Prawdy i mity o kosmetykach

„Parabeny i filtry przeciwsłoneczne są niebezpieczne i zmieniają gospodarkę hormonalną organizmu” – to tylko przykład pojawiających się w mediach haseł, które sieją niepokój. Ale czy naprawdę należy się ich obawiać? Przeczytaj raport specjalny.

fot. FREE
Przemysł kosmetyczny rozwija się w imponującym tempie. Prowadzenie badań naukowych, poszukiwanie coraz skuteczniejszych surowców i wprowadzanie technologii umożliwiających efektywniejsze działanie – to tylko niektóre przejawy aktywności koncernów kosmetycznych. Dzięki kosmetykom wyglądamy piękniej i czujemy się bardziej atrakcyjne. Niestety, zaufanie do producentów jest ostatnio mniejsze, m.in. za sprawą programów telewizyjnych i artykułów, które zasiewają w nas ziarno niepewności. Coraz częściej słyszymy, że kosmetyki mogą szkodzić. Czy to prawda? Czy należy obawiać się kremów? O rozwianie wątpliwości poprosiliśmy ekspertów: Ewę Starzyk, chemika, dyrektora naukowego Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego oraz dr inż. Katarzynę Pytkowską, chemika, pełnomocnika rektora ds. nauki i dydaktyki Wyższej Szkoły Zawodowej Kosmetyki i Pielęgnacji Zdrowia w Warszawie.

Szczegółowe badania
Kosmetyk nie może zagrażać zdrowiu ludzi – to podstawowy wymóg, jaki musi zostać spełniony, zanim trafi na rynek. Prawo w tym względzie jest surowe. – Każdy produkt w momencie wprowadzenia musi mieć dokumentację, której częścią jest ocena bezpieczeństwa – wyjaśnia Ewa Starzyk. – Dokonuje jej wykwalifikowany ekspert, tzw. Safety Assessor, z odpowiednim doświadczeniem i wiedzą na temat składu i działania kosmetyków. Podstawą oceny są wyniki szczegółowych badań toksykologicznych surowców zawartych w kosmetyku. Każdy produkt przechodzi badania fizykochemiczne, mikrobiologiczne oraz dermatologiczne. Te ostatnie nie są obowiązkowe, ale i tak zdecydowana większość preparatów je posiada. – Nie ma mniej lub bardziej bezpiecznych kosmetyków! Każdy musi być poddany indywidualnej ocenie bezpieczeństwa – dodaje Ewa Starzyk.

Pod ścisłym nadzorem
– Wiele składników kosmetycznych jest dopuszczonych do stosowania wyłącznie w ściśle określonych ilościach, co jest regulowane prawnie. Surowce, które wzbudzają jakiekolwiek wątpliwości, są dodatkowo dokładnie badane i oceniane przez Komitet Naukowy ds. Bezpieczeństwa Konsumentów – mówi Ewa Starzyk. Komitet śledzi też wszelkie doniesienia z rynku i reaguje na niepokojące sygnały, zlecając dodatkowe badania nad poszczególnymi surowcami. Tak właśnie działo się z parabenami, w stosunku do których padły zarzuty o działanie rakotwórcze. Obecnie należą one do grupy najlepiej przebadanych konserwantów, a ze względu na dobre właściwości dermatologiczne – do najbardziej bezpiecznych. – Faktem jest, że badania potwierdziły właściwości estrogenne (podobieństwo do żeńskich hormonów płciowych) parabenów. Jednak aktywność niektórych parabenów jest nawet do miliona razy niższa od estrogenu. Poza tym w skórze występują enzymy – esterazy, rozkładające parabeny do kwasu benzoesowego, który właściwości estrogennych nie ma. Dlatego kumulacja parabenów w organizmie prowadząca do zmian hormonalnych jest wręcz niemożliwa – twierdzi Ewa Starzyk.

Z raportów Cosmetic Ingredient Review wynika, że użycie produktu kosmetycznego byłoby bezpieczne nawet wtedy, gdyby zawierał on 25% parabenów. Tymczasem według norm obowiązujących w Polsce i Unii Europejskiej ich zawartość w kosmetyku nie może przekraczać 0,8%.

Bez konserwantów
Coraz częściej na opakowaniach kosmetyków można znaleźć deklarację: „Bez parabenów”, a czasem wręcz „Nie zawiera konserwantów”. Należy jednak zdać sobie sprawę, że brak parabenów wcale nie gwarantuje większego bezpieczeństwa kosmetyku. Do niedawna bowiem związki te były stosowane w około 80% kosmetyków właśnie ze względu na dużą skuteczność i dobre właściwości dermatologiczne. Można powiedzieć, że są bezkonkurencyjne. Trudno ocenić, co może się stać, jeśli zostaną zastąpione przez inne konserwanty, które jeszcze nigdy nie były wykorzystywane na tak wielką skalę. – Niewątpliwie jednak stosowanie konserwantów w kosmetykach jest niezbędne. Chroni nas przed skutkami używania produktu, którego składniki zostały rozłożone na skutek rozwoju mikroorganizmów (produkty rozkładu mogą mieć np. działanie drażniące) – zaznacza dr Katarzyna Pytkowska. Kosmetyki, które nie zawierają typowych konserwantów, i tak zazwyczaj w swoim składzie mają substancje ograniczające wzrost mikroorganizmów, np. alkohol, niektóre glikole czy olejki eteryczne. W większości są to jednak związki w niewielkim stopniu zwiększające trwałość produktu, więc kosmetyki z ich zastosowaniem mają często krótki termin trwałości.

Naturalne, ale czy lepsze?
Wiele z nas na sam dźwięk słów: „chemiczny”czy „syntetyczny” czuje niepokój. Pierwsze skojarzenia? „Zły” „niebezpieczny”, „zagrażający zdrowiu”. „Natura” i „ekologia” to hasła, które wzbudzają więcej pozytywnych emocji. Dlatego też coraz częściej sięgamy po kosmetyki tzw. bio czy eko, myśląc, że są bezpieczniejsze. Tymczasem ocena bezpieczeństwa kosmetyków naturalnych jest często dużo trudniejsza do przeprowadzenia. Surowce roślinne trudniej wystandaryzować i oczyścić. Ponieważ są to często wieloskładnikowe mieszaniny, rośnie także ryzyko podrażnień, a nawet alergii. Przykładowo, rumianek znany jest ze swoich właściwości przeciwzapalnych, ale stosowanie surowców
z niego otrzymywanych może być przyczyną podrażnień i alergii. Tymczasem jego najbardziej aktywny składnik – bisabolol – w postaci czystej nie niesie już ryzyka niepożądanych reakcji. Zdecydowanie łatwiej jest zbadać bezpieczeństwo pojedynczych składników niż ich kompozycji. Ponadto, przy stosowaniu wielu wyciągów w jednym preparacie trudno jest także przewidzieć ewentualne interakcje między składnikami. – Dlatego też tak niezmiernie ważna jest rola Safety Assessora, który ma odpowiednią wiedzę na ten temat – zaznacza dr Katarzyna Pytkowska.

Domowe laboratorium
A może w takim razie zacząć samemu robić krem? Wystarczy przecież zajrzeć do Internetu, by znaleźć szereg firm oferujących półprodukty do sporządzenia domowych kosmetyków. Namawiamy do ostrożności. – Po pierwsze, kupując półprodukty, nie jesteśmy w stanie zadbać o ich odpowiednią czystość mikrobiologiczną. Często nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że niektórych składników nie powinno się ze sobą łączyć. Nie powinniśmy też liczyć na ogromną skuteczność takich kosmetyków w innym zakresie niż nawilżanie skóry – mówi dr Katarzyna Pytkowska. Przyczyna jest prosta: sklepy internetowe sprzedają w większości podstawowe, niezbyt drogie surowce i półprodukty.

Składniki wzbudzające niepokój:
Filtry przeciwsłoneczne
Mit
Działają proestrogennie, mogą zmieniać gospodarkę hormonalną organizmu i przyczyniać się do przedwczesnego dojrzewania płciowego dziewcząt.
Prawda Aby było możliwe działanie proestrogenne, substancje te w znacznych ilościach musiałyby dostać się do krwioobiegu. Tymczasem receptury kosmetyków promieniochronnych przygotowywane są tak, aby minimalizować możliwość przenikania filtrów UV przez naskórek.

Silikony
Mit
Są szkodliwe dla organizmu, przenikają przez skórę i kumulują się w tkankach.
Prawda Silikony nie powodują podrażnień i alergii. Nie wnikają w głąb naskórka, działają wyłącznie na powierzchni. Są całkowicie obojętne dla organizmu i po połknięciu zostają z niego wydalone w niezmienionej formie (nie kumulują się w organizmie). Silikony to składniki niezwykle stabilne, nie ulegają rozkładowi do substancji drażniących lub w inny sposób szkodliwych dla zdrowia, nie stanowią też pożywki dla mikroorganizmów.

Ołów w szminkach
Mit
Po połknięciu kumuluje się w organizmie. Może prowadzić do ołowicy.
Prawda Ołów w śladowych ilościach towarzyszy nam na co dzień. Występuje w wodzie, glebie, a nawet powietrzu. Najwięcej znajduje się go w domowym kurzu. Obecny w śladowych ilościach w szminkach (stanowi zanieczyszczenie niektórych surowców, którego nie można wyeliminować) raczej nie może nam zaszkodzić. Nawet największa miłośniczka makijażu ust nie jest w stanie, zjadając szminkę, przekroczyć bezpiecznej dziennej dawki ołowiu.

Parabeny
Mit
Działają silnie proestrogennie, przyspieszając proces dojrzewania u dziewczynek, mogą też wywołać raka.
Prawda Ich bezpieczeństwo zostało wielokrotnie potwierdzone przez komitety naukowe i instytucje rządowe i aktualnie nie podlega dyskusji. To grupa najlepiej przebadanych konserwantów.

Formaldehyd
Mit
Kumuluje się w tkankach i nie jest tolerowany przez organizm, wywołuje bardzo silne alergie.
Prawda Naturalnie występuje w naszym organizmie jako produkt przemiany materii. Znajduje się także w powietrzu i w wielu roślinach. Po raz pierwszy jako konserwant został wykorzystany około 100 lat temu. Formaldehyd i jego pochodne zostały zatwierdzone i dopuszczone do stosowania jako konserwanty w kosmetykach przez Komisję Europejską, która określiła ich bezpieczne ilości.

Oleje mineralne i wazelina
Mity
Po połknięciu, np. ze szminką, kumulują się w organizmie i zatykają skórę, powodując jej „duszenie się”; są niebezpieczne dla zdrowia.
Prawda Oleje mineralne i wazelina nie mają zdolności wnikania w głąb skóry. Są bezpieczne i obojętne dla organizmu – po połknięciu ulegają wydaleniu (nasze babki olej parafinowy stosowały doustnie jako środek na problemy z trawieniem!). Oleje mineralne i wazelina nie powodują podrażnień i uczuleń. Charakteryzują się trwałością i stabilnością, co w praktyce oznacza, że nie psują się zbyt szybko. Dlatego znajdziesz je w wielu kosmetykach dla dzieci i niemowląt oraz w produktach aptecznych przeznaczonych do pielęgnacji skóry szczególnie wrażliwej, atopowej czy przesuszonej.

Ocena toksykologiczna kosmetyku krok po kroku:
1. Po otrzymaniu od producenta pełnej dokumentacji kosmetyku
Safety Assessor sprawdza, czy jego skład jest zgodny z przepisami prawa. Zwraca uwagę, czy kosmetyk nie zawiera substancji niedozwolonych, czy nie ma w nim zbyt dużo substancji, które są dozwolone z ograniczeniami (np. konserwanty, filtry UV oraz wiele innych), ocenia, czy nie ma ryzyka interakcji pomiędzy składnikami kosmetyku, przez co produkt mógłby być mniej bezpieczny.

2. W drugiej kolejności Safety Assessor drobiazgowo ocenia wszystkie składniki kosmetyku pod względem toksykologicznym.
Analizuje zarówno dokumentację surowców, jak i wszelkie inne istniejące dane: literaturę naukową z zakresu chemii i medycyny, toksykologiczne bazy danych i oficjalne dokumenty różnych instytucji, np. Komisji Europejskiej (a dokładnie Komitetu Naukowego ds. Produktów Konsumenckich). Uwzględnia zarówno toksyczność przewlekłą (systemową), działanie rakotwórcze, mutagenne, szkodliwy wpływ na rozrodczość, a także działanie miejscowe (drażniące i uczulające).

3. Kolejny krok to tzw. ocena ekspozycji lub inaczej – ocena narażenia. Na tym etapie ważne jest to, ile każdej substancji w ciągu dnia konsument może zaaplikować na skórę i jakie są możliwości jej przenikania przez skórę. Safety Assessor ocenia, jaka ilość każdej z substancji może się dostać do organizmu i jaki jest margines bezpieczeństwa dla poszczególnych składników kosmetyku.

4. Ostatni etap to ocena wyników badań gotowego kosmetyku: czystości mikrobiologicznej i właściwości dermatologicznych.

Nietypowe kosmetyki – czym zaskakują?
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
mika/6 lat temu
na niektórych kosmetykach Flosleku jest napisane że nie zawierają parabenów.