„Ona nie rozumie, że szantaż to nie miłość, a groźby to nie przejaw troski. Ale nie odejdzie, bo boi się nudy”

kobieta zmartwiona o przyjaciółkę fot. Adobe Stock
„Ewa ma prawie 30 lat, rozwijającą się z impetem śnieżnej kuli karierę w firmie konsultingowej i obsesyjnie zazdrosnego ukochanego, któremu nie potrafi powiedzieć >>dość<<. To historia bez happy endu...”.
/ 28.01.2022 13:20
kobieta zmartwiona o przyjaciółkę fot. Adobe Stock

Wychowana przez matkę i babcię, bo ojciec nigdy nie zmaterializował się w postaci faceta z nazwiskiem i twarzą, absolwentka dobrej uczelni ekonomicznej, ba, nawet doktorantka, w sferze emocji i uczuć zawsze pozwala sobie brnąć w nieprzyjazne gąszcze.

A to wielka platoniczna miłość do przyjaciela, który po prostu nie czuł tego samego, a to kilkuletni związek z chłopakiem, z którym nie miała ani jednego wspólnego tematu, a seks był raczej enigmatyczną mgiełką. Z zazdrosnym Piotrkiem zaczęło się więc od wytęsknionego gorącego współżycia, które omamiło zmysły i kazało jej wyczekiwać na największe światowe „love story”.

Kochali się więc często i mocno, jeździli na wycieczki nad jezioro i do lasu, spacerowali, a ona – wyposzczona miłośniczka natury z wielkiego miasta – była w prawie siódmym, no powiedzmy szóstym, niebie.

Kilka symptomów było niepokojących

Nieustanna kontrola, codzienne telefony, zakaz widzenia się z byłą miłością, nieprzychylny stosunek do jakichkolwiek przyjaźni. I tak w weekendy, po kąpielach, opalaniu i wyprawach na grzyby byli wielkimi kochankami, u niego, na lirycznej wsi, gdzie wieczorem do snu grają świerszcze.

W poniedziałek ona wracała do wielkiego miasta, a on robił wszystko, żeby do środy zaczynała go powoli nienawidzić. Kłótnie przez telefon, wyzwiska, zrywanie ze sobą – historia pasująca mentalnie raczej do nastolatków, a jednak…

Dziś minął dobry rok odkąd są ze sobą. Ona chodzi do psychologa, on posuwa się do gróźb, że każe ją śledzić, że kogoś zabije. Ona płacze i znowu z nim zrywa, on wyzywa ją od najgorszych. W następny weekend znowu są razem, a ona znowu musi się rozliczać z każdej minuty.

Siedzimy przy winie, tylko dwie, ciesząc się klimatem babskiej intymności, która dusi w gardło, żeby się zwierzyć. Pytam, po co jej to wszystko, czy nie wierzy w prawdziwą miłość z szacunkiem i zaufaniem, czy nie pragnie kogoś, z kim byłaby szansa na przyszłość.

Ona odpowiada, że się boi nudy, że pociągają ją te skrajne emocje, że nie może zabić w sobie fascynacji… choć oczywiście strasznie cierpi i wyczerpuje ją to wszystko psychicznie. Poza tym kocha z nim jeździć na te grzyby… Nie może sobie wyobrazić życia bez tych elektrycznych weekendów. Pytam czy go kocha; odpowiada, że nie, bo jest sukinsynem, ale jakby odeszła teraz, to do końca życia by żałowała, że coś straciła.

Patrzę na nią jak na wariatkę 

W myślach kwituję nawet, że chyba są siebie warci. Niby ładna, inteligentna, wrażliwa dziewczyna, z którą o prawdzie, śmierci czy religii rozmawia mi się jak z mało kim. Z drugiej strony, pozwalająca się deptać i znieważać desperatka, która boi się stracić element horroru ze swego życia i nie potrafi dostrzec różnicy między związkiem a zniewoleniem psychicznym.

Chciałabym jej opowiedzieć o radości z tej innej, prawdziwej miłości, o euforii dzielenia z człowiekiem, którego uwielbiasz szczęśliwych i dramatycznych chwil ironicznego żywota, o tym, że warto szukać, czekać, mieć nadzieję…

Ale on właśnie dzwoni, a ona siada od razu sztywno, jak na szpilkach i cicho mówi, że za kwadrans będzie na dole…

Czytaj także:
„Osiedlowy pijaczyna miał u mnie przykleić kafelki, a ubzdurał sobie, że go podrywam. Boję się wyjść z mieszkania...”
„Mąż odszedł ode mnie, bo jego była zaszła w ciążę. Problem jest w tym, że… rozstali się kilka lat temu”
„Narzeczony zostawił mnie dla byłej, bo była z nim w ciąży. Odezwała się w 8 miesiącu, a on wybrał ją zamiast mnie...”

Redakcja poleca

REKLAMA