Urodowe sekrety Liv Tyler

Uwielbia kosmetyki i wszystko, co związane z pielęgnacją urody. Chciała nawet zostać kosmetyczką. Ale postawiła na aktorstwo. Niedawno uznano ją za jedną z 50 najpiękniejszych kobiet na świecie, a luksusowa marka Givenchy od lat przedłuża z nią kontrakt.

Urodowe sekrety Liv Tyler fot. ONS

To, że zaistnieje w show-biznesie było oczywiste chyba od dnia jej narodzin. Ojcem Liv jest Steven Tyler, wokalista Aerosmith, a matką – Babe Buell, seksowna modelka. Można się było spodziewać wybuchowego efektu tej mieszanki genów. Jednak Liv odziedziczyła w genach tylko (lub aż) urodę, ale nie temperament. Jako nastolatka rozpoczęła karierę modelki, jednak mimo sukcesów porzuciła ten zawód. Miała dość nieustannych wyrzeczeń i liczenia kalorii. Jak wspomina: „Zawsze byłam dużą dziewczyną (...). Ale bez względu na rozmiar pupy dobrze się czuję we własnej skórze”. Zniechęcona do zawodu modelki Liv postanowiła spróbować aktorstwa.

Mimo, że jest uważana za jedną z najpiękniejszych kobiet świata, nie stała się zarozumiała i zbyt pewna siebie: „To wspaniałe, że ludzie porównują mnie do Audrey Hepburn czy Elizabeth Taylor, ale, szczerze mówiąc, kogo to obchodzi?” – powiedziała w jednym z wywiadów. Może jednak właśnie podobieństwu do Audrey, Liv zawdzięcza lukratywny kontrakt reklamowy z marką Givenchy (Audrey była muzą założyciela tego domu mody). Liv nie jest jednak szczególnie zainteresowana modą, na co dzień nosi to, na co ma ochotę. Prawie zawsze są to Levisy i trampki Converse, do tego top i luźna koszula w kratę. W domu jest uzależniona od wygodnych ciuchów: „Gdy tylko wchodzę do domu, zakładam dres albo piżamę”. Ten styl ubierania się i dość luźne podejście do mody okazuje się... najmodniejsze! Co prawda na wielkie gale zakłada suknie od największych projektantów – Alexandra McQueena, Alberty Ferretti, Stelli McCartney, ale nie zawsze czuje się w nich komfortowo: „Zawsze stawiam na wygodę. Na czerwonym dywanie muszę czuć się swobodnie. Wsiadanie do taksówki, wysiadanie z niej... Jestem zawsze tak zestresowana, że w nieodpowiedniej sukni mogłabym się zachwiać lub przewrócić”. Nie można jednak stwierdzić, że Liv nie lubi mody, ale na pewno denerwuje ją ciągła pogoń za trendami. Dlatego też przestała kupować magazyny o modzie: „(...) nie chcę, aby wpływ na moje wybory mieli wszyscy wokół. (...) To jest w porządku, tamto nie (...). Chcę być sobą i tyle!”. W innym wywiadzie dodaje: „Nie chcę mieć obsesji na punkcie swojego stylu. Uwielbiam być matką i to na tyle normalną, na ile to tylko możliwe (...). Kocham swoją pracę oraz to, że jestem spontaniczna, ale jeśli ktoś chciałby mnie widzieć przez cały czas na wysokich obcasach, to nie ma na to najmniejszych szans”.


Stosunek Liv do kosmetyków i dbania o siebie jest zupełnie inny niż do mody. Uwielbia kosmetyki i skrupulatnie przestrzega wszystkich rytuałów pielęgnacyjnych. „To nawyk, który przejęłam od mamy i babci”. Gdy nadszedł czas, by po urodzeniu dziecka powrócić do pracy, Liv chciała związać swoje plany właśnie z urodą: „Myślałam, by otworzyć spa lub restaurację. Albo zostać kosmetyczką. Kocham wszystko, co wiąże się z pielęgnacją urody. Zresztą ciągle wszystkim dookoła robię zabiegi pielęgnacyjne”.

W kosmetyczce Liv zawsze ma swoje hity:
lekki krem do twarzy z płatków róży marki Dr. Hauschka (można go kupić w aptekach). Jej ulubione kosmetyki makijażowe to oczywiście produkty Givenchy: mascara Eye Fly, lakier do paznokci Vernis Please (w kolorze liliowym), brązowe cienie do powiek Prisme Eyes i szminka Rouge Interdit w kolorze Poetique, o której Liv mówi, że: „Nie jest czerwona ani pomarańczowa, tylko po prostu idealna”.

Dlaczego ekskluzywna marka Givenchy wybrała na swoją ambasadorkę właśnie Liv? Przedstawiciele marki odpowiadają: „Oczywiście dlatego, że jest piękna. Ale też dlatego, że ma niezwykły urok, jest spontaniczna, świeża, naturalna i ma w sobie radość wyrażaną nieustannym uśmiechem”.

Teraz najwięcej czasu Liv poświęca czteroletniemu synkowi Milo. Aktorka, która ma skłonności do tycia, wyznaje, że najwięcej problemów sprawił jej powrót do wagi sprzed ciąży: „Tak trudno jest schudnąć po urodzeniu dziecka! Wszyscy udają, że to bardzo łatwe. W czasopismach pełno jest zdjęć chudych (po trzech tygodniach od porodu!) dziewczyn, które mówią, że nie stosują żadnych diet – po prostu biegają za dzieckiem. To bzdury!”. Liv zdaje sobię sprawę z własnych niedoskonałości i uważa, że nikt nie może być ideałem: „Jedyne, co mogę zrobić, to starać się zaakceptować samą siebie. Może mam okrągły brzuch, ale za to szczupłe kostki!”. Co się w takim razie stało, że Liv postanowiła schudnąć? Wystarczyło jedno nieudane zdjęcie zrobione przez paparazziego: „Pamiętam, jak szłam do manikiurzystki – wspomina Liv. – Milo miał wtedy 8 miesięcy. Miałam na sobie brzydką koszulkę i spodnie, które nosiłam, gdy byłam w ciąży. Jakiś fotograf zrobił mi zdjęcie, które ukazało się w gazecie, z nagłówkiem sugerującym, że jestem w ciąży. Gdy to zobaczyłam, stwierdziłam, że wakacje się skończyły!”. Powrót do dawnej figury był możliwy nie tylko dzięki dobrze zbilansowanej diecie, ale też systematycznym ćwiczeniom. Ponieważ Liv nie jest zwolenniczką rygorystycznych treningów, wybiera ten rodzaj ruchu, który sprawia jej przyjemność. Uwielbia np. kręcenie hula-hoopem. Jednak samo poruszanie biodrami nie pozwoliłoby jej wrócić do sylwetki sprzed ciąży. Szczupłą figurę zawdzięcza systematycznemu joggingowi. Od kilku miesięcy trenuje pod czujnym okiem Davida Kirscha, jednego z najsławniejszych trenerów osobistych gwiazd (trenował m.in. z Heidi Klum). Pod jego wpływem zmieniła nawyki żywieniowe – zrezygnowała z ulubionych pączków z truskawkowym lukrem i tuczących makaronów. Z nim też podobno... całowała się na parkingu pod przytulną knajpką w New Jersey. Cóż, od rozwodu z muzykiem Roystonem Langdonem, którego Liv nazwała „pijawką przyssaną do jej konta”, minął już prawie rok...



Co Joanna Horodyńska mówi o swoim stylu?
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)