Styl Małgorzaty Kożuchowskiej

29.02.2008

Ma dużo wdzięku i jest pełna energii. Lubi bawić się modą i eksperymentować z nowymi kosmetykami.

Nam zdradziła, gdzie robi zakupy i u kogo szyje swoje słynne kreacje.

Umówiłyśmy się przed południem. W stylowej restauracji przy Rynku Nowego Miasta. Małgosia elegancka, z czarną kopertówką Pola La, długich botkach i w płaszczyku o chanelowskim kroju. Do tego duża wełniana czapka. Jasna cera, delikatne rysy twarzy, włosy w lekkim nieładzie. Już po 10 minutach rozmowy zaczynamy mówić sobie po imieniu. Po pół godzinie czuję się tak, jakbym spotkała się z dobrą znajomą. Małgosia jest naprawdę sympatyczna. Emocjonalna. Potrafi barwnie opowiadać. Roztacza pozytywną aurę, którą łatwo zjednuje sobie ludzi. Zaskakuje bezpretensjonalnością. W pewnym momencie mówi, że cieszy ją ten dzień wolny od pracy („Po wywiadzie pobiegnę do domu, odpowiem na e-maile i zrobię pranie”). W restauracji zamawia ciastko, sok wyciskany ze świeżych owoców, a potem jeszcze kawę. Małe espresso z odrobiną mleka. Bardzo to do niej pasuje.

- Porozmawiamy o kosmetykach?
Chętnie! Wolę rozmawiać o kosmetykach, niż odpowiadać na pytania o moje sercowe, osobiste sprawy. Nie ma też sensu opowiadanie po raz dziesiąty tej samej anegdoty z dzieciństwa. Zatem cieszę się na tę naszą „kosmetyczną” rozmowę.

- Od roku jesteś jurorką w konkursie „Najlepsze dla urody”.
Dzięki URODZIE mogę jako pierwsza testować najróżniejsze kosmetyki. I powiem tak: nie miałam pojęcia, że na naszym rynku co roku pojawiają się setki nowych produktów. Teraz w mojej łazience stoją dziesiątki odpakowanych i napoczętych kosmetyków. Chcę wszystkiego dotknąć, bym mogła ocenić, wybrać dla czytelniczek najciekawsze propozycje.

- A w dbaniu o siebie jesteś oczywiście typem systematycznym...
I tu, niestety, muszę cię rozczarować. Niespecjalnie starcza mi na wszystko czasu. Kiedy docieram po spektaklu do domu jest tak późno, że po prostu padam na łóżko. Zazwyczaj znajduję jeszcze w sobie energię, by wziąć kąpiel, zrobić demakijaż i wklepać krem do twarzy. Ale od szyi w dół, to już jest dbanie „napadowe”. Jak przychodzi dzień dobroci dla siebie, to smaruję ciało i myślę: „Szybko działaj, balsamie!” (Śmiech).

- Relaksujesz się czasem w wannie?
Jak każda kobieta lubię zaszyć się na dłużej w łazience. Wrzucam wtedy aromatyczne kulki do wody, zapalam pachnącą świeczkę i... jestem szczęśliwa.

- Jakie kosmetyki chętnie zmieniasz?
Kremy do twarzy. Latem potrzebuję silniejszych filtrów ochronnych, na noc bogatszej konsystencji, czasem czegoś rozświetlającego. Dlatego w tej kategorii trudno mi wybrać swojego faworyta.

- A jakich kosmetyków używasz na co dzień?
Szminki tylko w teatrze. W życiu lepiej sprawdzają się błyszczyki. Do tego puder, najlepiej rozświetlający delikatnie skórę. Mój faworyt to trójkolorowy puder Luminizing Color Powder, Shiseido.


- Najważniejszy kosmetyk dla Ciebie to...
...taki, który potrafi dbać o okolice oczu. Ponieważ mam skłonność do „podkówek”, bateria kosmetyków pod oczy w mojej łazience jest naprawdę rozbudowana. Mój sprawdzony kosmetyk do demakijażu jest od lat ten sam: dwufazowy płyn Démaquillant Yeux Intense, Chanel. Nie podrażnia, a z łatwością zmywa nawet wodoodporny tusz. Ostatnio zachwycił mnie także żel do okolic oczu Active 7 Radiant Maintenance Gel, REN. Jest to nowa marka w Polsce, a ciekawa, bo składniki użyte do produkcji tego kosmetyku są naturalne. Ostatnio zauważyłam, że moja skóra lepiej toleruje właśnie takie delikatne, ekologiczne specyfiki. REN stosuję więc na noc, a rano sięgam po rozświetlający Cellular Eye, La Prairie. Czasami stosuję też różne maseczki na skórę pod oczami, zazwyczaj Clarinsa oraz płatki kolagenowe marki Valmont. Przyklejam je na kilka minut i mogę robić inne rzeczy. Parzę kawę... a one sobie działają. Cenię oszczędzające czas „sztuczki”, bo ja wszystko robię w biegu.

- O włosy też dbasz błyskawicznie?
Oczywiście! A pomagają mi w tym specjalne odżywki w sprayu Jaga Hupało & Thomas Wolff Hair System. Wystarczy po umyciu spryskać nimi włosy, nie trzeba spłukiwać.

- Lubisz salony piękności?
Najbardziej lubię wyjeżdżać gdzieś... daleko.

- Jak wyglądał Twój pobyt w egzotycznym spa?
Rok temu zrobiłam sobie prezent. Razem z przyjaciółką pojechałyśmy na jedną z wysp Malezji. Miałyśmy ten sam cel: kompletny relaks. Czytałyśmy książki, pływałyśmy w morzu i szukałyśmy różnych miejsc z malezyjskimi masażami. To nie było nic bardzo luksusowego. Ale tam czułam, że naprawdę wypoczywam, tak działały te wszystkie kolory, zapachy, kwiaty, owoce, szum morza... Bajka!

- Tam odpoczywa się dwa razy szybciej?
Coś w tym jest. Na wakacjach zapominamy o codziennych obowiązkach, problemach, koncentrujemy się na zaplanowaniu ciekawie kolejnego dnia. Poznajemy inny od naszego styl życia, obyczaje, smaki. Odpoczywa nasza psychika. Pamiętam taką scenę... Na tej wyspie poszłyśmy z przyjaciółką na bazar, by kupić owoce. A potem zostawiłyśmy te owoce w siatce u wejścia do pomieszczenia, w którym miał się odbywać masaż. Kiedy już wybrałyśmy zabieg i położyłyśmy się na łóżkach, usłyszałyśmy krzyk. Okazało się, że do naszych owoców zbiegło się z buszu stado małp. Zjadły nam wszystkie ananasy i banany. Malezyjki były przestraszone, my rozbawione. A... konkluzja jest taka, że nawet krótkotrwała odmiana krajobrazu zmienia sposób patrzenia na świat. Wtedy wszystko staje się jakby... pozytywniejsze. Drugi wniosek jest taki, że czasem trzeba zrobić coś tylko dla siebie.


- Chcesz powiedzieć, że w dzisiejszym świecie często zapominamy, że trzeba odpoczywać.
...a to jest nam niezbędne, by być szczęśliwym. Ja teraz intensywnie pracuję: jest serial, ostatnio nawet dwa, próby w teatrze, spektakle, program w TVP 1. Odpukać! (w tym momencie Małgosia puka w blat stołu). Czasem więc siadam i myślę: „To jest jakieś wariactwo. Czy ja jestem szczęśliwa?”. Ale ponieważ naprawdę kocham swój zawód i chcę, by nadal przynosił radość, uciekam czasem na kilka dni gdzieś daleko. Potem wracam z nową energią i mogę już powiedzieć: „Proszę bardzo! Jestem gotowa do dalszych wyzwań”.

Nagle Małgosia przerywa rozmowę. Poważnieje i patrząc przez okno, mówi: O kurczę, jakiś koleś robi nam zdjęcia. Zobacz! Faktycznie, za drzewem stoi jakiś facet z olbrzymim obiektywem. Po chwili wracamy do rozmowy.

Założę się, że ktoś potem dopisze do tego zdjęcia złośliwy komentarz, typu: „Ma ogromne zmarszczki i obwisłe policzki” albo: „Samotnie włóczy się po knajpach”. Taki złośliwy przekaz podobno dobrze się sprzedaje.

- Przyznam, że na plotkarskich forach niewiele znalazłam newsów na Twój temat.
Wierzę na słowo! Ja nigdy tam nie wchodzę. Wyznaję zasadę, że jeśli mogę siebie ochronić, to po prostu to robię.

- A babska ciekawość nie wzięła nigdy góry?
Raz. Cztery lata temu po rozdaniu nagród Telekamery. I wystarczy!

- ...by wybuchła narodowa dyskusja Polaków na temat Twojego koka.
Wtedy dotarło do mnie, że rzeczy, które nie są dla mnie tak naprawdę istotne, mogą wywołać wśród ludzi dużo emocji. Ponieważ wiedziałam już, że istnieje w mediach taki mechanizm: „żadna zmiana nie pozostanie bez echa”, postanowiłam to pożytecznie wykorzystać.

- Wtedy ścięłaś włosy na krótko i zrobiłaś z tego pretekst, by nagłośnić akcję charytatywną na rzecz chorych dzieci.

Ilona Łebkowska zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy mogłaby w scenariusz serialu wpisać scenę, że Hanka ścina włosy, bo chce być bardziej atrakcyjna dla męża. W pierwszym odruchu odmówiłam. Nigdy nie miałam krótkich włosów. Ale kiedy odłożyłam słuchawkę, pomyślałam: „A właściwie dlaczego nie?”. Następna myśl była już taka, żeby nadać temu jakiś sens!


- I udało się?
Oczywiście. Poprosiłam o pomoc Jagę Hupało, która zawsze chciała mi „zrobić” krótką fryzurkę. Nakręciliśmy z tego zdarzenia film, który zamieściliśmy w Internecie. Żeby było widać, że naprawdę ścinam włosy, że to nie żadna peruka. Wspólnie z Fundacją „Nasze dzieci” udało się sprawę tak nagłośnić, że zebraliśmy kwotę, która wystarczyła, by wysłać na wakacje 42 dzieci. W imieniu tych dzieci i swoim bardzo wszystkim dziękuję za każdą złotówkę.

- To były dzieci po terapii nowotworowej albo w trakcie leczenia. Odwiedziłaś je na tych wakacjach?
Tak, i powiem, że były to odwiedziny niesamowite. Wiesz, ja nie mam swoich dzieci. A wtedy poczułam, że jestem tym maluchom naprawdę potrzebna. Wybuchła nawet zabawna kłótnia o to, do którego pokoju mam najpierw przyjść, by przeczytać wieczorną porcję bajek. Od tych dzieci dostałam olbrzymią dawkę autentycznej radości. Wróciłam naładowana mnóstwem pozytywnej energii. Moje prywatne kłopoty stały się kompletnie nieistotne. Takie charytatywne działania naprawdę pomagają wrócić do pionu, ustawić odpowiednio hierarchię wartości. Bo te najistotniejsze wartości są zarazem najprostsze.

- Jakiś brukowiec napisał, że ścięłaś włosy, by zwrócić na siebie uwagę.
Nie muszę tego robić i nie zamierzam się takimi opiniami przejmować. Pod koniec 2007 roku zrobiliśmy w Komorowie drugą aukcję charytatywną, na którą dziesiątki znanych artystów oddało do licytacji cenne przedmioty. I zebraliśmy kolejny raz taką sumę, która pozwoli wysłać nasze dzieci na wakacje.

- A w jaki sposób lubisz na siebie zwracać uwagę? Czy pomaga Ci w tym moda?
Moda jest dla mnie zabawą, ale też możliwością uzewnętrzniania swojego smaku, charakteru i temperamentu. To, w jaki sposób się ubieramy, wiele o nas mówi. Świadczy o poczuciu humoru i dystansie, jaki mamy do siebie. Takie przymrużenie oka w modzie zawsze mi się podobało.

- Widziałam Cię kiedyś, jak jechałaś na rowerze nad Wisłą. Niemal nie poznałam  Cię ubranej na sportowo.
(Śmiech) Ależ ja prywatnie bardzo często występuję w dżinsach i bluzach z kapturem.

- Wyglądałaś bardzo stylowo. Dopracowane były wszystkie szczegóły.
Na co dzień lubię zestawiać i kombinować. Zrobić coś takiego... jakby prawą ręką za lewe ucho. Całość jest zgrana, ale pojawia się jeden element, który (pozornie!) nie pasuje do całości.


- Taki stylistyczny zgrzyt, np. wełniana czapka do szykownej stylizacji?
To jest właśnie coś, co mnie bawi i taki zabieg nazywam stylistycznym dopracowaniem.

- Jeśli już wybierasz się na zakupy, to zaczynasz od butików czy drogerii?

To pierwsze (śmiech). Niestety, brakuje mi czasu, by pójść z koleżanką na łowy do sklepów. Zazwyczaj kupuję rzeczy na zapas i najczęściej przy okazji za granicą. Nawet jak jadę służbowo, to zawsze jest taki moment między spektaklami, że mogę wyrwać się na zakupy. Uwielbiam chodzić po ulicach miasta, którego nie znam. Zawsze traktuję to jako ogromną przyjemność. Czasem robię zdjęcia witrynom, bo podoba mi się, jak ludzie urządzają swoje butiki. Lubię wejść do wnętrza, które mnie czymś zaskakuje, zachwyca, które coś obiecuje. I wtedy jak już trafię na fajną sukienkę, to kupuję. Bo wiem, że ona może sobie powisieć w szafie kilka miesięcy i kiedyś się przyda.

- A kiedy już w niej wystąpisz...
...to żałuję, że nie mogę pokazać się w niej oficjalnie drugi raz. Na szczęście mam dwie młodsze siostry. Jak byłyśmy małe, to one podbierały mi ciuchy, co oczywiście potwornie mnie wtedy wkurzało. Ale ja podbierałam ciuchy mamie, więc to była naturalna kolej rzeczy. A teraz faktycznie spora część mojej garderoby trafia do sióstr. Czasem spotykamy się i ja mówię: „Przymierzajcie”. I to jest dla nas wszystkich trzech taka wielka babska przyjemność.

- Możesz nam zdradzić kilka nazw marek, które spodobały Ci się za granicą?
To nie są bardzo znani projektanci.

- A w Polsce?
Gosia Baczyńska, Maciek Zień, Dawid Woliński i Gosia Krzemień.

- Świat zapachów jest dla Ciebie istotny?
Och, to moja kolejna słabość. Trochę się wstydzę, bo elegancka kobieta powinna mieć jeden ulubiony flakon perfum. No, ewentualnie drugi na zapleczu. A ja mam tych ulubionych co najmniej kilka. Jak na blondynkę o dość delikatnych rysach, wybieram raczej ciężkie zapachy. Wśród nich jest Angel Thierry’ego Muglera, Euphoria Calvina Kleina, Eau de Perfume II Gucciego, Bright Crystal Versace.

- Tak na Ciebie patrzę i myślę sobie... że jesteś w czepku urodzona.
Szczęście to czasem splot kilku pozytywnych zdarzeń. Ale wierzę też, że na swój los mam duży wpływ.


- Jesteś z tych, co twierdzą, że ofiarowane dobro kiedyś do nas powróci?
Tak. Choć nie zawsze od tej osoby, której dobro ofiarujemy. Staram się więc postępować uczciwie, niezależnie od tego, czy mi się to opłaca, czy też nie. Niech ludzie myślą, że jestem głupia i naiwna, bo jakbym się wykazała większym sprytem, to byłoby mi lepiej. Może na pięć minut? Ale na pewno nie na dłużej.

- A jak było z filmem „Konflikt interesów”? Podobno chciałaś zrezygnować z zagrania roli w Hollywood?
To jest zabawna historia. Najpierw był casting. Nie czytałam nawet scenariusza, niewiele o nim wiedziałam. No, może poza tym, że zagra tam Michael Madsen, którego znałam z filmów Quentina Tarantino. Ale ku mojemu zdziwieniu wygrałam ten casting i producenci filmu zaprosili mnie do Dallas. Jednak po przeanalizowaniu terminów okazało się, że plan kręcenia zdjęć przypada na czas premiery „Kosmosu” Jerzego Jarockiego. Odpisaliśmy więc razem z moim agentem, że niestety nie przyjadę do Teksasu. A wtedy producenci amerykańskiego filmu odpisali, że okroją moją rolę do kilku zaledwie dni zdjęciowych. Postanowiłam więc spytać Jerzego Jarockiego, co o tym myśli. W kilku prostych słowach nakreśliłam mu sytuację. Chwila milczenia, a potem usłyszałam: „Małgosiu, no chyba musimy ci to jakoś ułatwić”. Byłam zdziwiona i szczęśliwa, że się zgodził.

- Jak wspominasz pracę za oceanem?
Lubię to uczucie, kiedy jadę tam, gdzie mnie nie znają. Wtedy muszę do siebie na nowo przekonać ludzi.

- To dla Ciebie duży stres?
Oczywiście! Ale kiedy przyjechałam do Dallas, spotkałam się z niesłychaną życzliwością. Na planie makijażystka chwaliła moją cerę. Mogła powiedzieć: „Widać, że jesteś zmęczona po podróży”. Ale nie zrobiła tego. Potem podszedł fryzjer i dotykając moich włosów, pochwalił, że choć wielokrotnie farbowane, są wyjątkowo zdrowe. Nikt nie traktował mnie jak mało znaną aktorkę z końca świata. Byłoby miło jeszcze kiedyś tam wrócić.

- Widziałaś ten film?
Tak. Nie wszedł on wprawdzie do kin w Polsce, ale jest dostępny na DVD. Ja jestem na samym początku przez kilkanaście sekund (śmiech).

- Było warto jechać do Dallas?
Jestem jeszcze z pokolenia, które nie ma poczucia, że wszystko mi się należy. W mojej hierarchii wartości wszystko powinno mieć swoje miejsce i czas. Nigdy nie myślałam, że wyląduję na planie filmowym w Teksasie. A tu nagle taka niespodzianka. W sam raz dla mnie, bo ja lubię kolekcjonować różne doświadczenia i umieniem się nimi cieszyć.

Rozmawiała Iwona Zgliczyńska

Oceń 4,43 / 14 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj

Co Joanna Horodyńska mówi o swoim stylu?

 

Zobacz także

 
 
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia: