Neurokosmetyki z hormonami szczęścia

Optymistki mają ładniejszą cerę. A dziewczyny pozytywnie nastawione do kremów są bardziej zadowolone z efektów ich działania niż sceptyczki.

 
Krem wygładzi moją skórę, krem wygładzi moją skórę... Nigdy nie myślałam, że powtarzając taką mantrę, mogę wpłynąć na skuteczność stosowanych kosmetyków. A jednak. Dowodem na to są badania z użyciem placebo.

Lauren Thaman Hodges, dyrektor instytutu badawczego Procter & Gamble Beauty Science, potwierdza, że krem-placebo Olay pozbawiony aktywnych składników dał w testach zauważalne efekty, zwłaszcza u osób, które wcześniej stosowały mniej aktywne produkty pielęgnacyjne lub w ogóle nie stosowały żadnych. Na pewno to skutek pobudzenia mikrocyrkulacji przez masaż, poza tym baza kremu Olay sama w sobie jest dobrym nawilżaczem. W czasie badań zauważono jednak coś jeszcze. - Osoby pozytywnie nastawione do testowanego kosmetyku były bardziej zadowolone z jego działania - mówi Lauren Thaman. - Dlatego testy tego typu powinno przeprowadzać się w sposób kontrolowany, tj. w obecności ekspertów i przy użyciu specjalnych instrumentów. Na rzeczywisty stan skóry wpływ ma wiele czynników (np. pora dnia, pogoda). Na jego ocenę - w dużym stopniu autosugestia.

Optymizm w... kremie
Obiektywizm w badaniach to podstawa. W pielęgnacji urody chyba niekoniecznie. Moja przyjaciółka głęboko wierzy w moc najtańszych kremów, które w swoim składzie nie mają niczego szczególnego, i zarzeka się, że działają super. Ja dla odmiany jestem typem sceptyka. Dlatego używanie "cudów kosmetyki" często kończy się u mnie porażką (mimo że moje koleżanki są nimi zachwycone). Która z nas wychodzi na tym lepiej? Kaśka wygląda świetnie, bo tak się czuje. Dodatkowy punkt za oszczędność. Ona nie wydaje takiej fortuny na kremy jak ja. Zresztą nie ja jedna poprawiam sobie humor ekskluzywnymi kosmetykami. W końcu to czysta biochemia. Przyjemność wyzwala tzw. hormony szczęścia, czyli endorfiny (neuroprzekaźniki pomiędzy układem nerwowym a procesami biochemicznymi zachodzącymi w organizmie). A to podwójna korzyść: endorfiny nie tylko łagodzą ból, ale też stymulują komórki naskórka.

Nic więc dziwnego, że "wkłada się" je do kosmetyków. Tutaj ich rolę zwykle przejmują cząsteczki pochodzenia roślinnego z grupy bioflawonoidów (pierwszym "szczęśliwym" kremem był Issima Happylogy Guerlain). Czy działają? Na pewno nie zastąpią porządnej dawki śmiechu, ale bez wątpienia poprawią mikrokrążenie w skórze, dodając jej promiennego blasku.


Antystresowa przyszłość
Cały świat kosmetyczny skupił się na walce ze stresem. Stosunkowo nowym pomysłem są neurokosmetyki zawierające m.in. peptydy imitujące działanie naturalnych przekaźników tego typu w organizmie (np. peeling Micro Solutions Chanel). Neuropeptydy kontrolują reakcje zachodzące w skórze, wysyłając sygnały do jej komórek, np. by się rozszerzyły (jak widać, nie ma przesady w powiedzeniu, że złość piękności szkodzi!). Do neurokosmetyków można też zaliczyć kremy na zmarszczki mimiczne (np. Botox-Effect Dax Cosmetics, Myokine Vichy). Przyszłością kosmetologii są też składniki chroniące działanie telomerów - cząsteczek DNA, które stanowią coś w rodzaju kapturka ochronnego dla chromosomów. Kiedy dochodzi do podziału komórki, telomery skracają się. Najnowsze badania Elizabeth Blackburn z uniwersytetu w Kalifornii dowiodły, że stres drastycznie przyspiesza ten proces. Pogarsza się też praca telomerazy - enzymu stabilizującego długość telomerów. W badaniu udział wzięło 60 matek, z których 2/3 wychowywało chronicznie chore dziecko. Po zbadaniu krwi okazało się, że komórki matek chorych dzieci są w takim samym stanie jak komórki o 10 lat starszych matek "bezstresowych". Za ten dział odmładzania zabrała się już firma biofarmaceutyczna Geron Corporation, która pracuje nad przyspieszeniem telomerazy. Jej laboratoryjne dziecko (wyhodowane in vitro ciągi "nieśmiertelnych" komórek niezmieniających się przy kolejnych podziałach) jest teraz w laboratoriach Procter & Gamble. Firma ta pracuje nad stworzeniem modelu "wiecznie młodej" skóry, co w przyszłości pomoże jej wynaleźć jeszcze skuteczniejsze kosmetyki przeciwstarzeniowe.

Twoje własne rytuały
Skuteczność receptur kosmetycznych to jedno. Czas poświęcany pielęgnacji to drugie. - Z doświadczenia wiem, że kobiety znajdujące czas na zajmowanie się sobą zarówno na poziomie duchowym, jak i fizycznym, są ładniejsze - mówi Małgorzata Liszyk-Kozłowska, socjoterapeutka i trenerka NLP, która prowadzi konsultacje indywidualne i warsztaty rozwoju osobistego dla kobiet. Krem wmasowywany z pieczołowitością przez 5 minut będzie bardziej skuteczny niż ten nakładany byle jak, przy okazji porannej kawy. Poza tym znajdując czas dla siebie, jesteś szczęśliwsza. "To wyraz postawy: mam prawo zajmować się sobą, dbać o swoje przyjemności. Niestety, dla wielu kobiet to zbyt trudne. Potrafią być mamami, żonami, a zapominają o sobie jako o kobiecie" - dodaje Małgorzata Liszyk-Kozłowska. Radzi, jak możesz codziennie zadbać o swoją urodę.
1. Wprowadź rytuały pielęgnacyjne. Poświęć 10 minut tylko dla siebie. Zrelaksuj się, poczuj przyjemność ze stosowania kremów i maseczek.

2. Śmiej się przy byle okazji (to świetny wyzwalacz endorfin), ale nie powstrzymuj też płaczu. W ten sposób wyrzucasz z siebie stres i toksyny, drgania ramion uwalniają napięcia mięśni, a głęboki oddech dotlenia klatkę piersiową, usuwając uczucie ciężaru.
3. Czujesz się zestresowana? Usiądź wygodnie, weź głęboki oddech nosem, mówiąc w myślach: "Wdycham powietrze, rozluźniam się". Łagodnie wypuść powietrze ustami, w myślach powtarzając: "Wydycham". Na koniec pomyśl: "Uśmiecham się". I uśmiechnij się. Ważne, by skupić się tylko na wypowiadanych w myślach słowach. To ćwiczenie poprawia nastrój i dotlenia cały organizm, także skórę.

Dermatologia czy psychologia?
Najlepiej jedno i drugie. Dr Elżbieta Gołębka, dermatolog, konsultant Nivea: "Jeśli widzę, że dolegliwości pacjenta mają podłoże emocjonalne, odsyłam go do psychologa. Chętnie przepisuję też leki starej generacji (np. Clemastin), które oprócz działania antyhistaminowego uspokajają". Dermatolodzy od dawna współpracują z psychologami. Nic więc dziwnego, że powstała nowa dziedzina medycyny: psychodermatologia. Na Zachodzie jej zwolennicy wspierają kuracje dla urody zajęciami z medytacji, jogi i relaksacji.

Masaż o działaniu liftingu
To spektakularny sposób na przekonanie się o tym, że relaks poprawia wygląd twarzy. Beata Sekuła, refleksoterapeutka, założycielka i wykładowca Międzynarodowego Instytutu Twarzy w Warszawie, twierdzi, że efekty widoczne są już po jednym zabiegu. - Moje pacjentki masuję na leżąco. Po wymasowaniu jednej połowy twarzy widać różnicę - ta strona jest wyraźnie gładsza. Refleksologia twarzy to jeszcze mało popularna w Polsce metoda oddziaływania na cały organizm (tutaj, tak jak na stopach, znajdują się receptory wszystkich narządów wewnętrznych, jednak siła bodźców jest większa).
W ten sposób można też polepszyć stan skóry.
Np. regulując układ hormonalny, można wpływać na zmniejszenie trądziku, a poprawiając pracę nerek, niwelować cienie pod oczami. Długotrwałe efekty zapewni seria co najmniej 10-12 zabiegów, w odstępach co tydzień (jeden kosztuje ok. 80 zł).

Kremy na poprawę samopoczucia
1. Krem nawilżający Happyderm z fito-dorfinami, które mają też działanie nawilżające (L’Oréal Paris, 50 ml: 24 zł).
2. Krem Recharging Day Radiance z filtrem SPF 15 i ekstraktem z lawendy wspomagającym działanie beta-endorfin w skórze (Avon, 50 ml: 29,90 zł).
3. Nawilżające mleczko do mycia AA Ciało Wrażliwe z ekstraktem z kakao wspomagającym produkcję endorfin w skórze (Oceanic, 300 ml: 9,60 zł).
4. Holistyczny krem regenerujący na noc Preventi z kompleksem "neuro beauty" pobudzającym wydzielanie endorfin (Dermika, 50 ml: 42 zł).
5. Krem Mimical Control z ekstraktem z włoskiego curry, które stymuluje produkcję endorfin (Babor, 50 ml: ok. 290 zł).
6. Krem pod oczy dodający blasku Zielona herbata z pro-endorfinami roślinnymi (Bielenda, 15 ml: ok. 14 zł).

Anna Kondratowicz/ Uroda
Tą lampą zajrzysz w głąb skóry!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)