Paryski styl

Która z nas nie ma słabości do paryskiego szyku? Drogie panie, jeśli chcecie ubierać się jak paryżanki, zapomnijcie o szaleństwach kolorystycznych! Paryżanki wielbią czerń. Jeśli lubicie żywe kolory pozostaje Wam... szarość.
/ 02.05.2012 08:12

Która z nas nie ma słabości do paryskiego szyku? Drogie panie, jeśli chcecie ubierać się jak paryżanki, zapomnijcie o szaleństwach kolorystycznych! Paryżanki wielbią czerń. Jeśli lubicie żywe kolory pozostaje Wam... szarość.

Paryski styl

Każda wielka stolica ma swój klimat i charakterystyczny styl. Nowy York to ekstrawagancja, Londyn to eklektyzm z przewagą funkcjonalności, a Paryż to niepowtarzalny i niespotykany gdzie indziej styl, który nazywamy „paryskim szykiem”. Ten styl tworzony był przez setki (tak, tak..) lat, ale ostatecznie określiła go nieśmiertelna Coco Chanel. I nie chodzi tu tylko o żakieciki, perły, małą czarną czy pikowaną torebeczkę na łańcuszku, słynną 2.55 z numerem seryjnym w kieszonce. Chodzi o klimat wyzwolenia, odwagi i nonszalancji, w który wprowadziła kobiety na początku XXw. Nie mówimy, że miała styl. Ona była stylem.

Fot. H&M

Na zjawisko paryskiego szyku składają się dziś trzy cechy, zgodnie z którymi ubierają się paryżanki. Są to wygoda, elegancja i odrobina ekstrawagancji.

I tak paryżanki wabią wieczorową suknią z balerinkami w komplecie, szpilką na gołą stopę, grzeszą ekstrawagancją zakładając do rockowego t-shirtu perłowy naszyjnik, do muślinowej sukienki kozaczki a la Harley Davidson. Mix różnych stylów, nonszalancja i odwaga to nazywamy paryskim szykiem właśnie. Chociaż właściwie odwaga tu nie jest wymagana, bo wszystko wypływa z naturalnego wnętrza, niewymuszonego luzu.

Paryżanki są z reguły szczupłe i dlatego absolutnie wszystko dobrze na nich leży. Czy ktoś widział paryżankę z grubymi nogami, albo z nadwagą? Więc odkrywają te swoje chude ciała, gdzie tylko można. Spod paryskich dekoltów wyłaniają się chude klatki piersiowe i obojczyki. Tu nikt nie przejmuje się tym, że rękawy są za luźne i widać poprzez nie trochę bielizny. W garderobie mają „góry” często za duże. Chcąc być jak paryżanka pożyczamy marynarkę, koszulę czy t-shirt od swojego mężczyzny.

Elegantki ubiorą pelerynkę, albo trencz dzielnie dzierżąc wyrazistą torebkę w dłoni. Jeśli wolicie słodki płaszczyk, to koniecznie z przykrótkimi rękawami. A jeśli kurteczka, to ze złotymi guzikami. Lub skórzana.

Na co dzień wskakują w dżinsy. I wszystko inne, co jest wąskie i przykrótkie, albo przeciwnie, sporo za duże. Wszystko musi być jakieś. Paryżanka nie wyjdzie na ulice nijaka, bo taka nie jest. W tym sezonie, dobrze, żeby spodnie były w kwiatki - jeśli wasza kwiecista piżama zwęża się ku dołowi - nie wahajcie się, noście ją na ulicy! A jeśli spodnie są akurat szortami, to już w ogóle trafiłyście w dziesiątkę. Do dżinsów wzorem paryżanek nosimy sandałki lub baleriny, które wciąż niepodzielnie królują. Koniecznie na gołą stopę, o czym trzeba pamiętać zawsze, mimo chłodu i deszczu. Nigdy trampki, nawet conversy. Dla urody należy nieco pocierpieć. Wczesną wiosną w grę wchodzą krótkie zamszowe botki ze ściętym obcasem, a latem wysokie kozaczki do zwiewnej sukienki lub szortów. Na chłodniejszy dzień możecie włożyć do nich grube skarpety czy podkolanówki.
Włosy koniecznie wygładzamy i wiążemy w elegancki, choć niedbały supeł. Jeśli jesteśmy pewne siebie, nakładamy kapelusz (chociaż ten supeł może się pod nim nieco potarmosić). Na nos okulary przeciwsłoneczne i tutaj, nie ma zmiłuj się. Muszą być z napisem Ray Ban. Korekcyjne muszą przesłaniać też pół twarzy, czyniąc ją seksowną i tajemniczą. Styl na kujonkę jest rodem z Paryża.

A co z makijażem zapytacie? Jeśli nie macie czasu na barwy wojenne wystarczy jedno - szminka. Musi być czerwona, krwista! Podobnie jak lakier do paznokci. Inne w grę nie wchodzą. I to wystarczy. Wciągnąć szybko na siebie byle co, nie bardzo się tym przejmując i iść tak dumnie po ulicy, nie patrząc na nikogo. W myślach powtarzając sobie najważniejsze słowo paryżanki – „assumer”. Czyli po prostu - czuć się dobrze i swobodnie w czymkolwiek, co się na siebie włoży. To jest właśnie lekcja stylu. Być sobą, cokolwiek powiedzą. Takie proste, a takie trudne. Polskiej ulicy jeszcze trochę brakuje takiej odwagi, ale jesteśmy już na dobrej prostej.

Więc bądź sobą, cokolwiek powiedzą. Au revior.

Jolanta Watral, stylistka

Redakcja poleca

REKLAMA