Kurs peelingu dla początkujących

Zabieg złuszczania cery. Trudno go nie lubić. Jest skuteczny, niezbyt drogi i bezpieczny.

 
Nowy trend w kosmetologii: produkty do pielęgnacji naśladują odmładzające zabiegi dermatologiczne. W kremach umieszczono już botox i laser. Teraz przyszła pora na domowe peelingi. Producenci obiecują rezultaty porównywalne z tymi osiąganymi w gabinetach lekarskich. Brzmi zachęcająco.

Gabinetowy wybór
Co daje skórze peeling? Regularnie wykonywany pobudza proces odnowy naskórka, który z wiekiem ulega spowolnieniu. Pomaga cerze zachować świeży, młody wygląd. W rękach doświadczonego dermatologa profesjonalny peeling to bardzo skuteczna broń – pozwala mocno wygładzić cerę, odmłodzić ją, usunąć przebarwienia i małe blizny, poprawić strukturę skóry. Po takim zabiegu możesz oczekiwać widocznych i dość szybkich efektów. Dużym powodzeniem cieszy się też zabieg mikrodermabrazji (mocnego złuszczenia naskórka za pomocą wirujących pod ciśnieniem kryształków glinu), który można zrobić także w gabinecie kosmetycznym. Efekt: błyskawiczna poprawa wyglądu skóry.

Domowe sposoby
We własnej łazience złuszczanie cery także możesz przeprowadzić na dwa sposoby – mechanicznie (ścierając wierzchnią warstwę naskórka) lub chemicznie (rozpuszczając ją za pomocą spreparowanych kwasów). Pierwszą kategorią domowych preparatów wzorowanych na zabiegach gabinetowych są peelingi z kryształkami tlenku glinu, tymi samymi, które są wykorzystywane w urządzeniach do mikrodermabrazji u kosmetyczki. Druga grupa to preparaty z rozcieńczonym kwasem glikolowym – naśladujące najpopularniejszy gabinetowy głęboki peeling kwasem glikolowym. Czy domowa mikrodermabrazja i peelingi chemiczne są alternatywą dla medycyny estetycznej? – To duże uproszczenie. Zabiegi gabinetowe są o wiele bardziej intensywne i może je wykonywać tylko specjalista. Opiera się on na doświadczeniu, wie, jak daleko może się posunąć, i efekty jednorazowego zabiegu będą o wiele bardziej spektakularne – mówi dr Ewa Rudnicka, dermatolog. W preparatach domowych stężenie aktywnych substancji jest na tyle niskie, by nie zrobić sobie krzywdy. Joanna Buchowicz, dermatolog i wiceprezes Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologii Estetycznej, uważa, że domowe kuracje złuszczające, wykorzystujące kwas glikolowy i mlekowy (często występują razem), można traktować raczej jako sposób na odświeżenie, dogłębne oczyszczenie i lekkie wygładzenie cery. Ale porównanie ich z peelingami chemicznymi w gabinecie to spore nadużycie. W domowych preparatach zawartość kwasu glikolowego nie przekracza 10 proc. (najczęściej wynosi od 3 do 8 proc.). W gabinecie operujemy stężeniami kwasu glikolowego w zakresie od 25 do nawet 70 proc.


Niebezpieczne (s)tarcie?
Do niedawna dermatolodzy niepokoili się, czy zbyt częste i mocne złuszczanie nie będzie powodować przeciwnego efektu – szybszego narastania naskórka. Czy częsta mikrodermabrazja może zaszkodzić? Już wiemy, że nie – mówi dr Ewa Rudnicka – dynamika naturalnego cyklu odnowy skóry z wiekiem gwałtownie spada, a złuszczanie, stymulując metabolizm cery, po prostu podtrzymuje tę zdolność na odpowiednim poziomie. Oczywiście, choć domowe peelingi uważane są za stuprocentowo bezpieczne, zawsze należy zachować podstawowe zasady bezpieczeństwa – używać ich zgodnie z instrukcją. Nie trzeć zbyt mocno i nie przetrzymywać na twarzy zbyt długo.

Krem a la dermabrazja
Moc złuszczająca kryształków glinu, wykorzystywanych w domowych zestawach do mikrodermabrazji, jest prawie 200-krotnie wyższa niż drobinek w klasycznych peelingach! Dlatego, mimo że preparaty te uznane są za bezpieczne, powinnaś uważać, by nie przesadzić z pocieraniem skóry. Dr Rudnicka ostrzega, że tego typu preparaty można stosować tylko w przypadku zdrowej, niepodrażnionej i nieuwrażliwionej skóry.
Jeśli masz cerę naczynkową, z trądzikiem różowatym, atopią lub skłonnością do alergii – zdecydowanie zapomnij o tej metodzie. W przypadku wątpliwości dotyczących cery, zanim zaczniesz używać zestawów do dermabrazji, poradź się lekarza. Czasami na skórze są drobne, prawie niewidoczne infekcyjne zmiany pochodzenia wirusowego lub bakteryjnego, które ławo roznieść po skórze – przestrzega dr Rudnicka.
Sprawdziłyśmy:
1. Cellular Microdermabrasion Cream i Cellular Softening and Balancing Lotion
: krem z drobinkami krystalicznego kwarcu i wyciągiem z pereł słodkowodnych oraz tonik odtwarzający powłokę ochronną skóry. Zestaw uzupełniony jest o trzy głowice do wcierania kremu – najdelikatniejsza do twarzy, średnia do ciała i najmocniejsza do łokci, kolan i pięt. To bardzo aktywny kosmetyk. Jednak stosowany zgodnie z instrukcją jest całkowicie bezpieczny (La Prairie, krem, 125 ml: 1100 zł; tonik, 250 ml: 600 zł).
2. Refinish: połączenie preparatu, który zawiera 20 proc. mikrokryształków glinu (optymalna ilość do domowych warunków), i łagodzącego kremu z witaminą E i filtrami UV. Można go stosować
2 razy w tygodniu, najlepiej rano – skóra po nim wygląda rewelacyjnie. Jednak pierwszy raz polecamy zrobić go na noc – na wypadek ewentualnego zaczerwienienia cery (L’Oréal Paris, 70 zł).
3. Anew Clinical Micro-Exfoliant: jednoetapowa kuracja z zawartością mikrokryształków glinu i składników łagodzących – ekstraktu z malwy, panthenolu, olejku awokado. Ściera skórę zdecydowanie skuteczniej niż klasyczny peeling. A jednocześnie nie pozostawia uczucia podrażnienia cery, jak bywa przy peelingach ze zmielonymi pestkami owoców (Avon, 75 ml: 59,90 zł).
4. Time Wise: preparat zawierający złuszczające kryształki tlenku aluminium plus serum odżywcze. Krem daje wyraźne uczucie odświeżenia cery, można go stosować rano, bo nie zostawia zaczerwienionej skóry. Emulsja łagodzi ewentualne podrażnienia i nadaje cerze gładkość (Mary Kay, 199 zł).
5. Mikrodermabrazja w domu: z enzymami, ściernymi mikrokuleczkami i ekstraktem z białej i czarnej masy perłowej. Do tego krem z algami i DHEA oraz 5-proc. witaminą E. Peeling jest bardzo delikatny, bo nie zawiera tlenku glinu. Można go stosować 2–3 razy w tygodniu, nawet w przypadku wrażliwej cery (Oceanic, 69 zł).


Kosmetyki instrumentalne
To pojęcie wprowadziła marka Chanel razem z nowymi produktami z linii Précision Micro Solutions. Do ich stworzenia zainspirowały ją zabiegi dermatologii estetycznej. Rozmawiamy o nich z Marie-Hélene Lair, kierownikiem komunikacji naukowej Chanel.
Jakie zabiegi „imituje” seria Précision Micro Solutions?
Stworzyliśmy trzy innowacyjne kosmetyki do domowych mikrozabiegów. Po pierwsze, peeling zawierający czysty kwas glikolowy. Ma formę wygodnych ampułek, które wystarczają na 3-tygodniową kurację. Po drugie, program neutralizacji zmarszczek, inspirowany zastrzykami z botoksu. Ten preparat ma postać żelowego plasterka, który unieruchamia zmarszczki mimiczne. I po trzecie, program wypełnienia zmarszczek, który daje optyczny efekt ich wygładzenia.
Czym wyróżnia się ten peeling?
Program odnowy skóry, bo tak nazwaliśmy ten kosmetyk, zawiera dosyć wysokie (8-proc.) stężenie czystego kwasu glikolowego. Może być jednak stosowany nawet do wrażliwej skóry. To możliwe dzięki użyciu w nim aminokwasu l-argininy, który „wyhamowuje” działanie kwasu, dawkując go w bezpiecznych ilościach. Poza tym sam kwas jest zamknięty w mikrokuleczkach silikonu, które osłaniają naskórek. No i najważniejsze: w przeciwieństwie do produktów innych firm nie trzeba tutaj używać ani żadnych kosmetyków przygotowawczych, ani neutralizatorów. Po prostu wmasowuje się w skórę jednorazową dawkę peelingu i już. To bardzo wygodny i superprosty „instrument”.
Czy jest szansa, że takie kosmetyki zastąpią zabiegi?
Myślę, że nie. Żaden z robiących furorę kremów „botox-like” (mających naśladować działanie botoksu) nie może przecież unieruchomić głęboko położonych zakończeń nerwowych mięśni. Peelingi kosmetyczne mogą być alternatywą dla płytkich peelingów dermatologicznych, ale tych głębokich też oczywiście nie zastąpią. Są za to świetnym sposobem na przedłużenie ich efektów, stosowane jako kuracja między wizytami u dermatologa.
Kosmetyki z serii Micro Solutions mają dość wysoką cenę – w Polsce każdy z nich będzie kosztował 888 zł. Dla kogo są przeznaczone?
Zrobiliśmy badania nad przyzwyczajeniami pielęgnacyjnymi kobiet. Okazało się, że wiele z nich nigdy nie skorzystałoby z zabiegów dermatologicznych. Generalnie dzielą się na cztery grupy. Pierwsza to kobiety mające bezgraniczne zaufanie do kosmetyków, które w ogóle nie myślą o innych rozwiązaniach. Druga,
i to są nasze potencjalne konsumentki, to kobiety, które odmawiają zgody na ból i chcą samodzielnie, w zaciszu domowej łazienki, powstrzymywać oznaki starzenia się. Jest ich ok. 20 proc.
– przynajmniej w Europie, oczywiście w Stanach i Azji te proporcje są inne. Trzecia grupa to kobiety zdecydowane na wstrzykiwanie substancji przeciwstarzeniowych, głębokie peelingi itp.
A czwarta to już totalne ekstremistki, gotowe na wszystko. Jeśli chodzi o ceny kosmetyków – we Francji są niższe niż koszt zabiegów dermatologicznych. Poza tym pamiętajmy, że należy stosować je jako kuracje lub rozwiązania doraźne, a nie codziennie. Tak jak zabiegi u dermatologa.

Zestaw: mała chemiczka
Kupując preparat do użytku domowego, warto wiedzieć, że nie każdy kwas równie dobrze penetruje skórę – mówi dr Buchowicz. Kwas glikolowy najlepiej przenika do skóry, gdy pH kosmetyku jest kwasowe (poniżej pH 7), np. dobre pH mają peelingi SVR (pH 3) i Lancôme (pH 5,6). Oznacza to, że nawet dwa identyczne stężenia mogą różnie działać. Im niższe, tym większa skuteczność kosmetyku.
Sprawdziłyśmy:
1. Micro Solution:
to 21-dniowa ampułkowa kuracja. Połączono w niej 8-proc. czysty kwas glikolowy z aminokwasem, który stopniowo uwalnia się do skóry. W stosowaniu jest delikatny i superprzyjemny – nakłada się na twarz jak masło (Chanel, 21 x 1 ml: 888 zł).
2. Resurface Peel: wykonujesz go w 4 krokach – oczyszczający płatek, potem właściwe złuszczanie (4-proc. kwasem glikolowym), neutralizacja w płatkach i krem kojąco-łagodzący z galaktoklipidami. Jeden zestaw obejmuje czterodniowy program odnowy cery (zabiegi 2 x w tygodniu). Efekt: gładka, swieża
cera (Lancôme, 595 zł).
3. Peeling Hydracid SP: zawiera 5-proc. kwas glikolowy i 13-proc. alfahydroksykwasy. Ma pH obniżone do 3. Stosuje sie go 1–2 razy w tygodniu. Nawet przy cerze bardzo płytko unaczynionej nie dawał uczucia pieczenia ani zaczerwienienia (SVR, 89 zł, w aptekach).
4. 2-Step Facial Peel: nietypowy sposób na złuszczenie cery – w obu fazach wykorzystuje się płatki nasączone substancjami aktywnymi. Pierwszy etap to złuszczenie cery kombinacją 10-proc. kwasu glikolowego i ekstraktów owoców papai oraz ananasa (oba zawierają enzymy naturalnie złuszczające i rozjaśniające cerę). Płatki fazy neutralizującej nasączone są kojącym ekstraktem z zielonej herbaty, rumianku i grzybów morskich. Mimo dużego stężenia kwasu ten produkt spokojnie stosowałyśmy nawet do wrażliwej cery. Jest szalenie wygodny – duże brawa za pomysł (Avon, 30 ml: 79,90 zł).
5. Krem do twarzy Line Peel: z systemem biopeelingu, mikrokryształkami krzemu i wyciągiem z planktonu termalnego. Działanie złuszczające zawdzięcza kwasom: salicylowemu i glikolowemu. Krem daje uczucie świeżej nawilżonej cery (Biotherm, 50 ml: 250 zł).
6. Peel Microdermabrasion: kuracja w trzech turach – raz w tygodniu przez trzy tygodnie. W pierwszej fazie trzeba wykonać masaż kosmetykiem z kryształkami tlenku glinu, a w drugiej przetrzeć skórę płatkiem nasączonym kwasem glikolowym i mlekowym (stężenie 3,5 i 0,5 proc.). Cerę podwójnie złuszczoną należy zabezpieczyć łagodzącym roztworem – tonikiem o podwyższonym pH. W zestawie jest też preparat korygujący oznaki starzenia i chroniący przed słońcem, czyli krem z witaminą C i SPF 15. Już po pierwszym zabiegu cera jest widocznie odświeżona, wygładzona, a pory ściągnięte. Po trzech zabiegach zmarszczki są płytsze (Vichy, 199 zł, w aptekach).

Joanna Winiarska/ Uroda
Tą lampą zajrzysz w głąb skóry!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)