wiele pensji jeszcze obniżono, nie przejmując się specjalnie, że jest to całkowicie niezgodne z przepisami prawa pracy. A ilu pracodawców opóźnia wypłacanie pensji! I być może opłaty w innych europejskich stolicach są znacznie wyższe. Ale w innych europejskich stolicach człowiek ma możliwości, żeby na to wszystko zarobić, często nawet bez konieczności, wcale nie przysłowiowego zaharowywania się na śmierć. Ma możliwość zapłacenia za wszystkie rachunki, opłacenia przedszkola, samochodu. Ba, stać go nawet na przyjemności! I na posiadanie kilkorga dzieci, coś czego nie wyobraża sobie tak wielu z nas. I pewnie nawet dostaje regularne premie i podwyżki. Tak samo zresztą jak politycy, co rusz przyznający sobie monstrualne premie, co miesiąc inkasujący pensje, jakich my nigdy nie zobaczymy. Ich nie ruszy fakt, że przeciętny człowiek za zakupy płaci coraz więcej, ma coraz wyższe rachunki i coraz więcej rzeczy, z których musi zrezygnować. Tylko pensję mamy taką samą. Jakoś nie przypominającą tych z ratuszów czy z sejmu. Ale czy kogokolwiek to obchodzi?

P.S. Zaczynają spadać ceny benzyny. Podobno to skutek zabicia Bin Ladena. Ciekawe czy nasza władza przypisze sobie za to zasługi.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)